• Rozmowę przeczytałam z uwagą i choć rozumiem wasze bolączki to (bez obrazy), brzmi to jak użalanie się. Kurcze ja wiem, że chciałybyście lepiej, ja też bym chciała, ale znowu nie popadajmy w skrajności. Wydawnictwa bee, promocja do bani, pracownicy wydawnictw zacofani, czytelnicy za biedni, do tego czytają nie to co trzeba. Czytelnictwo nie wzrośnie diametralnie, nie ma takich szans… pomyślcie jednak o tym, ile taki Grey czy Zmierzch wniósł na rynek książki pieniędzy. Prawdę mówiąc więcej niż inne książki razem wzięte. A te pieniądze można wykorzystać jako inwestycję w innych autorów. Gwarantuję Wam, że osoby, które kupiły w/w pozycje w większości nie kupiły w zamian innej. Nawet by do księgarni nie weszły, a tak może pokochają książki i taka lipna pozycja w jakiś sposób rozbudzi ich miłość do literatury, a wtedy sięgną po te lepsze pozycje.

    ps. Greya nie doczytałam, padłam w połowie :)

     
  • Oksa

    Greya przeczytałam i był to dla mnie zwykły chłam. Nie będę podawać całej recenzji, bo nie o to tu chodzi. W jednej kwestii chciałabym się jednak połączyć z przedmówczynią – taki sobie „Zmierzch” na przykład, spowodował, że powróciłam do fantastyki! Zawsze ją lubiłam, ale na dość długi okres przerzuciłam się na literaturą niefantastyczną. Przeczytałam Meyer kilka lat temu, no kurka, spodobało mi się. Po przeczytaniu prawie całej sagi stwierdziłam, shit, ale to kiepskie. Ale chęć do pozostania przy fantastyce została :) Boli mnie, że takie coś jest bestsellerem, a inne książki są do niego nagminnie porównywane, ale swoją rolę w jakimś sensie spełnił. Podejrzewam, że nie tylko w moim przypadku ;-)

     
  • Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, na pewnej planecie, w dalekich krainach ludzie wymyślili sobie komunizm. W systemie tym wydawcy, redaktorzy, cenzorzy (i pewnie kilku innych) decydowali o wydawaniu książek.Używali dziwnych i tajemniczych instrumentów i współczynników takich jak poziom literacki czy przydział papieru. Ambitni redaktorzy tygodników w swoich wywiadach ganili swoich mniej ambitnych kolegów za schlebianie gustom gawiedzi przez publikowaniem programu telewizyjnego. Dowodzili, że ten nieetyczny zwyczaj zaburzał ilość zwrotów i wprowadzał niepotrzebne zawirowania do przerobu makulatury. A przecież prasa powinna konkurować jedynie swoim poziomem i ściśle merytoryczną zawartością. „Wszyscy” zgadzali się z ich tezami i oburzali się na nieprawomyślne i godne potępienia zachowania.
    Na szczęście to już przeszłość. Pomimo, że rzeczywiście poziom wydawanych książek za komuny był wyższy, a w księgarniach czy kioskach nie było pornografii, harlekinów czy paranormal-romasów, to niema czego żałować.
    Nie mamy co też też biadolić nad obecnym poziomem książek, że Grey czy Zmierzch to dziadostwo i gniot. Potrzeba trochę skromności, bo całe urban fantasy włączając twórczość pani Jadowskiej to popularna literatura rozrywkowa, a nie żadne arcydzieła kultury światowej – przynajmniej na razie. Tak jak ja z przyjemnością czytam fantasy/s-f, tak kto inny Marqeza, kto inny czyta harlekiny… Być może kiedyś sięgnie po coś ambitniejszego, jeśli nie – przynajmniej nie wpadnie we wtórny analfabetyzm.
    Kwestie w dyskusji o poziomie wydawnictw to klub wzajemnej adoracji, po prostu takie Zmierzchy czy Greye zawsze będą, pewnie zawsze też będą się nieźle sprzedawały. Podobne żale może snuć wielbiciel jazzu na temat Britney Spears czy meloman muzyki odnośnie klasycznej Justina Biebera. To nie ma sensu, po prostu każda potwora znajdzie swojego amatora i tyle.
    Natomiast na rynku wydawniczym kwestie marketingowe rzeczywiście pozostawiają wiele do życzenia. Fajnie, że o tym rozmawiacie.To nie moja działka i nie znam się na tym, ale 1 drobiazg: wielokrotnie do książek zniechęcały mnie skutecznie notki wydawnicze, choć podobno miały one mnie zachęcić. Całe szczęście, że informacje o książkach można znaleźć jeszcze w innych miejscach – np forum Gavrana :)