Konkurs z Nikitą – wyniki

Dianabol one month results

Methenolone drug

http://kenwoodliquors.com/anavar-brands Anavar brands

Medical names for steroids

http://royalmaderavineyards.com/winstrol-with-sarms Winstrol with sarms

Equipoise research

http://historyarticles.com/masteron-dosage Masteron dosage

Is it safe to take testosterone injections

Trenbolone 200

http://kokinetics.com/equipoise-boldenone-300 Equipoise boldenone 300

Kattovitz, czyli alternatywne Katowice.

Znalezienie Katowic na mapie Polski nie nastręcza zbyt wielu problemów. Przynajmniej nie powinno, bo to naprawdę nie jest trudne. Realne miasto liczy sobie niemal trzysta tysięcy mieszkańców i jest stolicą województwa. Pewnie są jakieś statystyki na to, ile jest niezameldowanych studentów i osób pojawiających się w granicach miasta tylko na czas pracy. Kogo to jednak interesuje? W godzinach szczytu można utknąć w korku i nie zmieni tego całkiem dobra sieć komunikacji miejskiej. Betonowe ulice i bloki z wielkiej płyty przetykane są w centrum nowoczesnymi budynkami, które pozwalają odnieść wrażenie, że miasto się rozwija. Standardowo jednak – im dalej od śródmieścia, tym więcej familoków i obskurnych miejsc, w które strach zapuszczać się po zmroku. Czasem nawet i za dnia wieje grozą.

Nie żebym marudziła, ma to jakiś urok. Najczęściej surwiwalowy. Wielkie szczęście, że jedna z bram wiodących do Kattovitz znajduje się przy rynku. O ile faktycznie uznać, że Katowice ten rynek posiadają, co dla wielu jest kwestią sporną nawet teraz, po reorganizacji i przebudowie centrum. Trzeba jednak przyznać, że w tym wszystkim miasto jest przynajmniej szczere – na pierwszy rzut oka widać architekturę z głębokiego PRLu, co się będziemy szczypać i udawać, że z nas miasto stare, pełne kultury, z rynkiem? Mamy Spodek, to nam do szczęścia wystarczy. Wracając jednak do tej nieszczęsnej bramy. Stojąc twarzą do Teatru Wyspiańskiego starczy wejść w uliczkę po jego lewej stronie. Nic szczególnego, na jej końcu znajdować się będzie klub, którego wystrój potrafi przysporzyć o oczopląs, to jednak nie jest istotne. Za to bardzo istotna jest brama po lewej stronie, pierwsza. Otoczona sklepami i niepozorna prowadzi na zwykłe podwórko. No chyba, że zna się zaklęcie, a w genach ujawniła się ta drobinka magii, która sprawia, że jest się magicznym.

Przejście nie jest przyjemne. Właściwie nigdy nie było. Przypomina wrażenie, które towarzyszy przy nagłej zmianie wysokości. Zupełnie, jakbyś spadał – zatkane uszy, to paskudne uczucie, że żołądek lewituje, a potem wrażenie, że grawitacja wyrwie wszystkie wnętrzności. Podobno, gdy magia bramy nie była jeszcze stabilna, kilku nieszczęśników tak właśnie skończyło. Siedziba Rady Kattovitz znajduje się niedaleko, starczy tylko przejść niewielki placyk oddzielający ją od bramy. Skwerek całkowicie betonowy z nielicznymi miejscami, w których pozwolono przebić się skarłowaciałej roślinności. Przed wejściem do budynku Rady znajduje się też fontanna. Tylko najstarsi pamiętają czasy, w których lała się z niej woda.

Kattovitz to chyba najbardziej depresyjne miasto magicznych. Nie wiedzieć czemu charakteryzuje się szaro-burą zabudową. Większość domów to bloki budowane z wielkiej płyty i ozdobione jakimiś ślamazarnymi rysunkami. Domki jednorodzinne znajdują się na obrzeżach i wszystkie są na jedną mańkę – budowane w kształcie sześcianu z dobudowanym tuż obok garażem, na dachu którego znajduje się coś na kształt tarasu. W dzielnicach jednorodzinnych jest zdecydowanie barwniej, chociaż niekoniecznie dzięki temu ładniej. Każdy swój dom ozdabiał tym, co tylko miał pod ręką, są więc ściany obrośnięte całkowicie bluszczem, niektóre pokryte tłuczonymi talerzami i innymi elementami zastawy, a jeszcze inne pomalowane na pstrokate kolory lub pokryte graffiti. Misz-masz stylów, pomysłów i gustów. W Kattovitz jest cholernie mało samochodów, co może być winą zapylonego powietrza, które prędzej czy później zatyka wszystkie możliwe filtry w pojazdach. O dziwo, raczej nie szkodzi ludziom i zwierzętom. O ile pominie się konieczność mycia okien częściej niż raz na pół roku (najlepiej tak raz w tygodniu, jeśli ktoś lubi coś przez swoje okna widzieć i to właśnie przez to nabijają się z mieszkańców tego miasta) i całkowity bezsens noszenia białych ubrań, które w kilka chwil robią się szare.

Szarość dotyka też większość budynków. W większości miast deszcz pozostawia na ścianach brudne zacieki, w Kattovitz jest na odwrót – brudna deszczówka wciąż jest na tyle czysta, by zmywać nieco pyłu, tworząc jaśniejsze plamy. Efekt jest dokładnie ten sam – skrajnie nieestetyczny.

Jeśli chodzi o mieszkańców, to ze świecą szukać tutaj wiedźmy ziemi i wszystkich tych, którzy do swojej magii potrzebują kontaktu z naturą. Znajdzie się za to sporo krasnoludów, którym bliskość kopalni jest na rękę. Wampirów też nie ma zbyt wielu, bo przez lata swojej częściowej nieśmiertelności ukochali sobie raczej bardziej wykwintne miasta, z bogatszą historią i ładniejszą okolicą. Wilkom za to wszystko jedno, rozpanoszyły się więc, z lubością terroryzując swoją obecnością pobliskie miasteczka, w których mają rynek zbytu na większość swoich usług. Zawsze znajdzie się jakiś dzieciak chcący kupić działkę czy szukający cwaniaka, który obije mordę komuś, kto macał jego dziewczynę.

Starszyzna jako taka nie istnieje. Wybory Prezydenta Rady odbywają się raz na dekadę i wtedy właśnie miasto zyskuje nową atrakcję. Ostatnie wybory, w 2011, sprawiły, że wybudowano betonowy skatepark dla dzieciaków. Skończyło się na tym, że betonowe rampy są doskonałym miejscem dla wilczej młodzieży, by załatwiać tam swoje porachunki i sprawy. Prezydent jest figurantem, a właściwą władzę ma Rada, składająca się z siedmiu magicznych (tak, zgadnijcie dlaczego siedmiu, nie no, oczywiście, że to nie ma nic wspólnego z dużym znaczeniem siódemki w magii i rytuałach, wcale). Na czas wyborów miasto ginie pod plakatami, broszurami i całym tym śmieciem, który długie miesiące po wybraniu nowych władz przy korycie mokną jeszcze w deszczu.

Jedyną zaletą jest to, że władza właściwie nie ingeruje w życie jednostko. Kontrole? Namiestnicy? Konsultanci? A na co to komu? W Kattovitz znalazło miejsce wielu szemranych typków, których magiczne sygnatury niekoniecznie wskazują na białą magię. Oszalały wampir? Problem śmiertelnych. No bo przecież każdy słyszał o wampirze z Zagłębia, albo z Sosnowca, prawda? Sądzicie, że to był zwykły niemagiczny? Bogowie, ale jesteście naiwni, naprawdę. Było też kilku innych, jednak policja nie połączyła ich zbrodni w ciąg, więc nawet nie wiedzieli, że mają seryjnego mordercę pod nosem.

http://jedaware.com/turinabol-muscle-cramps Turinabol muscle cramps Praca Leny Lachowskiej:

Trybunał

Miasto wyjątkowo ludne, a raczej nieludne biorąc pod uwagę jego mieszkańców. Trybunał stanowi magiczne odbicie Piotrkowa Trybunalskiego, małej mieściny z wielką przeszłością.

Nazwę przejął nie tylko z powodu wygody ale i funkcji jaką sprawuje w magicznym świecie – jest to bowiem miasto sprawiedliwości…

Oczywiście jest to żart. Choć prawdą jest, że od wieków zjeżdżają się tu magiczni, których udało się postawić w stan oskarżenia.

Co nikogo nie powinno dziwić w palestrze prym wiodą krwiopijcy i diabły maści wszelakiej, zaś sposób wybierania sędziego przewodniczącego jest tak skomplikowany, że nawet rozliczenie pita przy tym wydaje się dzieciną zabawką. Niech was jednak nie zwiodą strzeliste gmachy sądów i kamienne mury więzień, Trybunał ma do zaoferowania nieco więcej niż tylko prawomocne wyroki.

Miasto kiedyś zwane Bugajem od jeziora nad brzegiem którego je założono (nie oszukujmy się, biegła tam potężna żyła mocy, a że lokalizacja była na tamte czasy niezła to skorzystali) nie różni się znacznie od swojego ludzkiego odbicia. I tu i tu można spotkać grupy snujących się studentów, które po zajęciach na uniwersytecie wybrały się na piwo albo dwa, ewentualnie siedem. Za dnia matki pilnują bawiących się na placach zabaw dzieci a wieczorami zakochani spacerują wąskimi uliczkami starówki. No może tylko w Trybunale co trzecia kochająca matka ma długie jak kciuk kły, a dzieciom z pieluch wystają różowawe ogonki. A na uczelni zamiast prozaicznych zajęć z bezpieczeństwa narodowego czy historii miasta wykładane są eliksiry i odtrutki czy podstawy magii teoretycznej.

Pod względem architektury miasta nie są już tak podobne. Piotrków miał pecha i znacznie bardziej ucierpiał podczas wojen. Trybunał oparł się najazdowi magicznych oddziałów SS i komunistycznej inkwizycji postulującej równy czyli zerowy potencjał magiczny u wszystkich ludzi, nieludzi zaś zgodnie ze starą maksymą ziemia dla ziemniaków, księżyc dla księży planujący wysłać w mało przyjazne regiony tajnych laboratoriów, gdzie zakonserwowane w formalinie służyłyby za pomoce naukowe.

*dygresja
Pomysł z formaliną nie wypalił, kiedy próbowali zakonserwować jednego z „radzieckich” diabłów, ten po tygodniowej popijawie obalił też słoik formaliny, beknął radośnie wypalając dziurę w linoleum i nic nie robiąc sobie z ambitnych planów ruskich naukowców poszedł do najbliższego szynku się dopić, bo trzeźwość niebezpiecznie zamajaczyła mu na horyzoncie.

W efekcie czego Trybunał może się poszczycić zabytkową zabudową i prawdziwym zamkiem z basztami, fosą oraz dzwoniącymi łańcuchami duchami mieszkającymi w podziemiach (ale tylko od poniedziałku do czwartku, duch też nieczłowiek, na weekend zasługuje) a nie smętną namiastkę, jaką w swoich granicach ma Piotrków.

Czym jednak byłoby miasto bez swoich mieszkańców?

Progi Trybunału są otwarte i gościnne. Mieszkające tu społeczności magiczne może nie zawsze żyją w przyjaźni, ale brak tu też społecznego ostracyzmu i rasistowskich grup próbujących forsować tezę o wyższości swojej rasy nad innymi. Może to magia, może urok tego miasta? Choć bardziej prawdopodobne, że powodem tej zgodnej koegzystencji jest międzyrasowa Rada sprawująca władzę nad miastem. Trzynastu członków wybieranych z różnych ras trzyma pieczę nad bezpieczeństwem miasta i wszystkim jego żywotnymi funkcjami.

Niektórzy twierdzą nawet, że miasto jest w pewien sposób żywym organizmem a Rada w tajemnicy steruje jego funkcjami życiowymi! Ale to tylko plotka, nie należy przecież wierzyć opozycji. :D

 

Post Author: Sophie

Wybredne, czepliwe kocisko z awersją do nieścisłości i głupoty. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.