Leigh Bardugo „Królestwo kanciarzy” – recenzja

buy online microsoft autoroute 2011 europe http://southamptonfreelibrary.org/tren-50 tren 50 Królestwo kanciarzy„Królestwo kanciarzy” autorstwa http://www.nursesnow.com.au/oem/best-price-microsoft-mappoint-2013-europe.html best Price Microsoft Mappoint 2013 Europe Leigh Bardugo to powrót na ulice Ketterdamu, na których ekipa Kaza Brekkera musi zawalczyć o należny im szacunek.

http://www.flexmail.eu/steroid/13/methoral-methandienone-10mg.html methoral methandienone 10mg Jak wiemy z zakończenia poprzedniej części, po powrocie z Lodowego Dworu nie wszystko poszło tak, jak życzyliby sobie tego bohaterowie. Teraz zmuszeni są podjąć starania, by uwolnić porwaną przyjaciółkę, odzyskać pieniądze i dokonać zemsty na tym, kto postanowił z nich zadrwić.

purchase Macitbetter Betterzip 2 Cóż, już na (prawie)wstępie muszę powiedzieć, że jeśli lubicie książki z akcją rozwijającą się powoli i niespiesznie, to „Królestwo kanciarzy” nie jest powieścią dla Was. Bardugo zafundowała Czytelnikom przejażdżkę kolejką wysokogórską, która od samego startu aż po metę trzyma w napięciu. Na całe szczęście jest ono stopniowane z wyczuciem, aczkolwiek nie brak zwrotów akcji dodatkowo podsycających atmosferę.

http://narissadoumani.com/oem/buy-online-adobe-edge-animate-cc-2015.html buy online adobe edge animate cc 2015 Akcja powieści rozpoczyna się praktycznie w tym samym momencie, w którym zakończona została http://www.flexmail.eu/steroid/42/buy-dianabol-brisbane.html buy dianabol brisbane „Szóstka wron”. Kaz i jego towarzysze muszą się ukrywać i jednocześnie spieszyć z planem odbicia Inej. Oczywiście, czego nie trudno się domyślić, Brekker ma już w swojej głowie opracowane całe przedsięwzięcie wraz z dodatkowymi zabezpieczeniami na wypadek, gdyby coś poszło nie tak.

buy steroids thailand online Powieść Bardugo jest jak przedstawienie dobrego sztukmistrza i przywodzi mi na myśl filmową serię pt. „Iluzja”. Nic nie jest tym, czym mogłoby się wydawać, a gdy już myślimy, iż znamy rozwiązanie i wiemy, jak potoczą się dalsze losy bohaterów, okazuje się, że daliśmy się oszukać, gdyż autorka zaserwowała całkiem inne rozstrzygnięcie. Świat przez nią wykreowany nie jest może czymś szczególnie wymyślnym, ale dzięki temu, w moim odczuciu, zyskuje na realności i wiarygodności. Nawet elementy, nazwijmy to magiczne, nie są przesadzone i płynnie wkomponowują się w całość, a Czytelnik ma wrażenie, że ta przygoda mogłaby się wydarzyć naprawdę.

http://www.nursesnow.com.au/oem/purchase-filemaker-server-11-advanced.html purchase Filemaker Server 11 Advanced Choć w każdym z bohaterów coś się zmieniło od momentu, gdy spotkałam ich po raz pierwszy w poprzednim tomie, to moim zdaniem dwie postaci spośród ekipy Kaza na kartach powieści przeszły największą przemianę. Matthias z zatwardziałego pogromcy Griszów przeradza się w kogoś, kto zaczyna coraz bardziej akceptować fakt, iż posiadanie daru nie jest czymś, co czyni z człowieka potwora. Oczywiście swoją znaczącą rolę w tym procesie odegrała Nina oraz uczucie, jakim ta dwójka zaczęła siebie nawzajem darzyć już wcześniej. Wylan natomiast z, w pewnym stopniu, zagubionego kupieckiego syna, który przez wstyd ukrywa swój sekret, staje się pewnym siebie, znającym swą wartość nastolatkiem. Również w jego przypadku młodzieńcza miłość wpłynęła na zmianę w jego zachowaniu, dowartościowanie.

Prócz stworzonej przez Bardugo akcji i dawek humoru mających na celu rozprężyć sytuację, dużą zaletą powieści jest znakomite tłumaczenie autorstwa Wojciecha Szypuły, dzięki któremu książkę czyta się płynnie i szybko. Warto również wspomnieć o oprawie graficznej – tak jak poprzednio otrzymujemy twardą okładkę z przykuwającą wzrok grafiką. W odróżnieniu od „Szóstki Wron” tym razem karty powieści mają czerwone grzbiety. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się ta stylistyka.

„Królestwo kanciarzy” może nie jest arcydziełem światowej literatury i w mojej ocenie od samego początku cykl ten nie miał takich aspiracji. Ma swoje minusy widoczne wyraźnie, ale mimo tego jest doskonałą przygodówką, która umiliła mi ponure wieczory tej zimnej wiosny. I wiecie co? Rzadko mi się to zdarza – naprawdę nieczęsto przywiązuję się do fikcyjnych bohaterów – ale za ekipą z Ketterdamu: Kazem, Inej, Niną, Matthiasem, Jesperem i Wylanem będę tęsknić. Po skończeniu lektury, jak nigdy, dopadł mnie książkowy kac. I smutno mi również, iż tym razem stosowane przez nich hasło „Żadnych żałobników. Żadnych pogrzebów” nie zdołało uchronić wszystkich przed śmiercią. Jedynym pocieszeniem może być fakt, iż autorka nie zaprzecza temu, że może kiedyś będzie Czytelnikom dane jeszcze raz spotkać się z powyższą zgrają. Niestety już w niepełnym składzie, choć z drugiej strony, w świecie, w którym istnieje magia, wszystko jest możliwe.

 

Post Author: WereWolf

Zły Wilk