Powstanie – recenzja

W zeszłym roku wydawnictwo SQN zrobiło niemałą niespodziankę Czytelnikom, publikując książkę z tak ostatnimi czasy mało popularnego gatunku, jakim jest steampunk oraz jego pochodne. Tą niespodziewaną powieścią był „Mechaniczny” Iana Tregillisa, pierwszy tom „Wojen alchemicznych”. Teraz światło dzienne ujrzała druga część wyżej wspomnianego cyklu – „Powstanie”. Mam nadzieję, że ten odwracający się trend nie jest chwilową zmianą i zagości na stałe, ponieważ jako miłośnik tego typu literatury często czułem się zapomniany lub pominięty.

Recenzowana książka na dzień dobry przywitała mnie sporą dawką akcji. Napięte relacje między Imperium Holenderskim a Francją przechodzą na wyższy poziom eskalacji wzajemnych niechęci. Koniec z delikatnymi pstryczkami w nos, pod postacią wysyłanych pojedynczych zegarowych maszyn na mury Nowej Marsylii. Nadchodzi pora na prawdziwą, krwawą wojnę, w której naprzeciw bezwzględnych, nieznających strachu, zmęczenia oraz głodu klakierów stają mieszkańcy ostatniego francuskiego bastionu.

Jax, posiadający wolną wolę, zbuntowany, nakręcany sługa zmierza na północ, do legendarnej krainy rządzonej przez królową Mab. To mistycznie miejsce, o którym opowiada się szeptem, ma być oazą dla wszystkich wyzwolonych spod ludzkiego jarzma klakierów. Niestety dotarcie tam nie należy do prostych rzeczy. Na mechanicznego bohatera czeka długa podróż z całą masą przygód oraz wieloma okazjami, by przedstawiciele jego rodzaju odkryli w swoich szeregach wywrotowca. Co dla Jaxa raczej nie skończyłoby się dobrze. Inną ważną postacią, występującą na kartach powieści, jest niepotrafiąca pozbierać się po utracie męża francuska szpieg Berenice Charlotte de Mornay Périgord. Do dalszych działań napędza ją pragnienie zemsty na Holendrach za jej krzywdę, jak również pragnienie, by Francja wygrała wojnę. Ostatnim bohaterem, z perspektywy którego poznaje się historię, jest dowodzący obroną Nowej Marsylii kapitan Hugo Longchamp. Powierzone mu zadanie to prawdziwa syzyfowa praca z nikłą szansą powodzenia, ponieważ na szybko zebrana i przeszkolona w obsłudze broni garstka ludzi raczej nie stanowi wyzwania dla przeważającej siły, ślepo posłusznych woli swoich panów klakierów. Na tym zmartwienia kapitana się nie kończą, bo jeszcze musi sobie poradzić z epidemią dezerterów oraz problemem braku zaopatrzenia.

Od pierwszych stron „Powstania” widać spory postęp jakości względem poprzedniego tomu. Autor zdecydowanie ułatwił lekturę, nie zajmując się w dalszym ciągu dogłębnym tłumaczeniem działania klakierów i innych zegarowych maszyn. Zamiast tego skupia się na przedstawieniu historii z perspektywy kilku bohaterów. W tej powieści znaczącą rolę odgrywa prowadzona w szybkim tempie fabuła oraz wiele zaskakujących zwrotów akcji. Ograniczenie w tekście do minimum przynudzania i rozpraw filozoficznych o tym, czy mechaniczne istoty stworzone ludzkimi rękami mogą mieć duszę, dodaje powieści skrzydeł. Najlepszym tego przykładem jest Jax. Ten zbuntowany klakier, zamiast postępować według logiki, wybierając najkorzystniejszą opcję na dany moment, podejmuje decyzje według własnych odczuć. Wielokrotnie rozmyśla nad konsekwencjami swoich działań tym, czy spowodują czyjąś krzywdę, często również wraca myślami do wcześniejszych wyborów. Pod tym względem Jax wydaje się być bardziej ludzki niż większość homo sapiens występujących w książce. Najlepiej to widać na przykładzie dwójki pozostałych bohaterów – Berenice oraz Hugo. Są oni świetnie przygotowanymi specjalistami do wykonania swoich zadań, potrafią trzymać emocje na wodzy, by te im nie przeszkadzały w podejmowaniu ciężkich decyzji. Jednakże ich działania przypominają mi pragnące za wszelką cenę osiągnąć cel maszyny, bez względu na to ile osób będzie musiało zginąć po drodze. Dostrzegam w nich również wielkie zaangażowanie oraz wiarę w słuszność sprawy, za którą walczą.

Jedne książki bawią, inne uczą. Ian Tregillis stworzył zaskakującą, sprawiającą wiele frajdy opowieść, która także pozwala przemyśleć kwestie duszy, wolnej woli i walki o własną autonomię. W szczególności ten ostatni, wielokrotnie przewijający się w burzliwej historii naszego kraju motyw, przykuł moją uwagę. Zdecydowanie „Powstanie” to świetna historia o buncie maszyn, wolności, głodzie władzy oraz o tym, co znaczy być człowiekiem. Lektura tej książki wywołała u mnie ogromny niedosyt, wynikający z chęci poznania dalszych losów trójki bohaterów. Na szczęście na zakończenie trylogii nie będę musiał długo czekać, ponieważ wydawnictwo zapowiedziało, że ostatni tom „Wojen alchemicznych” ukaże się już za kilka miesięcy. Z ogromną przyjemnością mogę polecić Wam sięgnięcie po ten tytuł, jak również całą serię, tylko pamiętajcie o zachowaniu odpowiedniej kolejności. ;-)

 

Post Author: Paszczak