Wiedźma opiekunka – recenzja II

discount video copilot heat distortion Po przeczytaniu rewelacyjnego „Zawodu: wiedźma”, nie mogłem przejść obojętnie obok drugiego tomu „Kronik Belorskich” Olgi Gromyko pod tytułem „Wiedźma opiekunka”. Cykl ten przedstawia przygody sympatycznej i sarkastycznej Wolhy Rednej. Wyżej wspomniana seria jest inna niż wszystko, co miałem okazję do tej pory przeczytać. Świetne, swojskie opowieści pozbawione pompatycznego stylu zaskarbiły sobie moją sympatię oraz po prostu mnie rozbawiły i zachwyciły. Nie znajduję słów, by opisać, jak bardzo cieszę się z możliwości poznania dalszych losów głównej bohaterki.

buy Microsoft Outlook 2013 W recenzowanej książce Czytelnik wybiera się wraz z rudą wiedźmą na krótką wizytę do Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa, gdzie trzeba mieć nie lada wiedzę, talent, jak również wykazać się pomysłowością, by zdobyć wykształcenie, ponieważ wykładowcy lubią utrudniać życie swoim wychowankom. Oprócz tego wyrusza się z Wolhą w podróż po Belorii, w czasie której bohaterka odwiedza starych przyjaciół, poznaje nowych ludzi oraz próbuje nabrać doświadczenia zawodowego. Po drodze ma ona wiele zabawnych, lecz też trudnych i mrożących krew w żyłach przygód. Krwiożerczy, czyhający na złoto i cnotę dziewcząt rozbójnicy, wizyta na królewskim dworze, łapanie złodziei, pozbywanie się ze wsi problematycznych stworzeń – to tylko nieliczne atrakcje umilające podróż rudej wiedźmie.

Jak wspomniałem na samym początku, Wolha to wyjątkowo sympatyczna, uczynna, prawie dobrze wychowana młoda dziewczyna, której cięty język i chęć ciągłego stawiania na swoim często pakują ją w kłopoty. Uwielbiam ten jej zmienny charakterek, Redna potrafi być słodka niczym miód, spokojna, ale także umie wybuchnąć, a wtedy biada nieszczęsnym znajdującym się w pobliżu. Wolha nie jest typem kobiety pragnącej luksusowego życiu, pracy jako mag praktyk, wiedźma w jakimś prestiżowym miejscu z wszelkimi wygodami, gdzie być może będzie musiała odpędzać się rękoma, nogami, a nawet piorunami kulistymi od nocnych wizyt pracodawcy. Zamiast tego bardziej ceni sobie pomaganie ludziom. Jedną z osób w potrzebie jest wampirzy władca Dogewy – Len. Tego upartego, zachowującego się jak małe, rozwydrzone dziecko, prawie osiemdziesięcioletniego wąpierza wszyscy kochają. Na co sobie solidnie zapracował, każdego mieszkańca swoich włości uważa za przyjaciela i prawie zawsze chętnie służy dobrą radą.

Na kartach „Wiedźmy opiekunki” pojawiają się nowi, ciekawi, a przede wszystkim sympatyczni bohaterowie. Orsana to młoda, ambitna, prostolinijna, lekko nieśmiała i skrywająca tajemnicę najemniczka, która pragnie wstąpić w szeregi belorskiego legionu. Inną postacią ubarwiającą Wolsze podróż jest wampir Rolar. Dużo dobrego mogę napisać o relacji między wojowniczką a wąpierzem – ich ciągłe słowne utarczki, kłótnie i liczne żarciki o wypijaniu krwi z ponętnej szyi oraz innych części ciała cnotliwej niewiasty nie raz doprowadzały mnie do śmiechu.

Przyglądając się zachowaniu trójki bohaterów, dostrzegam coś znajomego. W pewien sposób łącząca ich nić przyjaźni budzi moje skojarzenia z inną serią książek autorki. Konkretnie chodzi mi o „Rok szczura”, w której to Ryska była przyczyną sporów Alka i Żara lub musiała łagodzić ich konflikty, utarczki i kłótnie. W „Wiedźmie opiekunce” momentami bywa podobnie, ale nie uważam tego za jakiś błąd czy też problem psujący lekturę powieści. Wręcz przeciwnie, wykorzystanie napiętych relacji między postaciami owocuje wieloma ciekawymi oraz urozmaicającymi czytanie książki dialogami bądź scenami.

Olga Gromyko kompletnie zauroczyła mnie pierwszym tomem tego cyklu. Kontynuacja w żaden sposób nie zawodzi i nawet wypada lepiej niż „Zawód: wiedźma”. Autorka rozbudowuje uniwersum, dodaje nowe, interesujące i zaskakujące elementy, a także dorzuca sporo informacji o rzeczach i wydarzeniach, które poznaliśmy wcześniej. Jest to jedna z tych powieści, których nie da się odłożyć na bok przed dotarciem do ostatniej strony. Pożar, wybuch wojny, koniec świata nie mają znaczenia, liczy się tylko pragnienie poznania zakończenia tej historii.

Okładka książki powinna być elementem mającym najmniejsze znaczenie przy wyborze lektury. Niestety czasem bywa inaczej i ocenia się tytuł po tym, jak prezentuje się na półce w księgarni. Zdecydowanie jest to błędne podejście, ponieważ wtedy można dojść do wniosku, że recenzowana przeze mnie „Wiedźma opiekunka”, jak również cały cykl „Kronik Belorskich”, to tytuły skierowane w stu procentach do kobiet i żaden facet nie będzie chciał być widziany z tą powieścią w ręce. Na szczęście tego tekstu nie można nazwać romansem z elementami fantastymi, z czego bardzo się cieszę, ponieważ nie przepadam za tego typu literaturą. Chociaż muszę przyznać, że ta książka prezentuje się rewelacyjnie.

Na przestrzeni kilku ostatnich lat przeczytałem wiele cudownych, zaskakujących historii, a cykl „Kronik Belorskich”, jako jedna z moich ulubionych serii, plasuje się w ścisłej czołówce. Gdy myślę o „Wiedźmie opiekunce”, nie jestem w stanie znaleźć choćby najmniejszego racjonalnego powodu, by w tym miejscu napisać, żebyście unikali tej powieści. Zamiast tego w mojej głowie pojawia się długa lista zalet oraz pochwał i dlatego zachęcam Was, byście nie tracili czasu i jak najszybciej udali się do księgarni po tę książkę.

 

Post Author: Paszczak