Miasto schodów – Robert Jackson Bennett – recenzja

Robert Jackson Bennett w swojej nowej książce pod tytułem „Miasto schodów” bierze na warsztat tematykę bóstw, które odgrywają jakże ważną w rolę historii człowieka. W tej powieści to one, używając swojej mocy, tworzą światy, zasiedlają je różnymi gatunkami flory i fauny, istotami rozumnymi, a ich błogosławieństwa sprowadzają urodzaj na ziemię. Jednakże autor nie skupia się na przedstawieniu, jak może wyglądać koegzystencja bogów z ich fizyczną, namacalną formą oraz ludzi. Zamiast tego kreuje uniwersum pozbawione tych wszechpotężnych bytów. Nie znaczy to, że nigdy one nie istniały, po prostu w pewnym momencie, z różnych przyczyn znikają i pozostawiają swoje twory samopas.

Pisarz zaprasza czytelnika do odwiedzenia tajemniczego Bułykowa i zakosztowania jego nocnego życia.  W tym położonym na Kontynencie mieście, ludzie żyją bez swoich drogocennych bóstw, a to dlatego, że mieszkańcy Sajpuru kilkadziesiąt lat wcześniej w akcje buntu wystąpili przeciwko władzy bogów i ich zabili.

Po pamiętających lepsze czasy ulicach metropolii Czytelnika oprowadza młoda, świetnie wykształcona dyplomatka Shara Thivani. Uwielbia ona mówić, stawiać na swoim i mieć rację, nawet jeśli osiągając cel musi posunąć się daleko. Czasem nawet nie potrafi do końca przewidzieć konsekwencji swoich decyzji. Dodatkowo ogromnie fascynują ją wymarli bogowie. Towarzyszy jej niezwykły, trochę kłopotliwy sekretarz – Sigrud. Ten małomówny, pochodzący z plemienia dzikusów i piratów mężczyzna góruje swoją posturą, składającą się głównie z potężnych niczym kowalskie miechy mięśni, nad każdym człowiekiem. Trochę przypomina mi on Hagrida z książek o przygodach Harrego Pottera, z tą różnicą, że olbrzym z powieści Bennetta ma jakieś dwa metry wzrostu, brakuje mu jednego oka, a blizn zdobiących jego ciało nie da się zliczyć.

Bohaterowie przybywają do Bułykowa, by rozwiązać zagadkę brutalnego morderstwa Sajpurskiego doktora Efrema Pangyuina, badającego historię Kontynentu. W sumie można powiedzieć, że fabuła jest dosyć prosta, ponieważ ma wyłącznie jeden wątek kryminalny, do którego autor dodaje elementy fantastyczne. Lecz to nie do końca jest prawda, bo zagłębiając się w powieść można dostrzec, jak z tego mało skomplikowanego motywu powstaje skrywający wiele niespodzianek, soczysty utwór. Poznawanie sekretów tej pozbawionej bogów metropolii potrafi wciągnąć Czytelnika na dłużej. Mieszkańcy miasta pomimo licznych zakazów i kar mających na celu wyplenienie wiedzy o przeszłości, potrafili w pewien sposób zachować pamięć o dawnych czasach. Spragnieni autonomii oraz informacji o swojej kulturze ludzie chcą wyzwolić się z pod władzy Sajpurów, co oczywiście nie podoba się tym drugim. Zdecydowanie można ten spór uznać za czynnik utrudniający budowanie przyjacielskich relacji między obiema stronami. Prowadzenie dochodzenia w takich warunkach bywa trudne, ponieważ w Bułykowie nie przepadają za obcymi, co wydłuża listę potencjalnych podejrzanych do prawie każdego Kontynentanina żyjącego w wcześniej wspomnianej metropolii. Co więcej z tego także powodu dyplomatka ze sowim towarzyszem muszą dbać o swoje bezpieczeństwo, żeby nie skończyć podobnie jak doktor Pangyuin.

Zdecydowanie za plus tej tajemniczej powieści Roberta Jacksona Bennetta uznaję motyw martwych bogów i ich miasta. Opisy ruin, murów, budynków bądź ulic zawierają wiele nawiązań do cudów dokonywanych przez twórców tego miejsca. Ale nie jest to jedyna zaleta. Jeśli skusicie się na lekturę opisu książki z tylnej okładki dowiecie się, że musicie pokochać Sigruda. W żadnym razie nie są to przesadne słowa, ponieważ ten bohater swoją obecnością ubarwia każdą scenę i nawet nie przeszkodzi Wam małomówność wielkoluda, bo od gadania w końcu jest Shara.  Jego zadanie polega na zapewnieniu dziewczynie bezpieczeństwa, poza tym świetnie sprawdza się w roli wywiadowcy oraz chłopca od rozwałki. W zasadzie mężczyzna potrafi zniszczyć dosłownie wszystko i to w dosyć widowiskowy sposób. Co nie raz wywołało ogromny uśmiech na mojej twarzy.

Już dawno nie czytałem tak oryginalnej i intrygującej powieści jak „Miasto schodów”. Motyw martwych bogów niezmiernie przypadł mi do gustu, w dodatku w pewnym sensie budzi we mnie miłe skojarzenia z jednym z moich ulubionych seriali – „Gwiezdnymi wrotami”, gdzie również ludzkość zbuntowała się przeciw władzy bogów. Ach, i jeszcze zabawny Sigrud, który ciągle miesza w historii. Choćby dla niego samego warto sięgnąć po ten tytuł. Co więcej, autor bardzo ciekawie przedstawia relacje bohaterów, zarówno dwójki najważniejszych postaci, ich różnic i tego jak się uzupełniają, tworząc zgrany zespół oraz osób pojawiających się jedynie epizodycznie. Głównym mankamentem wydania są liczne literówki, zwłaszcza występujące w drugiej połowie tekstu. Jest kilka fragmentów, gdzie trzeba przez chwilę pomyśleć o jakie konkretne słowo chodzi. Niestety z tego powodu może odchodzić do sporadycznych utrudnień w płynnej lekturze tekstu.

Nie będę ukrywał, że „Miasto schodów” bardzo przypadło mi do gustu i dlatego z ogromną przyjemnością pragnę zachęcić Was do sięgnięcia po tę cudowną opowieść z wciągającą historią i rewelacyjnymi postaciami. Z niecierpliwością czekam na drugi tom cyklu „Boskich miast”, który, mam nadzieję, ujrzy światło dziennie w bliższej niż dalszej perspektywie czasu.

 

Post Author: Paszczak