Marvel’s Agent Carter – recenzja

Do „Marvel’s Agent Carter” podchodziłem z lekkimi obawami, dotyczącymi tego, czy tytuł będzie dobry. Wszelkie moje wątpliwości wynikały z nierównego poziomu pierwszego sezonu „Agentów T.A.R.C.Z.Y”. Obie produkcje oprócz różnic, do których można zaliczyć fakt, iż są to zupełnie odmienne historie, oraz to, że ich akcja rozgrywa się w różnych czasach, mają też kilka cech wspólnych. Mam głównie na myśli wspólne uniwersum oraz drobne szczegóły, dostrzegalne tylko dla osób znających oba dzieła Marvela. Na szczęście moja niepewność okazała się bezpodstawna. Jak dla mnie serial miał polot i wciągającą fabułę, której brakowało w jego starszym bracie. W zaledwie ośmiu odcinkach została zamknięta jedna, świetnie zbudowana przez scenarzystów historia. Czytaj więcej o Marvel’s Agent Carter – recenzja

 

„Constantine” – recenzja serialu

Świat ekranizacji komiksów ma się ostatnimi czasy niezwykle dobrze. Nawet ci, którzy nie zaczytywali się w zeszytach z przygodami superbohaterów, z niecierpliwością czekają na kolejne filmy o przygodach Supermana, Batmana czy Avengersów. O ile w produkcjach kinowych prym, mimo wszystko, wiedzie Marvel, o tyle bój o widownię telewizyjną jest dość wyrównany z niewielką przewagą na korzyść seriali spod znaku DC Comics. Jest to bez wątpienia zasługa obrazów takich jak „Arrow” i szturmem zdobywającego popularność „Flasha”. Niemal równocześnie z tym ostatnim, na ekranach pojawiła się opowieść o przygodach człowieka, który nie do końca wpasowuje się w definicję bohatera, do jakiej przyzwyczaili nas jego pozostali „koledzy po fachu”. Mowa o Johnie Constantinie – egzorcyście, demonologu i mistrzu ciemnych sztuk magicznych. Czytaj więcej o „Constantine” – recenzja serialu

 

The Strain, sezon pierwszy – recenzja

„The Strain”, w naszym kraju znany jako „Wirus”, jest połączeniem dramatu z elementami horroru. Serial ten bazuje na książce o tym samym tytule, na nowo pokazuje widzowi świat wampirów. Idea panów ciemności, wielokrotnie pokazywanych w różnego rodzaju dziełach, doczekała się wielu dobrych bądź też nienadających się do niczego rozwiązań. W tym wypadku mamy coś pomiędzy standardowym spojrzeniem na te legendarne stwory a próbą stworzenia ich od nowa.

Historia zaczyna się od tajemniczego, awaryjnego lądowania samolotu w Nowym Jorku. Gdy ratownicy docierają na miejsce, wszyscy pasażerowie są martwi. Badaniem całej tej niezrozumiałej sytuacji zajmuje się doktor Ephraim Goodweather z Centrum Chorób Zakaźnych. Człowiek ten, wierzący w naukę, Czytaj więcej o The Strain, sezon pierwszy – recenzja

 

The Librarians, pilot – recenzja

Rzeczy, które potrafią porwać człowieka tak bardzo, że ten nie zauważa płynącego czasu, mogę policzyć na palcach jednej ręki. Ta sztuka udała się dwuczęściowemu pilotowemu odcinkowi serialu „The Librarians”. Projekt ten jest kontynuacją serii filmów o Flynnie Carsenie – Bibliotekarzu. Akcja rozgrywa się dziesięć lat po wydarzeniach przedstawionych w pierwszej części pt. „Tajemnica włóczni”. Po raz kolejny główny bohater ma do czynienia z Braterstwem Węży – tajną organizacją o wyjątkowo złowrogich celach. Tym razem jednak nie jest on zdany tylko na siebie. W utrzymaniu obecnego porządku świata pomóc mu ma mała grupa wybitnych na swój sposób osób. Aby tego dokonać, muszą odnaleźć legendarną koronę króla Artura – magiczny artefakt stworzony przez samego Merlina. Druga część przedstawia poszukiwania kamienia, w którym był uwięziony Excalibur – jest on kluczem do zmiany ładu na planecie. Czytaj więcej o The Librarians, pilot – recenzja

 

Once Upon a Time – recenzja

Bajka dawno przestała być utożsamiana z gatunkiem przeznaczonym wyłącznie dla dzieci. Właściwie powinnam napisać, że kiedyś dzieci w ogóle nie powinny mieć do nich dostępu. Wspomnieć wystarczy dosyć makabryczne baśnie braci Grimm, aby zniechęcić każde dziecko do rozmawiania z nieznajomymi czy przyjmowania od nich podarków w postaci rumianego jabłka. Na bajkowych motywach – tych spod znaku Disney’a – bazuje popularny serial stacji ABC, „Once Upon a Time” („Dawno, dawno temu”). Pytanie, czy w dzisiejszych czasach, gdy wśród seriali fantasy króluje „Gra o tron”, jest miejsce dla disnejowskich księżniczek? Czytaj więcej o Once Upon a Time – recenzja

 

Transformers: Wiek Zagłady – recenzja

Transformers Wiek Zagłady jest czwartym podejściem Michaela Baya do tematyki kosmicznych robotów. Pierwsza odsłona z 2007 roku została bardzo dobrze przyjęta, ale z kolejnymi było różnie. Ostatnia część miała odświeżyć już lekko leciwe, zalatujące rdzą Universum. Jak to wyszło? O tym, mam nadzieję, dowiecie się z mojej recenzji. Czytaj więcej o Transformers: Wiek Zagłady – recenzja

 

Frankenstein – recenzja

Nie ma na świecie kinomana, który nie znałby ponadczasowej postaci doktora Frankensteina i jego Potwora, stworzonych w 1818 roku przez Mary Shelley. Książkowy pierwowzór ewoluował z czasem, przechodząc przez karty wielu scenariuszy filmowych („Duch Frankensteina”, „Zemsta Frankensteina” i inne), aż z pomysłu kilkunastoletniej dziewczyny wyrosła legenda horroru. Przypomina ją Danny Boyle sztuką teatralną „Frankenstein”, którą wystawia National Theatre w Londynie. Mogliśmy zobaczyć ją w Multikinie w noc Halloween. Kogo ominęła ta niezwykła okazja, powinien już zarezerwować czas na grudniową transmisję „Frankensteina” z cyklu National Theatre Live z UW. Czytaj więcej o Frankenstein – recenzja

 

Godzilla – recenzja

Skończył się czas megawęży, olbrzymich rekinów, pająków i innej maści zmutowanego badziewia, którego pełno ostatnio w telewizji. Nadeszła pora Godzilli, króla potworów, któremu te wcześniej wymienione mogą co najwyżej na ogon wskoczyć. Godzilla jest jedną z najdłuższych serii filmowych, jaka kiedykolwiek powstała, wyprzedza nawet samego agenta 007, który doczekał się lekko ponad dwudziestu filmów. Licząc produkcje o Godzilli pochodzące tylko z kraju kwitnącej wiśni, doliczyłem się aż dwudziestu dziewięciu. Gdy się do tego doda jeszcze amerykańskie twory, wychodzi trzydzieści jeden filmów. Czytaj więcej o Godzilla – recenzja

 

Dawca pamięci – recenzja

„Dawca pamięci” to film, który dawał nadzieję na to, że będzie dobry. Po pierwsze, ciekawy pomysł – ludzkość, po wszystkich wojnach i katastrofach, zdecydowało się żyć w azylu i wyłączyć swoje emocje i uczucia dzięki specjalnym lekom, które brali co rano, przed wyjściem z domu. Po drugie, gwiazdorska obsada – z plakatów uderzały nazwiska Meryl Streep, Alexandra Skasgarda, Jeffa Bridgesa i Katie Holmes. Po trzecie, reżyser – Philip Noyce, znany z takich filmów jak „Kolekcjoner kości” czy „Czasu patriotów”. W dodatku film był reklamowany niepokojącymi, czarno-białymi zwiastunami. Co więc mogło pójść źle? Wszystko. Czytaj więcej o Dawca pamięci – recenzja

 

Sin City 2 – recenzja

Hollywoodzkim twórcom powoli kończą się pomysły. Tę tezę nietrudno poprzeć licznymi przykładami remake’ów, sequeli i prequeli, jakie ukazały się na srebrnym ekranie w ostatnich latach. Niestety, nie chodzi tu o nic więcej, niż o zaspokojenie potrzeb masowej widowni, która, idąc do kina, oczekuje lekkostrawnej rozrywki. W dobie kryzysu producenci stawiają na pewniaki, jakie mają im zapewnić czysty zysk. I takim czarnym koniem miało być „Sin City 2: Damulka warta grzechu”. Tymczasem film zaliczył finansową klapę. Co poszło nie tak? Czytaj więcej o Sin City 2 – recenzja

 

American Horror Story, sezon 1 – recenzja

Podczas gdy wierni fani z zapartym tchem śledzą już czwarty sezon tego nagradzanego i intrygującego serialu („American Horror Story: The Freak Show” – premiera 8 października), ja dopiero obejrzałam pierwszy z nich – o mrocznym tytule „Murder House”. Każdy sezon poświęcony jest osobnej historii, zaś wspólnym mianownikiem serii twórcy uczynili nawiedzone miejsca. Nie przepadam za horrorami, gdzie krew leje się wiadrami, a największą atrakcją jest widok mozaiki ludzkich flaków, więc do serialu podeszłam sceptycznie. I po pierwszym odcinku szybko zmieniłam to negatywne nastawienie. Czytaj więcej o American Horror Story, sezon 1 – recenzja

 

Lucy – recenzja

Fani (i fanki) pięknej Scarlett Johansson z pewnością nie będą zawiedzeni najnowszym filmem Luca Bessona z blondwłosą aktorką w roli głównej. „Lucy” to bowiem science fiction na przyzwoitym poziomie. Tym, którzy widzieli „Jestem Bogiem” z 2011 roku, niewątpliwie przyjdą na myśl liczne podobieństwa w fabule, lecz reżyser rozwinął ten, nieco wtórny, pomysł na swój sposób i wprowadził elementy fantasy do kina akcji. Czytaj więcej o Lucy – recenzja

 

Kruk – recenzja

Ekranizację komiksu Jamesa O’Barra z 1994 roku warto sobie przypomnieć (bądź obejrzeć po raz pierwszy) przede wszystkim dlatego, że przez wielu uważana jest za arcydzieło gatunku spod znaku mroku i gotyku. Dzieło Alexa Proyasa z Brandonem Lee, synem słynnego mistrza sztuk walki, w roli głównej stanowi inspirację dla kolejnych twórców. Postać Jokera wykreowana przez Heatha Ledgera w „Mrocznym Rycerzu” zdaniem wielu łudząco przypomina rolę demonicznego Erica Dravena, jaką stworzył Lee. Na tym jednak nie koniec. Zgodnie z obecną modą na tworzenie nowych wersji popularnych niegdyś filmów także ten klasyk z lat 90. został wzięty na warsztat przez współczesnego reżysera, czego owocem ma być film z Lukem Evansem w roli głównej. Czytaj więcej o Kruk – recenzja

 

Almost human – recenzja

 Ostatnio przeżywam ogromną fascynację serialami. Nie tylko nadrabiam te starsze i nie opuszczam ulubionych, ale też wyłapuję nowe, wciąż nieznane mi tytuły. Jedną z takich „świeżutkich” produkcji było Almost human, czyli historia współpracy dwóch policjantów – zgorzkniałego i mrukliwego detektywa Kennexa oraz przydzielonego mu do pomocy androida Doriana. Wydarzenia oczywiście mają miejsce w niedalekiej przyszłości, gdzie postęp technologiczny zaszedł tak daleko, że organy ścigania nie dają sobie rady z wyłapywaniem przestępców. Brzmi dobrze? Muszę przyznać, że na początku się wahałam, ale pierwsze odcinki skutecznie przekonały mnie do kontynuowania przygody opisywanej w 2048 roku. Postanowiłam też przedstawić ten serial i Wam. Niestety stacja FOX anulowała produkcję, co było do przewidzenia.

Czy pomimo to warto obejrzeć pierwszy sezon? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Czytaj więcej o Almost human – recenzja