Za garść amuletów – recenzja

okładkaPrzez ostatnie sześć lat – a tyle właśnie trwało moje oczekiwanie na premierę Za garść amuletów – zdążyłam się trzy razy przeprowadzić. Kiedy przy pakowaniu nadchodził czas przeglądania książek stojących na półce i zastanawiania się, czy przypadkiem nie ma na nich takich, którym powinnam znaleźć nowy dom, trzykrotnie brałam do ręki Przynieście mi głowę wiedźmy i trzykrotnie końcowo jednak pakowałam ją do kartonu. „Może jeszcze wydadzą” – powtarzałam sobie, zaklejając taśmą pudła. Czytaj więcej o Za garść amuletów – recenzja

 

Hel 3 – Jarosław Grzędowicz – recenzja

„Hel 3” jest intensywnie wyczekiwaną powieścią jednego z moich ulubionych pisarzy. Przedpremierowe napięcie było umiejętnie potęgowane starannie dobranymi informacjami i zapowiedziami książki. Moje prywatne skojarzenia związane z nowym tytułem Grzędowicza skakały sobie beztrosko od tablicy Mendelejewa do piekła – naprawdę nie odpowiadam w pełni za własne procesy poznawcze. Było to zanim zapoznałam się z treścią, a im głębiej zanurzałam się w lekturę, tym bardziej podziwiałam swą intuicję. Czytaj więcej o Hel 3 – Jarosław Grzędowicz – recenzja

 

Bramy Światłości. Część I – Maja Lidia Kossakowska – recenzja

„Bramy Światłości” dotarły do mnie w formie prezentu od wydawnictwa, opakowane w kremowy zwój delikatnej materii, przewiązane niebieską wstęgą – iście anielska oprawa. Wewnątrz znalazłam białe pióro… Nic to, że niewielkie – każdy ma takiego anioła, na jakiego zasłużył. Przyznam, że całość wywarła na mnie wielce pozytywne wrażenie, zachęcając do lektury, której nieco się obawiałam.
Czytaj więcej o Bramy Światłości. Część I – Maja Lidia Kossakowska – recenzja

 

Szklany tron – książka do kolorowania – recenzja

Ostatnimi czasy szalenie modne są różnego rodzaju kolorowanki antystresowe. Mamy kalendarze z kolorowankami, kolorowanki z sentencjami, kolorowanki florystyczne, ezoteryczne i całą masę innych – do wyboru, do koloru. Ciekawą propozycją na tym rynku są kolorowanki oparte na kultowych książkach fantastycznych. Ma więc swoje wydania Tolkien, ma i Martin. A teraz na rynku polskim, dzięki wydawnictwu Uroboros, ukazała się pozycja „Szklany tron” na podstawie opowieści S. J. Maas – zatem fani serii mogą czuć się dopieszczeni.
Czytaj więcej o Szklany tron – książka do kolorowania – recenzja

 

Szklany tron. Zabójczyni. Opowieści – S. J. Maas – recenzja

Początkowo prequelowe historyjki o Celaenie Sardothien ukazały się w czterech osobnych tomikach. Potem wydawnictwo Uroboros zdecydowało się na opublikowanie opowiadań o losach młodziutkiej zabójczyni w jednym zbiorze, a obecnie wznowiło wydanie w nowej szacie graficznej i muszę przyznać, że dla mnie to strzał w dziesiątkę. Czysto wizualnie książka znacznie lepiej pasuje do całej serii niż poprzednie nowele i pięknie wygląda na półce. Być może to błahy fakt, ale okładki serii „Szklany tron” zwyczajnie mi się podobają. Z przyjemnością więc dołączyłam do nich kolejny tom, tym bardziej, że został wzbogacony o dodatkową opowiastkę o pewnej uzdrowicielce, której nie znajdziecie nigdzie indziej (póki co przynajmniej). Niby mała rzecz, a cieszy. Czytaj więcej o Szklany tron. Zabójczyni. Opowieści – S. J. Maas – recenzja

 

Sztylet rodowy– Aleksandra Ruda – recenzja

No więc dobrze. Przyznaję się tu i teraz: zakochałam się, przepadło. To jak z tym memem, który krąży gdzieś w sieci: „Poznałam idealnego mężczyznę na stronie…”. Co prawda, mężczyzna nawet nie jest mężczyzną, tylko elfem, w dodatku pogrążonym w chronicznej depresji (sam ją sobie zdiagnozował i starannie, z wielkim pietyzmem pielęgnuje), brzydzi się kobietami rasy ludzkiej, a świat w jego ocenie to ogólnie marność nad marnościami. Moja miłość będzie zatem nieszczęśliwa, ale to raczej dobrze – przecież nikt nie pisze o szczęśliwej miłości. Zwróćcie uwagę, że jak piszą: „… i żyli długo i szczęśliwie”, to następuje definitywny koniec historii, bo to nuuudaaa. A opowieść Aleksandry Rudej zdecydowanie nudna nie jest. Jest wręcz antytezą wszystkiego, co z nudą się wiąże. Tak więc pogrążona po uszy w uczuciu bez przyszłości (tzn. jeszcze dwa tomy przede mną, czyli jakaś przyszłość jednak jest) i szalenie z tego tytułu podekscytowana, chcę Was gorąco zachęcić do lektury „Rodowego sztyletu”.
Czytaj więcej o Sztylet rodowy– Aleksandra Ruda – recenzja

 

I wrzucą was w ogień – recenzja

okładkaKiedy kilka dni temu napisałam dla Was recenzję Dopóki nie zgasną gwiazdy, od razu sięgnęłam po kontynuację tej książki – I wrzucą was w ogień. Jeszcze szybciej i łatwiej zanurzyłam się w świat wykreowany przez Piotra Patykiewicza. Postapokaliptyczne mrozy i zamiecie śnieżne, podobnie jak wizja poznania nowych bohaterów i ich przygód, działały niczym ogromny magnez. Akcja drugiego tomu dzieje się bowiem dwadzieścia pięć lat po wydarzeniach opisanych w pierwszej części i, chociaż na kartach powieści czytelnik rozpoznaje kilka postaci, to rozdział za rozdziałem główną rolę zaczynają odgrywać nowi bohaterowie. Czytaj więcej o I wrzucą was w ogień – recenzja

 

Dopóki nie zgasną gwiazdy – recenzja

okładkaApokalipsa jest tematem, który nigdy się czytelnikom nie nudzi, i nic w tym dziwnego. W dodatku początek i koniec świata to zagadnienia uniwersalne, wciąż powracające, a i przez ostatnie dwie dekady „przeżyliśmy” kilka zapowiadanych zagład wszystkiego, co nam znane. Mogłoby się więc wydawać, że oryginalne pomysły powoli zaczną się autorom książek kończyć. Mieliśmy już wojny atomowe, śmiertelne choroby, zombi i zanieczyszczenie środowiska. Sama tylko w tym roku recenzowałam dla was Stację jedenaście Emily St. John Mandel oraz Łabędzi śpiew Roberta McCammona. Kiedy więc sięgnęłam po Dopóki nie zgasną gwiazdy, byłam oczywiście zaciekawiona wizją polskiego pisarza, ale nie spodziewałam się niczego niezwykłego. I bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Czytaj więcej o Dopóki nie zgasną gwiazdy – recenzja

 

Elantris – recenzja

okładka książkiAż trudno mi uwierzyć, że od momentu, kiedy w tegoroczne święta Wielkanocne poszłam do Empiku, żeby obejrzeć kilka książek, minęło tak niewiele czasu. To właśnie wtedy w moje ręce trafił trójpak pięknie wydanego Ostatniego Imperium, a w głowie rozległo się ponaglanie: Musisz to kupić! Musisz!. Dzisiaj wydaje mi się, że znam książki Sandersona od zawsze; że od lat jestem fanką pisarza. Od marca w moje niecierpliwe ręce zdążyły chyba trafić wszystkie jego powieści, wszelkie ich reedycje. Nie dziwne więc, że kiedy tylko wydawnictwo Mag zapowiedziało na jesień jeszcze dwie – Elantris oraz Rozjemcę – jak każdy porządny książkoholik, zaznaczyłam sobie te daty w kalendarzu.

Czytaj więcej o Elantris – recenzja

 

Dziewczyna z Dzielnicy Cudów – recenzja III

okładka książkiNa Dziewczynę z Dzielnicy Cudów czekałam już od miesięcy. Tuż po nieoficjalnej zapowiedzi Anety Jadowskiej – kiedy na swoim fanpage’u napisała, że ma zamiar stworzyć powieść o Nikicie – drżałam z zachwytu. Wydanie Szamańskiego bluesa potraktowałam niczym suplement diety, cieszyłam się z premiery tej pozycji, ale jednocześnie była ona dla mnie środkiem, dzięki któremu lepiej znosiłam czekanie na Dziewczynę… . W końcu nadszedł wrzesień, a z nim historia o zabójczyni do wynajęcia z genialną ilustracją na okładce i garścią podobnych dobroci w środku – jeśli nie mogłoby być jeszcze lepiej. Czy mam uwagi po przeczytaniu tej powieści? Kilka. Nie zmienia to jednak faktu, że Dziewczyna z Dzielnicy Cudów to moja wrześniowa perełka. Czytaj więcej o Dziewczyna z Dzielnicy Cudów – recenzja III

 

Magia zabija – recenzja

Od momentu, kiedy tylko dostałam piątą część przygód Kate Daniels, Magia zabija, zastanawiałam się, co mogłabym Wam powiedzieć, żebyście sięgnęli po tę książkę. Abyście dali szansę tej serii, jeśli jeszcze jej nie znacie. W końcu pomiędzy wydaniem czwartego a piątego tomu cyklu Fabryka Słów zrobiła niewyobrażalnie długą, bo pięcioletnią przerwę. Jeśli więc nie sięgnęliście – tak jak ja – po powieść w oryginale, możliwe, że, o zgrozo!, całkiem zapomnieliście o twórczości Ilony Andrews. Część z Was jest też pewnie zniesmaczona i zrezygnowana, ponieważ od dłuższego czasu nie można dostać w księgarniach wcześniejszych części. Jak więc mam przekonać Was wszystkich, że warto? Jak w paru akapitach zawrzeć odpowiedni przekaz? Jak powiedzieć: „Nie przejmujcie się. Czytajcie”? Czytaj więcej o Magia zabija – recenzja

 

Niebezpieczne kobiety – recenzja

okładkaSą książki, po które sięgam zaraz po wydaniu – najczęściej w tym przypadku czekam na te powieści od momentu ich zapowiedzi, czyli miesiące, jeśli nie dłużej – są też te prześladujące i nie dające spokoju pozycje, których premiera miała miejsce dawno temu. Pomiędzy tymi dwoma kategoriami jest ogromna „szara strefa”, gdzie mieszczą się wszystkie powieści spod znaku „musiałam się trzy razy zastanowić”. „Niebezpieczne kobiety” należą jednak do rodzaju nawiedzających i z uporem przypominających o sobie. Ten zbiór opowiadań przewijał mi się przed oczami kilkanaście razy, zanim po niego sięgnęłam. Na portalach społecznościowych, serwisach z recenzjami. Nawet raz trzymałam tę antologię w ręku! Zawsze jednak coś przeszkadzało nam w bliższym poznaniu. Do momentu, aż na rynku nie pojawiła się pozycja pt.: „Łotrzyki”. Po najnowszy zbiór opowiadań redagowany przez Martina i Dozoisa sięgnęłam przede wszystkim dlatego, że w środku znalazły się teksty Neila Gaimana i Patricka Rothfussa. Nie czarujmy się – to był mój absolutny must have. Nie wiem jednak, czy to cudowny zbieg okoliczności, czy zrządzenie losu, ale gdy zdecydowałam, że po prostu MUSZĘ przeczytać „Łotrzyków”, znów w oko wpadły mi „Niebezpieczne kobiety”. Dlaczego więc nie sięgnąć po obie antologie? Nie potrafiłam znaleźć żadnych przeciwwskazań. Czytaj więcej o Niebezpieczne kobiety – recenzja

 

Hyperion – recenzja

okładka książki

Przeczytaliście kiedykolwiek książkę, która tak bardzo zaparła Wam dech w piersi, że jeszcze długie tygodnie po jej lekturze nie wiedzieliście, co o niej powiedzieć? Nie mieliście pojęcia, jakich słów użyć, aby oddały one w pełni nie tylko Wasz zachwyt i podziw dla kunsztu literackiego autora, ale także wszystkie te emocje, których doświadczyliście podczas czytania? Hyperion to dla mnie właśnie takiego rodzaju powieść. Niezwykła książka, w której przeplatają się losy siedmiu nieznanych sobie bohaterów. Łączy ich jednak wspólny cel – podróż na tytułową planetę Hyperion i spotkanie wręcz już mistycznej istoty zwanej Dzierzbą (Chyżwarem), który zamieszkuje tajemnicze Grobowce Czasu.

Pisząc tę recenzję, wciąż nie jestem pewna, czy będę w stanie użyć odpowiednich słów, aby opisać wrażenia, które towarzyszyły mi podczas lektury powieści Dana Simmonsa. Nic nie przygotowało mnie na to, co zastałam w Hyperionie – ani opis książki, ani wcześniej przeczytane recenzje. Nic. I, drogi Czytelniku, chciałabym być z Tobą szczera – nie sądzę też, aby ten tekst był w stanie przygotować Cię do tej niesamowitej, fascynującej przygody, na którą możesz wyruszyć dzięki Danowi Simmonsowi. Mogę jednak spróbować swoich sił, przynajmniej próbując przekazać Ci, dlaczego warto sięgnąć po tę powieść, prawda? Czytaj więcej o Hyperion – recenzja

 

Łotrzyki – recenzja

okładka książkiMoją pierwszą myślą po przeczytaniu kilku stron antologii Łotrzyki było to, że mogłabym go polubić tylko przez wstęp George’a R.R. Martina. Naprawdę. Podobne odczucia miałam przy Bękarcie, czyli krótkiej nocie popełnionej przez autora w zbiorze opowiadań Chodząc nędznymi ulicami i tutaj sytuacja też nie była inna. Widzicie, sięgnęłam po tę pozycję przede wszystkim ze względu na kilka nazwisk. Niekoniecznie zainteresowana tematyką antologii czy resztą historii, chciałam poznać nowe opowiadania moich ulubionych autorów. Jednak podczas lektury wstępu do Łotrzyków czułam, że mogłabym się w tym zbiorze zakochać. Czytaj więcej o Łotrzyki – recenzja

 

Stalowe serce – recenzja

okładka książkiChociaż z upływem czasu obraz superbohatera – czy to w komiksach, czy na ekranach kin – szybko się zmienia, dla mnie jego klasyczna postać wciąż pozostanie tylko jedna – unoszący się na tle zachodzącego słońca mężczyzna, z peleryną łopoczącą na wietrze. Taki wizerunek obrońców świata przedstawia także Brandon Sanderson w jednej ze swoich powieści, zatytułowanej Stalowe serce. Chociaż muszę powiedzieć, że powyższy opis zgadza się tylko do pewnego momentu. Do superbohaterów wykreowanych przez pisarza bowiem o wiele lepiej pasowałoby miano superzłoczyńców. Czytaj więcej o Stalowe serce – recenzja