Niebezpieczne kobiety – recenzja

okładkaSą książki, po które sięgam zaraz po wydaniu – najczęściej w tym przypadku czekam na te powieści od momentu ich zapowiedzi, czyli miesiące, jeśli nie dłużej – są też te prześladujące i nie dające spokoju pozycje, których premiera miała miejsce dawno temu. Pomiędzy tymi dwoma kategoriami jest ogromna „szara strefa”, gdzie mieszczą się wszystkie powieści spod znaku „musiałam się trzy razy zastanowić”. „Niebezpieczne kobiety” należą jednak do rodzaju nawiedzających i z uporem przypominających o sobie. Ten zbiór opowiadań przewijał mi się przed oczami kilkanaście razy, zanim po niego sięgnęłam. Na portalach społecznościowych, serwisach z recenzjami. Nawet raz trzymałam tę antologię w ręku! Zawsze jednak coś przeszkadzało nam w bliższym poznaniu. Do momentu, aż na rynku nie pojawiła się pozycja pt.: „Łotrzyki”. Po najnowszy zbiór opowiadań redagowany przez Martina i Dozoisa sięgnęłam przede wszystkim dlatego, że w środku znalazły się teksty Neila Gaimana i Patricka Rothfussa. Nie czarujmy się – to był mój absolutny must have. Nie wiem jednak, czy to cudowny zbieg okoliczności, czy zrządzenie losu, ale gdy zdecydowałam, że po prostu MUSZĘ przeczytać „Łotrzyków”, znów w oko wpadły mi „Niebezpieczne kobiety”. Dlaczego więc nie sięgnąć po obie antologie? Nie potrafiłam znaleźć żadnych przeciwwskazań. Czytaj więcej o Niebezpieczne kobiety – recenzja

 

Hyperion – recenzja

okładka książki

Przeczytaliście kiedykolwiek książkę, która tak bardzo zaparła Wam dech w piersi, że jeszcze długie tygodnie po jej lekturze nie wiedzieliście, co o niej powiedzieć? Nie mieliście pojęcia, jakich słów użyć, aby oddały one w pełni nie tylko Wasz zachwyt i podziw dla kunsztu literackiego autora, ale także wszystkie te emocje, których doświadczyliście podczas czytania? Hyperion to dla mnie właśnie takiego rodzaju powieść. Niezwykła książka, w której przeplatają się losy siedmiu nieznanych sobie bohaterów. Łączy ich jednak wspólny cel – podróż na tytułową planetę Hyperion i spotkanie wręcz już mistycznej istoty zwanej Dzierzbą (Chyżwarem), który zamieszkuje tajemnicze Grobowce Czasu.

Pisząc tę recenzję, wciąż nie jestem pewna, czy będę w stanie użyć odpowiednich słów, aby opisać wrażenia, które towarzyszyły mi podczas lektury powieści Dana Simmonsa. Nic nie przygotowało mnie na to, co zastałam w Hyperionie – ani opis książki, ani wcześniej przeczytane recenzje. Nic. I, drogi Czytelniku, chciałabym być z Tobą szczera – nie sądzę też, aby ten tekst był w stanie przygotować Cię do tej niesamowitej, fascynującej przygody, na którą możesz wyruszyć dzięki Danowi Simmonsowi. Mogę jednak spróbować swoich sił, przynajmniej próbując przekazać Ci, dlaczego warto sięgnąć po tę powieść, prawda? Czytaj więcej o Hyperion – recenzja

 

Łotrzyki – recenzja

okładka książkiMoją pierwszą myślą po przeczytaniu kilku stron antologii Łotrzyki było to, że mogłabym go polubić tylko przez wstęp George’a R.R. Martina. Naprawdę. Podobne odczucia miałam przy Bękarcie, czyli krótkiej nocie popełnionej przez autora w zbiorze opowiadań Chodząc nędznymi ulicami i tutaj sytuacja też nie była inna. Widzicie, sięgnęłam po tę pozycję przede wszystkim ze względu na kilka nazwisk. Niekoniecznie zainteresowana tematyką antologii czy resztą historii, chciałam poznać nowe opowiadania moich ulubionych autorów. Jednak podczas lektury wstępu do Łotrzyków czułam, że mogłabym się w tym zbiorze zakochać. Czytaj więcej o Łotrzyki – recenzja

 

Stalowe serce – recenzja

okładka książkiChociaż z upływem czasu obraz superbohatera – czy to w komiksach, czy na ekranach kin – szybko się zmienia, dla mnie jego klasyczna postać wciąż pozostanie tylko jedna – unoszący się na tle zachodzącego słońca mężczyzna, z peleryną łopoczącą na wietrze. Taki wizerunek obrońców świata przedstawia także Brandon Sanderson w jednej ze swoich powieści, zatytułowanej Stalowe serce. Chociaż muszę powiedzieć, że powyższy opis zgadza się tylko do pewnego momentu. Do superbohaterów wykreowanych przez pisarza bowiem o wiele lepiej pasowałoby miano superzłoczyńców. Czytaj więcej o Stalowe serce – recenzja

 

Rzeczy ulotne – recenzja

okładkaPo Rzeczy ulotne sięgnęłam z prawdziwą przyjemnością i nie krytą ekscytacją. Świeżo po lekturze Drażliwych tematów oraz Dymu i lustr byłam całkowicie pewna, że trzeci zbiór opowiadań Neila Gaimana w moich rękach to kolejny, unikatowy klucz w nieznane. Przepustka do intrygujących światów, bohaterów nierzadko targanych przez sprzeczne emocje oraz niesamowitych, wciągających historii.
Nie myliłam się. Czytaj więcej o Rzeczy ulotne – recenzja

 

Smokopolitan nr 2 – recenzja

W końcu udało mi się. Drugi numer magazynu „Smokopolitan” w wersji papierowej trafił w moje złaknione łapki. Oczywiście już w sierpniu, podobnie jak poprzednio, mogłam go przeczytać w wersji elektronicznej, pobierając jeden ze stosownych formatów ze strony Krakowskich Smoków. Ale nie po to ci dobrzy ludzie w pocie czoła pracują nad składem i drukiem poszczególnych tekstów, żebym ja mogła pójść na łatwiznę. Wykorzystując fakt, że można je było namacalnie nabyć na tegorocznym Kapitularzu, po prostu poczekałam. Czytaj więcej o Smokopolitan nr 2 – recenzja

 

Śmiertelne maski – recenzja

okładka książkiJeśli mag nie wybierze się do Kłopotów, to Kłopoty przyjdą do maga. To przecież takie oczywiste. Dresden jednak tej prostej prawdy wciąż nie łapie, ale fani Akt Dresdena nie zamierzają się skarżyć. Każda okazja do przebywania w magicznym Chicago w towarzystwie Harry’ego, to dobra okazja. Tym bardziej, że polscy czytelnicy dostają taką możliwość o wiele rzadziej niż ci za granicą. Czytaj więcej o Śmiertelne maski – recenzja

 

Dym i lustra. Opowiadania i złudzenia – recenzja

okładkaPamiętacie, jak ostatnio zachwycałam się antologią opowiadań Drażliwe tematy i obiecałam, że niedługo wrócę z recenzją innego zbioru opowiadań Neila Gaimana? Ten moment nadszedł! Muszę jednak uprzedzić, że Dym i lustra to antologia różniąca się od Drażliwych tematów jak dzień i noc. Chociaż obydwa zbiory zachwycają niezmierzonym geniuszem autora, który każdym swoim słowem przenosi czytelników do innych światów, Dym i lustra to antologia bardziej… tajemnicza. Kusząca niebezpieczeństwem, wabiąca w głęboko ukryte, zapomniane zakamarki duszy każdego czytelnika. To zbiór pełen historii z drugim dnem, historii niedopowiedzianych, albo takich, które pod koniec wcale nie są tym, czego się spodziewaliśmy. Jak Drażliwe tematy były zbiorem opowiadań pełnych różnych masek, które przywdziewali bohaterowie, i prowokujących, iście drażliwych historii, tak Dym i lustra to antologia, w której każde opowiadanie jest dobrze przygotowaną iluzją, złudzeniem. Czytaj więcej o Dym i lustra. Opowiadania i złudzenia – recenzja

 

Drażliwe tematy. Krótkie formy i punkty zapalne – recenzja

okładkaAntologie Neila Gaimana są jak pudełko czekoladek. Kupujemy je na specjalną okazję i odkładamy na półkę, czekając aż ta specjalna okazja nadejdzie. Z biegiem czasu coraz częściej zwracamy nasz wzrok na pięknie zapakowane czekoladki. Mówimy sobie: „Tylko jedną”. Wmawiamy sobie: „Przecież nikt nie zauważy”, a później kończymy z pustym, ładnym pudełkiem i zastanawiamy się, jak to się stało. Czytaj więcej o Drażliwe tematy. Krótkie formy i punkty zapalne – recenzja

 

Zakon mimów – recenzja

okładka książkiGdyby dobrze policzyć, powiedziałabym, że zaczynałam ten tekst z pięć razy. Potem zaś usuwałam go. Zdaniami. Całymi akapitami. Co nowego można w końcu powiedzieć o Zakonie mimów? Próbowałam podać prostą definicję tej książki. Było już: Zakon mimów to powieść wciągająca. Zanim napisałam „zaskakująca” zdążyłam usunąć „łapiąca dech w piersi” i „pełna niespodzianek”. Zaczęło mi brakować celniejszych przymiotników, żadno wcześniejsze określenie nie było wystarczające. Najchętniej rzuciłabym Wam: „Idźcie i czytajcie, a będzie Wam dana dobra powieść. Bardzo dobra”, bo dobrych nigdy nie brak. I, nie oszukując ani trochę, chciałabym sama przeczytać ją jeszcze raz od nowa. Może więc zrobicie to dla mnie i pójdziecie czytać?
Dziękuję! Czytaj więcej o Zakon mimów – recenzja

 

Smokopolitan – recenzja

Kiedy my, fantaści, chcemy zajrzeć do kiosku w poszukiwaniu prasy w jakikolwiek sposób zajmującej się tak lubianą przez nas tematyką, musimy obejść się smakiem. W zasadzie można liczyć tylko na „Nową Fantastykę”, reszta jakoś nie była w stanie się utrzymać. Szum wokół „Coś na progu”, które miało szansę wypełnić tę niszę, przycichł dość znacząco. Z resztą pamiętając w jakich bólach i z jakim opóźnieniem powstał dziesiąty numer, raczej prędko nic od nich nie dostaniemy. Na szczęście są jeszcze ziny internetowe tworzone przez fanów dla fanów, ale chyba większość z nas czuje, że to nie to samo, co wydania papierowe. Nisza wciąż jednak istniała, przynajmniej do ostatniego czasu, kiedy to na rynku zagościło „Smokopolitan”. Czytaj więcej o Smokopolitan – recenzja

 

Piętno rzeki – Patricia Briggs – recenzja

Chociaż polscy czytelnicy musieli czekać ponad dwa lata, aby przeczytać o kolejnych przygodach Mercedes Thompson – kobiety innej niż inne – w życiu samej bohaterki minęło zaledwie kilka miesięcy. Szczerze mówiąc, kiedy uzmysłowiłam sobie, jak intensywny był to czas dla samej Mercy, jak wiele przeszła i co musiała w tym czasie robić, to poczułam się tak zmęczona… że musiałam się położyć i zagryźć ciasteczkiem. :-) No ludzie… Wampiry, wilkołaki, fae (różnej maści), demoniczne wampiry (albo wampiryczne demony – kto je tam w końcu wie), psychopatyczny gwałciciel, znowu wampiry i znowu wilkołaki, i jeszcze duchy… A ze wszystkimi trzeba było walczyć (i nie, to nie był wrestling), użerać się, kombinować. Nie macie wrażenia, że autorka „styrała” swoją protagonistkę? Czytaj więcej o Piętno rzeki – Patricia Briggs – recenzja

 

Rok Szczura. Widząca – Olga Gromyko – recenzja

Olga Gromyko w czasie spotkania na Pyrkonie zafascynowała mnie swoją przewrotnością i jednocześnie olbrzymim dystansem do swojej twórczości. Co jak co, ale bojkotowanie w sieci własnych pomysłów, utworów, a nawet własnej osoby nie jest codzienną praktyką. W dodatku autorka zdaje się cieszyć tą partyzancką działalnością i czerpać satysfakcję z podburzania własnych fanów. Piękne i zarazem nieco schizofreniczne. Przemawia do mnie. To pokrętne, złośliwe poczucie humoru wyziera niezmiennie z kart jej powieści, wprawiając mnie w stan uciesznej błogości (nie wiem, czy wiecie, o jaki dokładnie stan mi chodzi, ale podczas lektury wyglądam mniej więcej jak mój kocur, kiedy uda mu się buchnąć i zeżreć całą połeć wybornej polędwiczki). Rok Szczura absolutnie wpisuje się w ten trend.
Czytaj więcej o Rok Szczura. Widząca – Olga Gromyko – recenzja

 

Nigdziebądź – recenzja

Jak okładkapisałam w Gavranim podsumowaniu najlepszych książek 2014 r., jedną z nich jest dla mnie wznowienie Nigdziebądź Neila Gaimana. O tyle, o ile Amerykańscy bogowie byli zachwycający, to właśnie debiut pisarza sprawił, że pokochałam jego twórczość i za punkt honoru postawiłam sobie przeczytać wszystkie jego powieści. Sytuacja dość niezwykła, ponieważ często przy pierwszych książkach autorów ta postawiona przeze mnie poprzeczka jest troszkę niższa – jak wiadomo, dopiero z czasem Czytelnik ma możliwość zauważenia zmiany stylu czy rozwijania się warsztatu pisarskiego swojego ulubionego pisarza. Nigdziebądź jest dla mnie powieścią osobliwą, ponieważ nie tylko już po kilku pierwszych rozdziałach przeskoczyło poprzeczkę, którą stawiam z miejsca każdej pozycji, ale także zawyżyło poziom i sprawiło, że o wiele więcej będę wymagać od każdej następnej książki Gaimana, teraz mojego osobistego Mistrza i Idola. Czytaj więcej o Nigdziebądź – recenzja