Nibynoc – Jay Kristoff – recenzja

Zdarzyło wam się kiedyś trafić na powieść, przy ocenie której czytelnicy byli tak podzieleni, że wystawiali jej opinie albo całkiem negatywne, albo niesamowicie zachwalające? Nibynoc jest dla mnie właśnie taką książką. Na portalach zagranicznych typu Goodreads oraz na polskim Lubimy Czytać zawsze mam kilku użytkowników o guście podobnym do mojego. Kiedy zastanawiam się, czy warto sięgnąć po daną pozycję, zazwyczaj to właśnie ich opinie czytam jako pierwsze, starając się osądzić, czy i w tym przypadku nasze książkowe upodobania by się pokrywały. W przypadku najnowszego tytułu Jaya Kristoffa niewiele to dało. Czytelnicy byli tak podzieleni, że nawet ich noty były skrajnie różne.

Kiedy więc po roku od zagranicznej premiery pojawiła się informacja, że wydawnictwo Mag ma zamiar wydać tę powieść u nas, postanowiłam, że sama muszę się przekonać, o co tyle krzyku. Czytaj więcej o Nibynoc – Jay Kristoff – recenzja

 

Królewska Talia tom 1 – recenzja

Na początek zadam Wam pytanie: Czy polskie fantasy w ogóle istnieje? Czy oprócz „Sagi wiedźmińskiej” możemy pochwalić się czymś klasycznym z magią, elfami, smokami i krasnoludami, które niegdyś stanowiły stały element definicji gatunku? Pomijając fakt, że złota era heroic fantasy dawno przeminęła, a książek o wielkich bohaterach zwyczajnie już się nie pisze. Sama wymieniłabym w tym miejscu trzy, może cztery tytuły. Dla porównania w przypadku amerykańskich wydawnictw jest ich całe mnóstwo, a jedna saga potrafi mieć i trzydzieści tomów. Wychodziłoby więc na to, że klasyczne fantasy nie istnieje? Nie, ale stanowi gatunek zagrożony, niszowy i niepopularny nawet wśród członków polskiego fandomu. Tym bardziej cieszy, że są jeszcze autorzy, którzy odważają się tak pisać, i wydawnictwa skore do wydawania ich, jak na przykład Zielona Sowa publikująca pierwszy tom najnowszej sagi Marcina Mortki zatytułowanej „Królewska Talia”. Czytaj więcej o Królewska Talia tom 1 – recenzja

 

Za garść amuletów – Kim Harrison – recenzja

Ruda wiedźma z Cincinnati powraca w czwartej odsłonie cyklu Zapadlisko – a długo trzeba było na nią czekać. Zamaszyście i z przytupem wkracza na scenę, od pierwszego rozdziału pakując się w kłopoty. Wilkołaki, demony, wampiry – Rachel Morgan wszystkim jest w stanie podpaść – taki swoisty talencik. Jej przyjaciele twierdzą, że jest uzależniona od adrenaliny. Ekstremum ją nakręca. Czy zatem można wysunąć hipotezę, że czarownica sama prowokuje niebezpieczne sytuacje? Ona twierdzi, że nie… Czytaj więcej o Za garść amuletów – Kim Harrison – recenzja

 

Szklany tron – książka do kolorowania – recenzja

Ostatnimi czasy szalenie modne są różnego rodzaju kolorowanki antystresowe. Mamy kalendarze z kolorowankami, kolorowanki z sentencjami, kolorowanki florystyczne, ezoteryczne i całą masę innych – do wyboru, do koloru. Ciekawą propozycją na tym rynku są kolorowanki oparte na kultowych książkach fantastycznych. Ma więc swoje wydania Tolkien, ma i Martin. A teraz na rynku polskim, dzięki wydawnictwu Uroboros, ukazała się pozycja „Szklany tron” na podstawie opowieści S. J. Maas – zatem fani serii mogą czuć się dopieszczeni.
Czytaj więcej o Szklany tron – książka do kolorowania – recenzja

 

Szklany tron. Zabójczyni. Opowieści – S. J. Maas – recenzja

Początkowo prequelowe historyjki o Celaenie Sardothien ukazały się w czterech osobnych tomikach. Potem wydawnictwo Uroboros zdecydowało się na opublikowanie opowiadań o losach młodziutkiej zabójczyni w jednym zbiorze, a obecnie wznowiło wydanie w nowej szacie graficznej i muszę przyznać, że dla mnie to strzał w dziesiątkę. Czysto wizualnie książka znacznie lepiej pasuje do całej serii niż poprzednie nowele i pięknie wygląda na półce. Być może to błahy fakt, ale okładki serii „Szklany tron” zwyczajnie mi się podobają. Z przyjemnością więc dołączyłam do nich kolejny tom, tym bardziej, że został wzbogacony o dodatkową opowiastkę o pewnej uzdrowicielce, której nie znajdziecie nigdzie indziej (póki co przynajmniej). Niby mała rzecz, a cieszy. Czytaj więcej o Szklany tron. Zabójczyni. Opowieści – S. J. Maas – recenzja

 

Sztylet rodowy– Aleksandra Ruda – recenzja

No więc dobrze. Przyznaję się tu i teraz: zakochałam się, przepadło. To jak z tym memem, który krąży gdzieś w sieci: „Poznałam idealnego mężczyznę na stronie…”. Co prawda, mężczyzna nawet nie jest mężczyzną, tylko elfem, w dodatku pogrążonym w chronicznej depresji (sam ją sobie zdiagnozował i starannie, z wielkim pietyzmem pielęgnuje), brzydzi się kobietami rasy ludzkiej, a świat w jego ocenie to ogólnie marność nad marnościami. Moja miłość będzie zatem nieszczęśliwa, ale to raczej dobrze – przecież nikt nie pisze o szczęśliwej miłości. Zwróćcie uwagę, że jak piszą: „… i żyli długo i szczęśliwie”, to następuje definitywny koniec historii, bo to nuuudaaa. A opowieść Aleksandry Rudej zdecydowanie nudna nie jest. Jest wręcz antytezą wszystkiego, co z nudą się wiąże. Tak więc pogrążona po uszy w uczuciu bez przyszłości (tzn. jeszcze dwa tomy przede mną, czyli jakaś przyszłość jednak jest) i szalenie z tego tytułu podekscytowana, chcę Was gorąco zachęcić do lektury „Rodowego sztyletu”.
Czytaj więcej o Sztylet rodowy– Aleksandra Ruda – recenzja

 

Zapowiedź: Nim zawisną – Joe Abercrombie

Data wydania: 2 marca 2016

Wydawnictwo: MAG

Jak bronić miasta, które jest otoczone przez wrogów i infiltrowane przez zdrajców, kiedy sojusznikom nijak nie możesz zaufać, a twój poprzednik przepadł bez śladu? Nawet oprawca miałby ochotę uciec jak najdalej (gdyby tylko mógł poruszać się bez laski), a inkwizytor Glokta musi poznać odpowiedzi, zanim gurkhulska armia załomocze do bram. Czytaj więcej o Zapowiedź: Nim zawisną – Joe Abercrombie

 

Rok Szczura. Widząca – Olga Gromyko – recenzja

Olga Gromyko w czasie spotkania na Pyrkonie zafascynowała mnie swoją przewrotnością i jednocześnie olbrzymim dystansem do swojej twórczości. Co jak co, ale bojkotowanie w sieci własnych pomysłów, utworów, a nawet własnej osoby nie jest codzienną praktyką. W dodatku autorka zdaje się cieszyć tą partyzancką działalnością i czerpać satysfakcję z podburzania własnych fanów. Piękne i zarazem nieco schizofreniczne. Przemawia do mnie. To pokrętne, złośliwe poczucie humoru wyziera niezmiennie z kart jej powieści, wprawiając mnie w stan uciesznej błogości (nie wiem, czy wiecie, o jaki dokładnie stan mi chodzi, ale podczas lektury wyglądam mniej więcej jak mój kocur, kiedy uda mu się buchnąć i zeżreć całą połeć wybornej polędwiczki). Rok Szczura absolutnie wpisuje się w ten trend.
Czytaj więcej o Rok Szczura. Widząca – Olga Gromyko – recenzja

 

Księżyc nad Rubieżą – Ilona Andrews – recenzja

„Księżyc nad Rubieżą” to druga część nowej serii małżeństwa Gordon, tworzących pod pseudonimem Ilona Andrews. I tu dygresja, której nie mogę się oprzeć. Zawsze mnie intryguje, jak Oni są w stanie razem tworzyć, jak funkcjonuje taka w pełni zintegrowana diada. Wspólnie żyją i pracują. I to pracują cały czas we wzajemnej interakcji. To jest niewyobrażalny dla mnie poziom intensywności funkcjonowania z drugą osobą. W dodatku nie tylko im to nie szkodzi, ale, wnioskując po kolejnych książkach, wręcz służy rozwojowi ich warsztatu pisarskiego. Nowe powieści pokazują wyraźnie, że na swej drodze autorzy nie spoczęli na laurach i wciąż są w stanie zaskakiwać Czytelnika. No nie wiem, ja bym pewnie tę drugą osobę musiała po pewnym czasie (niezbyt długim, jak sądzę) w wymyślny sposób unicestwić. Czytaj więcej o Księżyc nad Rubieżą – Ilona Andrews – recenzja

 

Once Upon a Time – recenzja

Bajka dawno przestała być utożsamiana z gatunkiem przeznaczonym wyłącznie dla dzieci. Właściwie powinnam napisać, że kiedyś dzieci w ogóle nie powinny mieć do nich dostępu. Wspomnieć wystarczy dosyć makabryczne baśnie braci Grimm, aby zniechęcić każde dziecko do rozmawiania z nieznajomymi czy przyjmowania od nich podarków w postaci rumianego jabłka. Na bajkowych motywach – tych spod znaku Disney’a – bazuje popularny serial stacji ABC, „Once Upon a Time” („Dawno, dawno temu”). Pytanie, czy w dzisiejszych czasach, gdy wśród seriali fantasy króluje „Gra o tron”, jest miejsce dla disnejowskich księżniczek? Czytaj więcej o Once Upon a Time – recenzja

 

Insomnia – recenzja

 

Nie ma jednoznacznej definicji wariata. Dla jednego będzie to osoba, której głosy szepczą w głowie, dla innego ten, co gania z siekierą. Nana nie jest żadną z tych osób. Pochodzi z arystokratycznego rodu i mieszka w zrujnowanym mieszkaniu zabytkowej kamienicy. Cierpi na insomnię, czyli bezsenność. Nie śpi od małego dziecka, a jej kartoteka lekarska ma objętość większą niż encyklopedia Britannica. Podstawą jej w miarę normalnej egzystencji są leki. Stosy leków, które musi przyjmować w określonych dawkach i w określonym terminie, powodując u Nany wizje. Aż do pewnego zimnego dnia, kiedy to najpierw na przejściu dla pieszych, a później w swoim salonie napotyka mężczyznę, który wygląda, jakby urwał się z imprezy techno. Mężczyzny, którego nikt oprócz niej nie widzi… Czytaj więcej o Insomnia – recenzja