Łabędzi śpiew – recenzja II

okładka książkiokładka książkiPo Łabędzi śpiew McCammona sięgnęłam od razu po przeczytaniu Stacji jedenaście i pierwszym, co mnie uderzyło, był fakt, jak bardzo te dwie pozycje się od siebie różnią. Chociaż zarówno McCammon i Emily St. John Mandel proponują czytelnikom swoje wersje postapokaliptycznej rzeczywistości, to robią to w dwa, całkowicie odmienne sposoby, a także w książkach zwracają czytelnikowi uwagę na inne aspekty końca świata. Stacja jedenaście bowiem opowiada o tym, że przetrwanie nie wystarcza i nawet, gdy połowa populacji ludzkiej wymarła, a z cywilizacji, jaką znaliśmy, został już tylko proch, to w tym świecie wciąż jest miejsce na piękno, śmiech i sztukę. Łabędzi śpiew zaś przeprowadza nas od początków konfliktu, który zniszczył świat (a była to wojna atomowa), aż do momentu, kiedy ludzie – po przetrwaniu szkodliwego promieniowania – zaczynają od nowa odbudowywać niewielkie osady, zbierać tak bardzo potrzebną im żywność i prowadzić coś na styl lichej egzystencji. Czytaj więcej o Łabędzi śpiew – recenzja II

 

Stacja jedenaście – recenzja

okładka książkiPo Stację jedenaście sięgnęłam pod wpływem impulsu, kierowana bardziej instynktem niż usłyszanymi wcześniej o niej rekomendacjami. Nie wiem bowiem, jak to się stało, ale premiera tego tytułu przeszła mi całkiem koło nosa – byłam niezwykle zdziwiona, kiedy dowiedziałam się, że powieść została u nas wydana już w październiku ubiegłego roku! Można powiedzieć: To wcale nie tak dużo, w końcu mowa tylko o kilku miesiącach. Biorąc jednak pod uwagę, że wszelkie nowości i zapowiedzi wydawnicze na polskim rynku śledzę uważniej niż stan własnego konta bankowego, to już coś znaczy. Po wyłapaniu więc w Internecie takich zlepek haseł, jak podróżująca symfonia, postapo, Szekspir i zabójcza grypa, zaufałam swojemu instynktowi i sięgnęłam po powieść Emily St. John Mandel praktycznie w ciemno. Jak się potem okazało, nie mogłam trafić lepiej, ponieważ Stacja jedenaście to zaskakująca mieszanka pięknie napisanej historii, zgrabnie wplecionych nawiązań do Szekspira oraz mądrego, poruszającego przekazu. Czytaj więcej o Stacja jedenaście – recenzja

 

Magia zabija – recenzja

Od momentu, kiedy tylko dostałam piątą część przygód Kate Daniels, Magia zabija, zastanawiałam się, co mogłabym Wam powiedzieć, żebyście sięgnęli po tę książkę. Abyście dali szansę tej serii, jeśli jeszcze jej nie znacie. W końcu pomiędzy wydaniem czwartego a piątego tomu cyklu Fabryka Słów zrobiła niewyobrażalnie długą, bo pięcioletnią przerwę. Jeśli więc nie sięgnęliście – tak jak ja – po powieść w oryginale, możliwe, że, o zgrozo!, całkiem zapomnieliście o twórczości Ilony Andrews. Część z Was jest też pewnie zniesmaczona i zrezygnowana, ponieważ od dłuższego czasu nie można dostać w księgarniach wcześniejszych części. Jak więc mam przekonać Was wszystkich, że warto? Jak w paru akapitach zawrzeć odpowiedni przekaz? Jak powiedzieć: „Nie przejmujcie się. Czytajcie”? Czytaj więcej o Magia zabija – recenzja