Dopóki nie zgasną gwiazdy – recenzja

okładkaApokalipsa jest tematem, który nigdy się czytelnikom nie nudzi, i nic w tym dziwnego. W dodatku początek i koniec świata to zagadnienia uniwersalne, wciąż powracające, a i przez ostatnie dwie dekady „przeżyliśmy” kilka zapowiadanych zagład wszystkiego, co nam znane. Mogłoby się więc wydawać, że oryginalne pomysły powoli zaczną się autorom książek kończyć. Mieliśmy już wojny atomowe, śmiertelne choroby, zombi i zanieczyszczenie środowiska. Sama tylko w tym roku recenzowałam dla was Stację jedenaście Emily St. John Mandel oraz Łabędzi śpiew Roberta McCammona. Kiedy więc sięgnęłam po Dopóki nie zgasną gwiazdy, byłam oczywiście zaciekawiona wizją polskiego pisarza, ale nie spodziewałam się niczego niezwykłego. I bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Czytaj więcej o Dopóki nie zgasną gwiazdy – recenzja

 

Łabędzi śpiew – recenzja II

okładka książkiokładka książkiPo Łabędzi śpiew McCammona sięgnęłam od razu po przeczytaniu Stacji jedenaście i pierwszym, co mnie uderzyło, był fakt, jak bardzo te dwie pozycje się od siebie różnią. Chociaż zarówno McCammon i Emily St. John Mandel proponują czytelnikom swoje wersje postapokaliptycznej rzeczywistości, to robią to w dwa, całkowicie odmienne sposoby, a także w książkach zwracają czytelnikowi uwagę na inne aspekty końca świata. Stacja jedenaście bowiem opowiada o tym, że przetrwanie nie wystarcza i nawet, gdy połowa populacji ludzkiej wymarła, a z cywilizacji, jaką znaliśmy, został już tylko proch, to w tym świecie wciąż jest miejsce na piękno, śmiech i sztukę. Łabędzi śpiew zaś przeprowadza nas od początków konfliktu, który zniszczył świat (a była to wojna atomowa), aż do momentu, kiedy ludzie – po przetrwaniu szkodliwego promieniowania – zaczynają od nowa odbudowywać niewielkie osady, zbierać tak bardzo potrzebną im żywność i prowadzić coś na styl lichej egzystencji. Czytaj więcej o Łabędzi śpiew – recenzja II

 

Stacja jedenaście – recenzja

okładka książkiPo Stację jedenaście sięgnęłam pod wpływem impulsu, kierowana bardziej instynktem niż usłyszanymi wcześniej o niej rekomendacjami. Nie wiem bowiem, jak to się stało, ale premiera tego tytułu przeszła mi całkiem koło nosa – byłam niezwykle zdziwiona, kiedy dowiedziałam się, że powieść została u nas wydana już w październiku ubiegłego roku! Można powiedzieć: To wcale nie tak dużo, w końcu mowa tylko o kilku miesiącach. Biorąc jednak pod uwagę, że wszelkie nowości i zapowiedzi wydawnicze na polskim rynku śledzę uważniej niż stan własnego konta bankowego, to już coś znaczy. Po wyłapaniu więc w Internecie takich zlepek haseł, jak podróżująca symfonia, postapo, Szekspir i zabójcza grypa, zaufałam swojemu instynktowi i sięgnęłam po powieść Emily St. John Mandel praktycznie w ciemno. Jak się potem okazało, nie mogłam trafić lepiej, ponieważ Stacja jedenaście to zaskakująca mieszanka pięknie napisanej historii, zgrabnie wplecionych nawiązań do Szekspira oraz mądrego, poruszającego przekazu. Czytaj więcej o Stacja jedenaście – recenzja

 

Sztejer III: Dajcie mi głowę zdrajcy! – recenzja

Moja historia zapoznawania się z prozą Roberta Forysia jest długa, zagmatwana i pełna dramatycznych wyborów. Do osławionego Sztejera spod pióra tego autora przymierzałam się jakieś piętnaście razy od dnia premiery pierwszej części i zawsze jakaś podła przeciwność losu uniemożliwiała mi lekturę. Złą passę udało mi się przełamać ledwie przed dwoma tygodniami. Z pomocą mego wychudzonego, ale jeszcze dyspozycyjnego portfela, weszłam w posiadanie Sztejera pierwszego. To jednak nie położyło kresu problemom z czytaniem, bo jak na złość rozpruł mi się worek z egzemplarzami recenzenckimi od wydawców i wszystkie były do przeczytania „na już”, a niektóre nawet i „na wczoraj”. W całym tym recenzenckim ferworze trafił do mnie i przedpremierowy egzemplarz Sztejera trzeciego. Czytaj więcej o Sztejer III: Dajcie mi głowę zdrajcy! – recenzja