„Wilk w owczej skórze” – Fragment II – Rezydencja Romana

http://kokinetics.com/dianabol-injection-dosage Dianabol injection dosage

http://steroidsbesthgh.com/facts-about-anabolic-steroids_ak/ Facts about anabolic steroids

http://jedaware.com/clenbuterol-gain-muscle Clenbuterol gain muscle

http://www.leesburgbikefest.com/potassium-and-lasix Potassium and lasix

Methenolone detection time

Testoserone levels

http://royalmaderavineyards.com/buy-steroids-phuket Buy steroids phuket

Spodziewałam się za nimi wszystkiego, pałacowego przepychu czy dekadenckiego bałaganu, ale nie tego, co zobaczyłam. Chłodny minimalizm, skórzane siedziska kanap, szklany stół, abstrakcyjny fresk w mocnych, żywych kolorach – tak, były zaskakujące, ale ogromne okno zajmujące całą ścianę, całkowicie odsłonięte i pozbawione zasłon czy wertykali, robiło naprawdę wielkie wrażenie. Czy był bardziej widowiskowy sposób, by wampir zademonstrował swoją potęgę współplemieńcom, niż dowodząc, że nie lęka się światła słonecznego? Podeszłam do okna i spoglądałam na poplamione czerwienią i oranżem niebo.

- Dora Wilk, czemu zawdzięczam ten wątpliwy zaszczyt, bym wiedział, czego na przyszłość unikać? – usłyszałam za sobą. Poruszał się tak cicho, że nie zauważyłam, kiedy wszedł do pokoju.

- To proste, jeśli uda ci się powstrzymać wampiry od zabijania śmiertelniczek, ryzyko, że cię odwiedzę, gwałtownie spada.

- O czym, u diabła, mówisz? – wściekłość rozpaliła mu oczy, które wydały się teraz bardziej bursztynowe niż brązowe.

Pokrótce opowiedziałam o swoim znalezisku. Pominęłam udział Witkacego.

- Jak długo nie żyje? – zapytał cicho.

- Dość, by ustąpił rigor mortis – odpowiedziałam. – Od około siedemdziesięciu dwóch godzin… Śmierć była dość gwałtowna, by powstał duch, a ten błąkał się przez trzy doby po Toruniu, szukając zemsty. Cud, że nie mamy na koncie kolejnych trupów.

- Chcę zobaczyć zwłoki – powiedział zdecydowanie. Nie czekając na moją opinię w tej sprawie, sięgnął na wieszak po wełniany, czarny płaszcz do połowy uda, z mosiężnymi guzikami na przedzie.

- Słońce dopiero zachodzi…

- Te ograniczenia mnie nie dotyczą – rzucił ze złośliwym uśmieszkiem.

- Hej, chyba nie zamierzasz świecić jak kryształki Svarovskiego? – zapytałam zaskoczona.

Przystanął i obrócił się, bardzo wolno, w moją stronę.

- Jeszcze jeden żart lub porównanie do Zmierzchu, a nie będzie co z ciebie zbierać. I byłoby szkoda, bo mam swoje plany wobec ciebie – głos ociekał mu fałszywą słodyczą.

- Przepraszam, pop kultura czasem mózg wyżera.

- Miałem lepsze zdanie, na temat twoich lektur…

- Ja to oglądałam, nie czytałam – przyznałam w ramach nędznego usprawiedliwienia.

- To równie źle, a teraz, jeśli pozwolisz, wolałbym zająć się trupem, a nie gadać o Zmierzchu.

- Kto by nie wolał – wymamrotałam pod nosem.

Prychnięcie Romana dowiodło, że nie dość cicho, by nie usłyszał.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>