“DreamFever” Karen Marie Moning

Dziś coś specjalnego dla wszystkich fanów Mac i Barronsa. Tylko u nas przeczytasz po polsku scenę usuniętą z Dreamfever.

Miłej lektury!

Usunięta scena z czwartej części Kronik Mac O’Connor “Dreamfever” Karen Marie Moning. Uwaga, zawiera spoilery.

 – Nie jesteś jedyną pieprzoną osobą, która została napiętnowana! – Barrons uderzył pięścią w ścianę za moją głową.

Naprawdę? Czyżbym nie tylko ja przechadzała się, mając na sobie znak, którego nie miałam ochoty nosić? Drgnęłam, kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały. Czy pozwalał mi na ujrzenie czegoś, czy też niedawna intymność między nami otworzyła mi okno na jego duszę? Jakby jakąś posiadał. Jakby na nią zasługiwał. Nie zrobił tego, by mnie ocalić. Uprawiał ze mną seks, ponieważ był to jedyny sposób, żeby przedłużyć moją użyteczność. Uprawiał ze mną seks, żeby wykraść moje usługi z powrotem od jego wrogów obozujących na polu zwanym Pri-ya.

I po raz pierwszy – od momentu, kiedy rano wstał z łóżka i opuścił mnie, zostawiając boleśnie i przerażająco świadomą, kim byłam oraz gdzie byłam (w przesiąkniętym pożądaniem łóżku Jericho Barronsa, w pełni władz umysłowych, a mimo to na granicy błagania go, by został) mogłam się przekonać, że nie wyszedł z tego tak nietknięty, jak mi się wydawało. I jak pozwolił mi myśleć.

Przyjrzałam się jego twarzy. Malutki mięsień pod jego lewym okiem skurczył się, wygładził, skurczył ponownie. Ten, trwający u Barronsa minutę, zdradziecki ruch stanowił odpowiednik oszalałego napadu złości u normalnej osoby. Ach tak, był daleki od bycia nietkniętym. Czy, podobnie jak ja przed jego drzwiami, on stał pod moimi, z dłońmi zaciśniętymi w pięści i ściągniętymi ustami? Czy dręczyło go to tak bardzo jak mnie? Czy nękało i zżerało tymi samymi małymi, złośliwymi ząbkami, które nie pozwalały mi zasnąć?

Owszem, było tak. Dostrzegałam niezaspokojoną furię i niechciane pożądanie w każdej linii jego mrocznej, stoickiej twarzy, której rysy były kiedyś dla mnie zbyt subtelnie wyryte oraz niemożliwe do odczytania. Nie byłam jedyną osobą, która leżała w nocy rozbudzona, podniecona wspomnieniami, rzucając się i wiercąc w wilgotnej pościeli, rozpalona – nie elfim pożądaniem, ale seksem z nim, niech to wszyscy diabli, z nim.

Rozpamiętując bycie zbyt nagą na ciele i duszy, drżącą z pragnienia. Wypinającą się do niego tyłem, jak jakieś dzikie zwierzę. Następnie unieruchamiającą go, siadającą na nim okrakiem, żądającą więcej i więcej, ponieważ nic nie mogło wyczerpać Jericho Barronsa. Czymkolwiek był – nie znał ograniczeń.

On nie usuwał śladów po Mrocznych Książętach, lecz wypalał na nich swój własny do czasu, kiedy nie mogłam już dostrzec kształtu znaków, jakie zostawili. Pozbył się blizn, którymi mnie obdarowali, zostawiając po sobie jedną, jeszcze większą. Drań. Gdyby więc udało mi się w zamian naruszyć jakąś część jego samego…

– Dobrze – powiedziałam twardym i niskim głosem. – Witaj w moim świecie, Barrons. Mam nadzieję, że boli jak diabli.

Jego dłoń znalazła się na mojej szyi, a moje plecy przy ścianie. Nie mogłam oddychać. Nie potrzebowałam. On mnie dotykał. Dwa ogromne magnesy, odpychanie – przyciąganie, manifestacja natury, w żadnym razie kwestia wyboru. Powietrze między nami trzaskało od energii. Czyżbym poczuła zapach palonego ciała?

 – Dobrze? – powiedział miękko, a patrzenie w jego czarne oczy było jak spoglądanie na ciemny, wyściełany demonami korytarz, prowadzący do lustra Unseelie w jego gabinecie. – Myślisz, że to dobrze mieć kogoś takiego jak ja, opętanego na twoim punkcie? Moja droga, kochana, cholernie głupia, samobójcza panno Lane, nie masz pierdolonego pojęcia, co poczuło twój zapach w swoich nozdrzach, co zapisało twój smak w swojej krwi, inaczej byś uciekała. Uciekała, aby chronić tę niewielką pozostałość po, tak zwanym przez ciebie, jeszcze twoim życiu.

Obrócił się, trzepocząc połami długiego płaszcza i wyszedł przez drzwi wyjściowe.

Wpatrywałam się w pogłębiający się zmierzch, w którego cieniach zniknął Barrons. Zmrok malował kamienny chodnik jednym z tych nowych, elfich odcieni, które nie istniały, zanim mur między naszymi światami nie runął; senny, fioletowo-srebrzysty, mieniący się niczym pajęcza sieć w blasku księżyca, wywoływał niesamowicie piękne wrażenie. Zadrżałam. Nienawidziłam nowych kolorów. Były… w jakiś sposób… niewłaściwe.

Otrząsnęłam się z tego.

“Opętany”, powiedział Barrons.

Uśmiechnęłam się. Dobrze.

Oryginał do znalezienia na stronie autorki: http://www.karenmoning.com/kmm/dreamfever/dreamfever-deleted-scene.html

Za tłumaczenie i korektę dziękujemy Oksie oraz wiedźmie z bagna.

 

About WereWolf

Zły Wilk

View all posts by WereWolf