Bezduszna – recenzja

  Większość dobrych książek ma to do siebie, że wyglądają niepozornie. Człowiek potrafi przejść obok nich, ledwie zerkając na wystawę i natychmiast o nich zapomina. Dopiero po pewnym bodźcu w postaci koleżanki, recenzji, albo najzwyklejszej nudy, sięgamy po to dzieło, bo nie pozostało nam nic innego do roboty. W miarę czytania coraz bardziej się wciągamy, aż w końcu, po przeczytaniu, zaczynamy rozmyślać nad własną głupotą i ignorancją. Zadajemy sobie pytanie: „jak mogłam nie zwrócić na nią uwagi?”. W końcu nie należy oceniać książki po okładce. Właśnie tego typu dziełem jest “Bezduszna”.

Kiedy patrzyłam na okładkę, wyobrażałam sobie jakąś nudną opowieść detektywistyczną, z nudną zagadką, w nudnym starym mieście, w nudnych starych czasach. Tytuł serii, “Protektorat parasola”, tylko pogłębiał to wrażenie. Na książkę nie zwróciłam szczególnej uwagi, ot zwykła powieść, która mogłaby zainteresować moją mamę, ale na pewno nie mnie. Przeczytałam ją dzięki znajomej z forum, która mnie zapewniała, że nie pożałuję. Z nudów zaczęłam czytać i coraz bardziej się wciągałam. Skończyłam po dwóch dniach.

Tym, co najbardziej mnie oczarowało, był klimat, występujący w opowieści. Akcja rozgrywa się w XIX-wiecznej Anglii, gdzie życie toczy się wokół wspaniałych balów, plotek, intryg, galanterii, wynalazków oraz najnowszych trendów mody. Autorka dokonała czegoś, co niewielu się udało, mianowicie doskonale oddała atmosferę tych czasów oraz mentalność tamtejszych ludzi (i nieludzi). Wielką Brytanię w czasach wiktoriańskich uważano za pępek świata, a tych, którzy żyli poza nią – za barbarzyńców. Samozwańczy “wiek oświecony” niósł ze sobą wiele wynalazków i nowych teorii naukowych. Kobiety musiały starać się jak najlepiej wyjść za mąż, organizować debiuty, spacerować z przyzwoitkami, przestrzegać dobrych manier i etykiety. Nie dbały one o własną edukację, lecz o najnowsze plotki i zmiany mody. Nie można zapomnieć o spektakularnych omdleniach i prezentowaniu swej słabości przed mężczyznami. W końcu nie przystoi, by panna z dobrego domu była zbyt rezolutna.

Głowna bohaterka, Alexia Tarabotti, jest starą panną, która nie miała okazji zadebiutować, gdyż jej odziedziczona po ojcu uroda jest zbyt egzotyczna. W przeciwieństwie do swych rówieśniczek, nie rozpacza nad tym, a wręcz jest zadowolona z zaistniałego biegu wydarzeń. Otóż Alexia, dzięki włoskiej krwi, jest kobietą nader bystrą i wygadaną. Nie przejmuje się powszechnie uznaną etykietą i wykorzystuje swoje staropanieństwo jako przepustkę do wolności. Jednak panna Tarabotti posiada jedną istotną wadę, którą odziedziczyła po ojcu razem z gorącym temperamentem. Nie posiada duszy! Fakt, nad którym bardzo ubolewa, gdyż jako osoba bezduszna nie posiada własnego gustu i stylu. Jako nadludzka, jest w stanie niwelować u innych nadprzyrodzone cechy, co przysparza jej równie wielu przyjaciół, jak i wrogów.

Jednym z sojuszników Alexi jest ponad dwustuletni alfa wilkołaków, lord Conall Maccon. To osoba równie barwna, co panna Tarabotti, a jest to zasługa jego szkockich korzeni. Pełni on również funkcję głównodowodzącego w Biurze Ultranaturalnych Rzeczy i prowadzi dochodzenie nad sprawą tajemniczych wampirów, pojawiających się w Londynie, w którą zaplątała się Alexia. Dużym plusem tej postaci jest jej charakter. Lord Maccon nie dba o maniery. Jest żywiołowy, wybuchowy i jest na wskroś sobą. Mocno wyróżnia się na tle dobrze wychowanych londyńczyków, co sprawia, że bardziej go lubimy. Jest typowym facetem, bez większych romantycznych zapędów. Natomiast niewątpliwie darzy sympatią Alexię. Pewnym minusem jest sposób, w jaki się zaleca do panny Tarabotti. Nie wie często jak się zachować, co na osobę tak starą jak on jest trochę dziwne. Niemniej, dalej pozostaje moją ulubioną postacią.

Ciekawy i nowatorski jest także pomysł autorki na sprawę pomiaru, wagi i samej obecności duszy w człowieku. Im więcej duszy i pierwiastka twórczego posiada, tym większa szansa na przeżycie przemiany w nadnaturalnego. Osoby, które mają zostać przemienione lub są pod ochroną nadnaturalnych, są nazywane w przypadku wilkołaków clavigerami, bądź trutniami, jeśli mamy do czynienia z wampirami. U obu ras rzadką sprawą jest przemiana kobiety, co tłumaczy się mniejszą ilością duszy u płci niewieściej niż w przypadku mężczyzn. Dla wampirów jest to szczególnie przykre, gdyż tylko kobiety są w stanie przemieniać ludzi w wampiry. Jest to dość niespotykany i ciekawy sposób przedstawienia wampirów, co jest wielkim plusem.

Fabuła w książce jest dobrze rozbudowana i przemyślana. Akcja rozwija sie powoli, budując w nas napięcie aż do punktu kulminacyjnego by potem spokojnie opaść i pozwolić nam się rozluźnić. Bohaterowie powoli odkrywają zagadkę dziwnych zdarzeń, mających miejsce na terenie całej Anglii, zbliżając się przy tym do siebie. Narracja jest trzecioosobowa, co daje nam wgląd w myśli bohaterów i ich uczucia. Sposób konstruowania zdań w książce jest dość archaiczny, co pozwala lepiej wczuć się w klimat. Nie jest to zarazem męczące czy niezrozumiałe, wręcz przeciwnie. Dialogi są pełne humoru, a przemyślenia bohaterów potrafią wycisnąć nam łzy śmiechu z oczu. Czyta się je lekko i szybko, co sprawia, że czas miło upływa przy tej lekturze.

Należę do grona osób, które nie zwróciły uwagi na tę pozycję. Do teraz tego żałuję. Pokochałam lekkie pióro pani Carriger Gail i mam zamiar przeczytać wszystkie tomy “Protektoratu parasola”. Bezduszną przeczytałam dość dawno temu, a mimo to dalej pozostaje mi po niej miłe wspomnienie. Jestem pewna, że niejednokrotnie powrócę do tego tomu i znajdę mu miejsce wśród innych, równie wspaniałych książek na mojej półce. Będę sumiennie przekonywać znajomych do przeczytania jej, by nie żałowali tak jak ja i zwrócili uwagę na tę niepozorną z wyglądu książkę.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Bezduszna (Soulless)
Autor: Carriger Gail
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 22.03.2011r.
Liczba stron: 320
 
 
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze