Cujo – recenzja

Do książek Stephena Kinga mam pewien sentyment. W czasach gdy byłam gatunkową ignorantką, King był takim numerem jeden na mojej liście ulubionych autorów i ich książek. Choć nie wszystkie jego powieści są na równym poziomie i tak samo wciągające, jednak “Cujo” to zdecydowanie jedno z jego lepszych dzieł. Wciągająca i na swój prosty sposób idealna.

“Mów mi Cujo. Jestem z Doliny Śmierci”.

Akcja powieści rozgrywa się w Castle Rock oraz na znajdującej się nieopodal farmie należącej do rodziny Cambersów. To właśnie oni są właścicielami bernardyna imieniem Cujo. Pies zostaje ugryziony przez nietoperza i zarażony wścieklizną, co daje początek bardzo dramatycznym wydarzeniom.

King pozwala nam poznać swoich bohaterów w bardzo osobisty sposób, zagląda im do głów co daje możliwość ujrzenia jakimi są ludźmi, jaki ciąg ich decyzji doprowadził do zaistniałej sytuacji. Więc mamy tu Donne i Vica Trentonów oraz ich syna Tada. Małżeństwo z problemami (ona go zdradza, a jej kochanek w ramach odwetu za zerwanie demoluje im mieszkanie), on wyjeżdża w sprawach służbowych i zostawia ją z niesprawnym autem. Wydaje się ta historia nie ma wiele, zgoła nic wspólnego z psem? Jednak ma.Biedna kobieta nie mając z kim zostawić syna, zabiera go ze sobą do mechanika, który to jest nikim innym jak Joe Camberem, głową rodziny znęcającą się na żoną i synem. Charity i Brett Camberowie jadą odwiedzić siostrę kobiety. Przed wyjazdem chłopiec zauważa, że z jego psem dzieje się coś dziwnego, mówi o tym matce, kobieta postanawia nic nie wspominać o tym mężowi w obawie, że stanie się to pretekstem do zatrzymania ich w domu.

Cała akcja jest napędzana ironią losu, a właściwie zbiegami okoliczności. Donna i Tad dojeżdżają na farmę w czasie gdy nikogo z ludzi nie ma i oczywiście właśnie w tedy samochód całkiem siada. Nikt nie wie gdzie są, a zdemolowane mieszkanie daje fałszywy obraz policji. Zostają uwięzieni w aucie przez znękane i rozwścieczone zwierzę które upatruje w nich powodu swego cierpienia. Dla tej dwójki zaczyna się horror i piekło(niemalże dosłownie), a synoptycy zapowiadają najgorętsze dni tego lata.

“Cujo” jest też powieścią psychologiczną w której mamy dwie rodziny, jedna zmaga się ze zdradą i kłopotami finansowymi na horyzoncie, druga problemy z budżetem ma od zawsze,a do tego dochodzi przemoc fizyczna. Całego obrazu ludzkiej niedoskonałości dopełnia niezbyt rozgarnięta policja.

Początek książki, a właściwie gdzieś tak do połowy, to nakreślenie obrazu i tła dla dalszej akcji, która to w drugiej połowie toczy się w samochodzie. Nie znaczy to jednak, że
nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie, zdarzenia toczą się szybko, drastycznie i w płynny sposób. Zakończenie może wydawać się długie, a to dlatego, że dzieje się coś co(liczy się na to) zakończy tą katorgę, dla psa jak i dla ludzi. Jednak to co miało być odsieczą, kończy się porażką, a koszmar trwa dalej.

Pomysł na fabułę jest prosty i nieskomplikowany, ale właśnie to sprawia, że jest to horror i to bardzo dobry. Czytając miałam momenty gdzie musiałam przerwać z powodu natłoku emocji. Zbyt mocno przeżywałam los matki i dziecka, za bardzo wczuwałam się w jej emocje i rozterki. Możecie wierzyć, albo nie, ale taka historia może zdarzyć się w realnym życiu. Dlatego polecam wszystkim “Cujo”, ponieważ to koszmar który może się ziścić.

Moja ocena 10/10

Tytuł: Cujo
Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Jacek Manicki
Autor okładki: Ewa Wójcik
Wydawca: Prószynski i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 31 stycznia 2008
Liczba stron: 352
Oprawa: miękka
Wymiary: 140 × 200 mm
Cena: 32,00 zł

 
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze