Dożywocie – recenzja

Tam dom twój, gdzie Licho twoje! Alleluja!

„Dożywocie” to powieściowy debiut Marty Kisiel. Zarazem jest to kontynuacja tekstu pod tym samym tytułem, znanego z antologii „Kochali się, że aż strach”. W powieści opowiadanie to zostało rozwinięte o cztery nowe.

„Dożywocie” to opowiedziana w zabawny i pełen humoru sposób historia Konrada Romańczuka – pisarza, 200% mieszczucha, który pewnego dnia otrzymuje w spadku po dalekim krewnym dom. Gdy dociera na miejsce, okazuje się, iż Lichotka (bo tak zwie się domek) to nie wymarzona willa za miastem, lecz budowla rodem z horrorów. I jak na taką przystało ma swoją gotycką wieżyczkę i lokatorów nie do końca z tego świata.

Mieszka tam Licho, anioł stróż budowniczego Lichotki, biedaczysko z alergią na pierze i umiłowaniem do sprzątania. Jest Krakers, potwór z czeluści piekieł, który miast niszczyć, kocha gotować. Mamy również nieszczęsnego panicza Szczęsnego, ucieleśnione widmo poety-romantyka, który 200 lat temu odrzucony przez obiekt swych westchnień, postanowił strzelić sobie w łeb. Na grządce kapusty. Nasz poecina, prócz wzdychania i umartwiania, zajmuje się również dzierganiem sweterków, wyszywaniem i robieniem konfitur.

Menażerii dopełniają 4 utopce, kocica o wdzięcznym imieniu Zmora oraz Rudolf Valentino – królik skrywający pewną tajemnicę.

Z postaci drugoplanowych, i całkiem ludzkich, dane nam jest poznać agentkę Romańczuka, Kusego – pana od wszystkiego, jego żonę oraz grupkę lokalnych aktywistów. Kto by się spodziewał, że ta ostatnia trójka tak namiesza w życiu Konrada i mieszkańców Lichotki.

Pierwsze skojarzenie, jakie nasunęło się mi po rozpoczęciu lektury to, iż Romańczuk jest męską wersją Reszki, z innej wydanej nakładem Fabryki Słów książki, mianowicie “wiedźmy.com.pl”.

Zawód związany z twórczością literacką – jest, spadek w postaci domu odziedziczonego po nieznanym krewnym – obecny, niezwykli lokatorzy – też są.

Jednak, zagłębiając się w karty powieści, nie napotykamy kopii twórczości autorki wiedźmy.

Jest natomiast jeszcze jedno, co łączy powieść Marty Kisiel z tą Ewy Białołęckiej. Jest to dobra zabawa.

Czytając „Dożywocie”, nie sposób się nudzić. Autorka we wspaniały sposób bawi się słowem. Język powieści jest łatwy i zrozumiały dla każdego. Nie brak tu zabawnych dialogów czy też sytuacji wywołujących uśmiech na twarzy czytelnika.

Poza tym jest to pierwsza od wielu lat czytana przeze mnie powieść, w której nie natknęłam się na chociażby jedną literówkę. A nie chwaląc się, mam do tego oko i lubię się czepiać. A tu niespodzianka – nie ma czego.

Bohaterowie książki są charakterystyczni, każdy z nich ma swoje wyraziste cechy.

Niezwykle łatwo się do nich przywiązać. Oraz zatęsknić, gdy przeczytamy ostatnie zdanie i zamkniemy książkę.

Akcja prowadzona jest w sposób chronologiczny. Wydarzenia kolejnych opowiadań następują po sobie. Nie ma tu cofania się w czasie czy wybiegania w przyszłość.

Warto również wspomnieć o okładce książki, gdyż jej powstanie jest dość nietypowe. W maju 2010 roku Fabryka Słów ogłosiła konkurs na okładkę powieści. Zwycięzcą został Marcin Warzecha. Sama ilustracja prezentuje umieszczony w kajecie rysunek Lichotki. Może to notatki Konrada, a może Szczęsnego? Całości dopełnia kilka rozrzuconych anielskich piórek.

Podsumowując „Dożywocie” to lektura warta polecenia. Wśród panującej obecnie mody na wampiry i wilkołaki przyjemnie jest przeczytać coś zupełnie innego. Może nie ma tu tak naprawdę zbyt wiele fantastyki, ale jest to lekka, ciepła opowieść, przy której można naprawdę odpocząć.

Nie ma tu rozlewu krwi, nie licząc bliskich spotkań z kocicą i młotkiem, książka nie emanuje przemocą.

Przygody dożywotników z Lichotki mogę polecić z całego serca. Przyjemna lektura na smutny jesienny wieczór.

Moja ocena 8,5/10 (a to jak na mnie naprawdę dużo)

Tytuł: Dożywocie

Autor: Kisiel Marta

Wydawca: Fabryka Słów

Oprawa: Miękka

Ilość stron: 370

Rok wydania: 2010

 

About WereWolf

Zły Wilk

View all posts by WereWolf