Na Krawędzi – recenzja III

 

 

Już od kilku lat najpopularniejszym tematem wśród literatury jest Fantasy. Powstają coraz to nowe pomysły, a mity i legendy nabierają nowych kształtów. Jedną z autorek, które warto zauważyć wśród powszechnego już magicznego szaleństwa, jest Ilona Andrews. Jestem wielką fanką cyklu o Kate Daniels, który jest wcześniejszym dziełem autorów (Ilony i Gordona). Choć starałam się zdystansować do „Na Krawędzi”, miałam duże oczekiwania wobec tej książki.

 

Akcja rozgrywa się na Rubieży, świecie pomiędzy magią a technologią, gdzie ludzie żyją według własnych praw i zasad. Główna bohaterka jest osobą twardą, upartą i dumną. Wychowuje swoich młodszych braci, zarabia na życie w nędznej, ale jedynej dostępnej dla niej pracy, i musi sobie radzić z ludźmi, pragnącymi ją wykorzystać. Otóż Rose posiada pewien talent, niespotykany wśród rubieżników, a mianowicie biały rozbłysk. Oczywiście nie obyło się bez czarnego charakteru i bohatera, który ma go pokonać. Czy się zawiodłam?
Trochę.

Autorka ma pewną skłonność do powolnego rozwijania akcji, przez pierwsze karty trzeba się przebić, by później coraz mocniej dać się wciągnąć. Fabuła została stworzona zgrabnie i przemyślanie. Nie da się jej przewidzieć, jesteśmy wciąż pozytywnie zaskakiwani, co tylko bardziej buduje napięcie, bo “co będzie dalej?”. Jest to z pewnością duży plus tej książki.
Bohaterka wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie. Rose jest pozbawioną złudzeń kobietą z twardym kręgosłupem i dobrym sercem. Jej młodsi bracia, Jack i Georgie, są typowymi dziećmi, rozrabiają, nie słuchają siostry i nie da się nie rozczulać nad nimi. Cechuje ich typowa dla rubieżników nieufność i duże przywiązanie do siostry. Postacią godną wspomnienia jest również Eleonore. Wspiera wnuki najlepiej jak potrafi i często służy Rose mądrymi, szczerymi radami. Jak i William, pokrzywdzony przez los i opuszczony przez wszystkich zmieniec, przyjaciel Declana, o którym poczytamy w II tomie. Jednak czy kogoś nie pominęłam?

Główna postać męska, Declan, nie wywarł na mnie najlepszego wrażenia. Jest on szlachcicem z Dziwoziemi, który przybył na Rubież i przyczepił się do Rose. Autorka jakby na siłę starała się go stworzyć doskonałym, a jak wiemy co za dużo to nie zdrowo. Powstał nam napakowany przystojniak, który wszystko najlepiej wie, wszystko umie, i wszystko mu się należy. Z początku typowy drań, zmienia się później w amanta. Widać tu brak wkładu ze strony Gordona. Nie żywię do tej postaci żadnych ciepłych uczyć i jestem bardzo zadowolona z faktu, że każdy tom opowiada o innych bohaterach.
Kolejnym błędem autorki są opisy postaci. Każda osoba w książce posiada swój wyczerpujący opis, każdy z wyjątkiem Rose. Nie natknęłam się w książce na żaden jej opis. Jedynym przymiotnikiem jakim można ją określić na podstawie wypowiedzi bohaterów jest „śliczna”.

Mogłoby się wydawać, że żałuje przeczytania „Na Krawędzi”, jednak nie jest to prawda. Książkę przeczytałam w jeden dzień, przez co prawie zaspałam do szkoły. Akcja stopniowo się rozwija, by pod koniec sięgnąć apogeum i potem lekko opaść, pozwalając nam uspokoić emocje i zamknąć karty z uśmiechem na twarzy. Do tego dochodzą zabawne dialogi między bohaterami. Okładka przyciąga wzrok i (choć po małym podrasowaniu) jest ładna. Z pewnością wrócę jeszcze nie raz do tego tomu, a póki co będzie zajmował miejsce wśród moich ulubionych książek na półce.

Moja ocena 7/10

Tytuł: Na krawędzi (On the Edge)
Autor : Ilona Andrews
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 30.09.2011r.
Liczba stron: 402 

 

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji.