Raz wiedźmie śmierć – recenzja

Przeczytałam „Na psa urok” – pierwszy tom Kronik Żelaznego Druida, autorstwa Toma Hearna. A ponieważ zachwyciłam się nim, czyhałam na moment, kiedy wyjdzie druga część. No i Rebis mnie nie zawiódł – wydał „Raz wiedźmie śmierć” – całkiem szybko i bez zbędnych ceregieli. Więc popędziłam do księgarni, kupiłam – i przeczytałam jednym tchem. Może dlatego, że tak podobał mi się tom pierwszy. A może po prostu dlatego, że tom drugi wcale nie jest gorszy od poprzedniego. I na dodatek, trochę pozwolił zaspokoić mi ciekawość, chociaż pytanie – co będzie dalej, nadal mnie dręczy. Cóż, poczekamy, zobaczymy, ale sądząc po dotychczasowych książkach, raczej się nie zawiodę. A wydawnictwo już zapowiada część trzecią. Tylko czwartej na razie nie będzie, bo autor dopiero ją pisze.

Już to, że mamy drugi tom, uświadamia nam, że druid Atticus jakoś wywinął się z kłopotów. Ale czy one się skończyły? Oczywiście nie. Znowu przyjdzie mu się mierzyć z siłami ciemności – tym razem w postaci bachantek, niemieckich wiedźm, a nawet, o zgrozo – własnej bogini, której od wieków wiernie oddaje cześć. Na szczęście, wiadomo – Atticus sroce spod ogona nie wypadł. Wie jak wykaraskać się z najgorszych nawet opałów. Oczywiście dzięki przyjaciołom, układzikom i własnemu sprytowi. No i własnej mocy – wcale niemałej. A na dodatek, czy ktoś by przypuścił, że najgorsi wrogowie mogą działać razem? W końcu od lat wiadomo: wróg mojego wroga może być moim – nie, nie przyjacielem- ale sprzymierzeńcem. Więc Atticus będzie bronić skór swoich sprzymierzeńców, a oni, oczywiście, jego. Bo okazuje się, że zagrażają mu nie tylko źli bogowie irlandzcy. W końcu niejedna mitologia jest na świecie i przedstawiciele innych też się gdzieś niedaleko Atticusa pętają. Nie każdy z nich jest przy tym przyjacielem naszego druida. Poza tym, ostatnie przygody nie minęły bez echa. A że ich akcja działa się na amerykańskiej ziemi, bardzo to zdenerwowało przedstawiciela miejscowego panteonu. Normalnie, przy takich kłopotach, nasz bohater już dawno by zwiał gdzie pieprz rośnie, ale… No właśnie, ale.  Jest druidem. I jako druid ma pewne obowiązki. A najważniejszy z nich to dbanie o ziemię. A ponieważ o ziemię musi zadbać, nie może po prostu wziąć w troki czterech liter i zniknąć. Musi zostać i uporać się z kłopotami. Oczywiście, jak zawsze, pomaga mu Oberon – pies nie z tej ziemi. I ponownie, dialogi między nim a Aticusem po prostu powalają na kolana. Żebyście nie mieli wątpliwości, w książce jest dużo więcej, ale nie będę przecież zdradzać całej fabuły.

W każdym razie, czytając tę opowieść ponownie poprawiłam sobie humor, zyskałam nowe spojrzenie na świat nadprzyrodzony i płakałam ze śmiechu nad niektórymi dialogami. Dowiedziałam się też jaki jest sposób Atticusa, na wyciszenie nadmiernie rozbuchanego libido na myśl o …. (no nie , nie napiszę o kim, ale ktoś taki jest). Jako doświadczony, wiekowy druid, wie, że po prostu musi myśleć o rugby  . Prawdopodobnie dlatego, że akcja toczy się w Ameryce, natomiast w Europie bardziej sprawdziłoby się myślenie o piłce nożnej.

Intryga i fabuła, tak jak w poprzednim tomie, mogłaby być trochę lepsza, chociaż widzę poprawę. Akcja jest żywsza, ma kilka zaskakujących zwrotów, pojawiają się niespodziewani bohaterowie i takie rozwiązania problemów, których w życiu bym się nie domyśliła. A to sprawia że drugi tom przygód szanownego druida po prostu jest ciekawszy.
„Raz wiedźmie śmierć” jest przesycona humorem, oraz dużą dozą ciepła, co sprawia, że czyta się ją świetnie, że poprawia mi nastrój. A ponieważ zostało jeszcze sporo nierozwiązanych zagadek, a ja jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy druida i koniecznie muszę znowu spotkać Oberona – to nie mogę się doczekać, kiedy wyjdzie następna część.

Moja ocena : 9,5/10

 

Tytuł: Raz wiedźmie śmierć (Hexed)
Cykl: Kroniki Żelaznego Druida
Tom: 2
Autor: Kevin Hearne
Tłumaczenie: Maria Smulewska
Wydawca: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: 17 sierpnia 2011
Liczba stron: 400
Cena: 35,90 zł

 
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze