Bezzmienna – recenzja

Ostatnimi czasy bardzo popularnym gatunkiem literackim jest steampunk. Jest to specyficzne połączenie klimatu czasów wiktoriańskich, mechanizacji i fantastyki. Po dość długim, bo trwającym już kilka lat, okresie szału na punkcie fantastyki współczesnej, wnosi on pewien rodzaj świeżości. Właśnie takim dziełem jest cykl „Protektorat Parasola” Gail Carriger. Drugi tom serii, noszący intrygujący tytuł “Bezzmienna”, posiada subtelny urok, przyciąga nas delikatnie i nie pozwala rozstać się z lekturą. Duża dawka humoru i wciągająca akcja również mają tu duże znaczenie. Pierwszy tom zakończył się spokojnie, zagadka rozwiązana a bohaterowie żyją długo i szczęśliwie. Mimo tego, że zostawia on czytelnika rozluźnionego i w dobrym nastroju, to jednak coś zmusiło mnie do jak najszybszego zdobycia następnej części. Zaczęło mi brakować tego czaru, który roztacza książka i w który zostajemy wciągnięci, a ponieważ nikt nie pożyje długo na czytaniu tej samej lektury, trzeba było zaopatrzyć się w następną. Tak oto właśnie nabyłam „Bezzmienną” .

Czy autorce udało powtórzyć się swoje osiągnięcie? Według mnie jak najbardziej.

Fabuła jest równie dobrze rozbudowana, co w poprzedniej części. Wszystkie wydarzenia są uporządkowane, o wielu kwestiach dowiadujemy się pod koniec książki. Pani Carriger posiada pewien talent do splatania intrygi. Czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, co za chwilę może się wydarzyć, na każdym kroku jesteśmy zaskakiwani. Osobiście zostałam dotknięta przekleństwem pod postacią bardzo wybujałej wyobraźni. Zawsze, gdy czytam jakąkolwiek książkę, w mojej głowie pojawiają się tysiące różnych scenariuszy, często niestety tych właściwych. W „Bezzmiennej” nie miałam takiego problemu, musiałam wręcz się powstrzymywać, by nie podpatrzeć na ostatnich stronach, kto jest wrogiem.

W przeciwieństwie do „Bezdusznej”, tym razem akcja nie rozwija się powoli, lecz natychmiast rusza pełną parą. Napięcie rośnie, a zagadek i tajemnic nam nie ubywa, co mogłoby czasem wywoływać irytację, ale wrodzona ciekawość nie pozwala nam przestać czytać. W końcu finał, poznajemy prawdę, a puzzle układają się w całość. Jednak autorka nie pozwala nam tym razem odejść z lekkim sercem. Zakończenie wywołało we mnie całkowity szok. Niektóre strony musiałam przeczytać po kilka razy, a gdy umysł pojął: “Tak, to naprawdę nie jest żart ani halucynacja” – wpadłam we wściekłość. Chciałam coś zniszczyć, na szczęście laptop był poza zasięgiem. Pierwszą zaś niedestrukcyjną myślą było: ”Dawać mi tu następny tom!!!” Na szczęście swoje i osób w moim pobliżu, zwróciłam uwagę na tę serię niedługo przed wydaniem tomu trzeciego – „Bezgrzesznej”. Ogromnym fartem posiadałam w owej chwili to dzieło na swojej półeczce. Niemniej współczuje tym, którzy zabrali się za „Bezzmienną” wcześniej. W tej części autorka zdecydowanie postanowiła zagrać na emocjach czytelników niczym wirtuoz, dodam, że z powodzeniem.

Jako główną bohaterkę po raz kolejny mamy okazję spotkać Alexię. Jednak tym razem jest ona już lady Woolsey. Po kilku miesiącach praktyki, radzi sobie znakomicie w roli alfy watahy, na swój pragmatyczny sposób, oczywiście. Ale czego oczekiwać po osobie nie posiadającej duszy? Przez całą lekturę mamy okazję zachwycać się jej bezpośredniością i kąśliwym językiem. Smaczku dodaje fakt, że Alexia tym razem wybiera się w podróż i to z obstawą. Jest nią nieznośna siostra, polująca na męża. A także panna Hisselpenny, która właśnie znalazła przyszłego męża. Nie można zapomnieć o panu Tunstellu, który chciałby być mężem jednej z wcześniej wymienionych pań. No i w końcu madame Lefoux, która o dziwo, nie szuka męża.
Ciężkie jest życie mężatki…

W „Bezzmiennej” poznajemy także bliżej historię hrabiego Conalla Maccona. Głównodowodzącego BUR-u. Otóż właśnie w pościgu za nim Alexia postanawia polecieć sterowcem do barbarzyńskiej Szkocji. Tam, na miejscu, poznajemy jego starą watahę i alfę, z którą Alexia szybko nawiązuje nić sympatii, ku niezadowoleniu swego męża. Postać Conalla niewiele się zmieniła. Nadal jest wspaniale zarysowana i ku mojej wielkiej uciesze, nie została zniszczona. W wielu książkach, autor, chcąc by jego bohater się rozwijał, tylko pogarsza sprawę. Staje się on nierzeczywisty i sprzeczny z naszym początkowym wyobrażeniem o nim. Według mnie postać Conalla była, jest i, mam szczerą nadzieję, że pozostanie, najbardziej rzeczywistą osobowością w „Protektoracie parasola”.

Okładka, która notabene została zachowana w oryginale, przyciąga wzrok. Tło zostało utrzymane w szarościach. Ze sterowcem i Big Benem z tyłu, na pierwszym planie wyróżnia się kobieta, ubrana w niebieską suknię, z goglami na kapeluszu, oraz autor i tytuł. Z samego obrazka można niemal wyczuć ten wiktoriański klimat. Czasami, gdy jedziemy autobusem, tramwajem czy pociągiem, albo siedzimy w kawiarni, galerii lub parku i nie mamy nic do roboty, nie weźmiemy ze sobą książki tylko dlatego, że wstydzimy się okładki. „Bezzmienna” jest książką bardzo dobrze prezentującą się, zarówno w naszych rękach jak i na półce.

Uważam, że drugi tom nie tylko dotrzymał kroku poprzednikowi, ale wręcz go przerósł. Niestety nie ma rzeczy idealnych. Natrafiłam w książce na kilka błędów. Niektóre są nieznaczne, inne zaś rażące. W pewnym momencie pani Carriger zapomina o nadludzkości Alexi i nic się nie dzieje, gdy dotyka Conalla przebywającego pod postacią wilka, albo gdy lekko uchyla zablokowane drzwi, a w następnym momencie klęczy pośrodku pomieszczenia. Było też kilka literówek, ale nie oszukujmy się – istnieje książka, w której ich nie ma? Nie należy się jednak zrażać, gdyż to dzieło posiada dużo więcej zalet niż wad. Obawiam się jednak czy kończąc w ten sposób, Gail Carriger nie wykopała sobie sama grobu. Ruchu, jaki wykonała autorka, nie spodziewałam się już w drugim tomie tak długiej serii (no dobra, nie oszukujmy się, w ogóle się go nie spodziewałam). Po tym zabiegu, utrzymanie poziomu dalszych części, wymagać będzie od autorki dużej pomysłowości i kreatywności, inaczej wszystko wyjdzie sztuczne i naciągane. Pozostaję jednak pełna nadziei w możliwości tej wspaniałej pisarki i wierzę, że wybrnie z zaistniałej sytuacji.

Moja ocena: 9/10

 
Tytuł: Bezzmienna (Changeless)
Autor: Carriger Gail
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 14.06.2011r.
Ilość stron: 320