Dzieci Demonów – recenzja

Czekałam na obiecywaną książkę wydawnictwa Prószyński z serii Nowa Fantastyka. Zapowiedzi były bardzo zachęcające. „Dzieci demonów” autorstwa J.M. McDermotta, to zgodnie z opisem wydawcy – pełnokrwiste, mroczne fantasy. W dodatku z bardzo ładną okładką. Zadałam więc sobie pytanie – czyżby miało wyjść coś odmiennego od popularnych ostatnio opowieści o wampirach i wilkołakach? Okazało się, że tak. Bo biegający z wilkami Wędrowcy Erin Błogosławionej to nie wilkołaki. To istoty powołane do ścigania potomstwa Bezimiennych – demonów, dawno temu wygnanych do podziemi. Niestety, owi Bezimienni, słudzy złej bogini Elisthy, przed wygnaniem zostawili ludziom prezent – właśnie owo potomstwo. A przecież wiadomo, iż takie obmierzłe zło należy ścigać i tępić ze wszystkich sił. W książce jest to zajęcie dwójki Wędrowców – męża i żony.

Kim są? Do końca nie wiadomo, nie są to ludzie, nie są to wilki. Gdy zrzucają wilczą skórę – stają się ludźmi, gdy ją przywdzieją – stają się wilkami (podejrzewam jednak, że bliżej im do wilków i z nich się wywodzą). W dodatku potrafią się między sobą porozumiewać w myślach. Trzeba poznać, że Erin Błogosławiona dobrze dobrała sobie sługi. Doskonale umieją ścigać plugastwo – wyczuwając skazę, którą toto zostawia. No i mają jeszcze jedną bardzo przydatną umiejętność – potrafią z czaszki zmarłego dziecka demona odczytać całe jego życie, prawie stapiając się z nim w jedno. Trzeba przyznać, że to świetny sposób na poznanie jego mrocznych sekretów i sprawdzenia, gdzie i jak odcisnął swoje piętno w świecie. I czy czasem nie miał wokół podobnych sobie. I właśnie od momentu znalezienia jednej z takich czaszek rozpoczyna się akcja. Wędrowcy ją rozpoznają i ruszają jej śladami, żeby odnaleźć inne dzieci demonów i wytępić skazę, którą zostawili. Czy im się uda? Czy ludzie będą im pomocni? I czy takie poszukiwania nie zmienią czegoś w samych Wędrowcach? Bo co innego jest o czymś widzieć, słyszeć i nawet wyczuwać – na przykład jak okrutni są słudzy Elishty i ich potomstwo, i jak ich obecność zanieczyszcza (wręcz niszczy) wszystko wokół – a co innego przeżywać właściwie życie jednego z nich – przy okazji poznając także jego uczucia. Do czego to może doprowadzić?

Przyznaję, że śledziłam ich poszukiwania, oczekując coraz bardziej krwawych scen, okrutnych potworów i nie wiadomo jakich jeszcze okropieństw. Ale się miło zdziwiłam, ponieważ ta książka nie jest horrorem. Są w niej oczywiście sceny pełne brutalności, mroku – ale nie są one najważniejsze. Dla mnie najistotniejsze były te, które miały mi odpowiedzieć na pytanie z okładki: „czy potomkowie Bezimiennych mają duszę?”. I czy to oni są największym złem na Ziemi? Odpowiedzi na razie mogę się tylko domyślać, ponieważ „Dzieci demonów” to dopiero pierwszy tom z cyklu „Psie ziemie”. Ale już on wiele z tych odpowiedzi podsuwa, co prawda bardzo subtelnie, tak, żeby każdy mógł wyrobić sobie własne zdanie. I to nie znając wcale dobrze tego wymyślonego świata, w którym rozgrywa się powieść. Z tym, że mi to nic a nic mi nie przeszkadza. Bo choć o jego wierzeniach są tylko wzmianki (oczywiście ważne, choć niezbyt szczegółowo przedstawione), to wiele można się dowiedzieć o jego strukturze społecznej – a taka istotna jest wszędzie. I często przynależność do jakiejś warstwy determinuje los bohaterów.

Nie inaczej jest i tutaj. Może to dlatego, że „Erin Błogosławiona przeklęła ludzkość, obdarzając ją inteligencją”. Czy to prawda, dowiem się dopiero, gdy wyjdą kolejne tomy. Czekam na nie niecierpliwie, ponieważ „Dzieci demonów” bardzo mnie wciągnęły. Uważam, że książka naprawdę jest warta przeczytania. Nie jest to grube tomiszcze, więc każdy będzie mógł ją schować do kieszeni i czytać w wolnych chwilach. I tak jak ja – czekać na kontynuację.

Tytuł: Dzieci Demonów
Tytuł oryginału: Never Knew Another
Data wydania: 17.01.2012
Format: 125mm x 195mm
Liczba stron: 272
Cena detaliczna: 32,00 zł

 

Dziękujemy wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza do recenzji.