Imperium Czerni i Złota – recenzja

Imperium Czerni i ZłotaZanim jeszcze zabrałam się za czytanie “Imperium Czerni i Złota”, myślałam, że bohaterami będą istoty zmiennokształtne, tj. ludzie zmieniający się w owady. Jednak nie, są to owadopodobni, którzy mają cechy charakterystyczne dla np. much. Dało to bardzo ciekawy efekt, zupełnie odmienny od tego, jakiego się spodziewałam.

Niziny od wielu lat pokładały ufność i wiarę w traktaty oraz powiązania handlowe. Zaślepione, nie zauważyły, że obok nich wyrosło Imperium Os, które powoli, acz nieubłaganie zaczęło zalewać kolejne krainy. Jedyną osobą, która nie wierzy w pokojowe zapewnienia Osowców, jest Stenwold Maker, wynalazca, wojownik i szpieg. Problem w tym, że nikt nie chce go słuchać. Zostaje więc sam razem ze swoimi agentami i garstką młodych ludzi. Będą musieli powstrzymać falę czerni i złota, jaka zalewa miasta-państwa Nizin. W misji szpiegowsko-ratunkowej mistrzowi Makerowi towarzyszy jego siostrzenica Che (żuk), podopieczna Tynisa (pająk), dwóch studentów – książę Wspólnoty Salma (ważka) i mieszaniec Totho.
Każde z nich w trakcie wyprawy przekona się, na co go stać i jak radzić sobie samemu, przekonają się też, na czym polega prawdziwa przyjaźń i lojalność.

Tchaikovsky podzielił świat na pojętnych i niepojętnych. Pierwsi to żukowce i mrówce, do czasu rewolucji będące niewolnikami ras, których techniki nie rozumieją i nie czują. Mrówki i żuki są wynalazcami i naukowcami, tworzą też dla armii, natomiast ich dawni panowie, przedstawiciele niepojętnych, polegają na swojej sztuce i magii. Wszystkie strony są w konflikcie i nie ufają sobie nawzajem, niewiele wiedzą o kulturze innych nacji. Do tego stopnia, że niejednokrotnie nie mają okazji widzieć na oczy przedstawiciela innego gatunku, a każdy mieszaniec w najlepszym razie jest ledwo tolerowany i to niemal wyłącznie w Kolegium. Takie podejście powoduje ignorancję i brak dalekowzroczności względem osowców, którzy rozwijają się w błyskawicznym tempie. Panuje u nich system totalitarny, a każdy mężczyzna to żołnierz. Dobrym przykładem wojaka Os jest major Thalryk, postać intrygująca ze względu na swoje fanatyczne oddanie Imperium oraz nieschematyczne zachowanie.

W mieście Helleron, do którego przybywa czwórka młodych ludzi, mieszka Tisamon, mistrz szermierki modliszkowców i dawny przyjaciel Stenwolda. Jest postacią tak fascynującą, że pokuszę się o stwierdzenie: oby takich więcej. Walka w jego wykonaniu to czyste piękno i harmonia. Jest jak ściana nie do przebicia. Oszczędny w emocjach, a gdy już jakieś okazuje, znaczy to wiele.

“Imperium Czerni i Złota” to książka, w której ściera się technologia i wynalazki żukowców a umiejętności niepojętnych dla których wszystko co mechaniczne jest całkowicie niezrozumiałe.Obok wyrasta nowa potęga, której sensem istnienia jest wojna. Na tle tego wszystkiego historia zatacza koło i wbrew barierom dzielącym owadopodobnych, przedstawiciele kilkorga z nich podejmują walkę.

Na początku nie rozumiałam, po co stary żukowiec wysyła na ostatnią misję te niedoszkolone dzieciaki. Nie wiedziałam, czego chce się dowiedzieć, szczególnie, że gdy docierają na miejsce wszystko idzie źle i zostają rozdzieleni. Z czasem jednak sytuacja stała się bardziej klarowna i doceniłam inteligencję Makera. Podobał mi się sposób, w jaki rozwijała się akcja, na początku ostrożnie i powoli, aby nabrać tempa i rozmachu. Jak dla mnie książka porównywalna jest do takich powieści jak “Władca pierścieni”, więc to powieść dla tych, co lubią dobrą fantastykę, ale nie z takich przeczytanych dla zabicia czasu i szybko zapomnianych.

Dziękujemy wydawnictwu    Rebis      za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Tytuł: Imperium Czerni i Złota
Autor: Adrian Tchaikovsky
Wydawca: Rebis
Liczba Stron: 632
Cena: 45.90