Martwy i nieobecny – recenzja

Martwy i nieobecny  - Harris CharlaineNa kolejne części serii o kelnerce-telepatce nie trzeba czekać długo, nie inaczej było i tym razem. Wydawnictwo nie marnuje czasu i cierpliwości czytelników na nieuzasadnione trzymanie w napięciu, jakie wywołuje nazbyt długie oczekiwanie nowości wydawniczych. Niedawno trafiła do księgarni kolejna odsłona słynnych już perypetii Sookie Stackhose, czyli “Martwy i nieobecny”.

Nadszedł czas, aby wilkołaki i zmiennokształtni, idąc szlakiem przetartym przez wampiry, ujawniły światu swą dwoistą naturę. Reakcje są różnorakie, dla Sookie jest to sprawa bardzo ważna, w końcu jej brat to pumołak, szef zmienia się w psa, a i przyjaciół ma wśród wilkołaków. Dochodzi do tragedii i na tyłach baru “U Merlotte’a” zostają znalezione ukrzyżowane zwłoki pumołaczycy. Choć za życia denatki telepatka niespecjalnie darzyła ją sympatią, nikt nie zasługuje na taki koniec, więc postanawia użyć swoich zdolności do wykrycia mordercy. Jednak to nie koniec kłopotów, istoty starsze niż wampiry szykują się do wojny.

Z wielką chęcią wracam do Bon Temps, które, jak na amerykańskie warunki, jest raczej prowincją, ale za to bardzo lubianą przez wampiry, wilkołaki, wróżki i co tam jeszcze. Tę popularność po części (nawet sporej) zawdzięcza pannie Stackhouse, to do niej lgną nadnaturale byty. W szczególności pewien wampir z sąsiedztwa, jego szef wiking i na zmianę faceci zmieniający się w zwierzęta.

Wątek kryminalny z pumami w tle jest umiejętnie poprowadzony, w miedzyczasie jest kilka teorii, jak i motywów zbrodni. Szczególnie, iż ofiara nie była darzona powszechną sympatią i miała nieco na sumieniu. Oczywiście wszystkie spekulacje ucina główna bohaterka, a rozwiązanie tej sprawy jest zaskakujące i raczej trudne do przewidzenia.

Z każdą kolejną częścią coraz bardziej skłaniam się do stwierdzenia, że Sookie nie jest takim głuptaskiem, na jakiego wygląda, a i często zachowuje. Owszem, ma dziwne zamiłowanie do pomagania ledwo poznanym ludziom, uczy się słówek z kalendarza i czasem śmieszą jej maniery dziewczyny z południa (choć bywają urocze), jednak, kiedy sytuacja tego wymaga, nie ma skrupułów w wyborze “ja czy ktokolwiek inny”. Nie inaczej jest i tym razem. Prosi o ochronę wampiry, dostaje ją też od wilkołaków, finał jest taki, że bodyguardzi to porażka, a dziewczyna przypłaca to dużymi nieprzyjemnościami.

Nie mogłabym nie wspomnieć o mężczyznach, którzy mają swoje stałe miejsce w sercu zarówno Sookie, jak i czytelniczek. Erik w sobie tylko znany sposób po raz kolejny umiejętnie wmanewruje dziewczynę w dwuznaczną sytuację niby dla jej dobra, ale bez straty dla siebie. Jego wersja związku i okazywania uczuć jest niezwykle ujmująca, w wampirzy, a zatem odmienny sposób. Tym razem Harris pokazała nieco z przeszłości Northmana, z czasów, gdy był człowiekiem, i początków jako wampira. Bill natomiast, im dalej podąża akcja i losy bohaterów, tym bardziej staje się postacią niepożądaną. Rozumiem, że bez niego połowa rozterek sercowych telepatki nie miałaby racji bytu, ale mogła by go spotkać śmierć definitywna, na którą liczę z każdą kolejną książką.

“Martwy i nieobecny” to obowiązkowa lektura dla każdego fana serii. Lektura szybka i przyjemna, do której przekonuje się coraz szersze grono osób, ze mną włącznie. Lubię świat stworzony przez Charlaine Harris, w którym istoty nadnaturale żyją jawnie – lub nie – wśród ludzi, ale bez wielkomiejskiego rozmachu, bardziej swojsko. Z dziesiątego tomu najlepiej zapamiętam jedną z ostatnich scen i słowa, jakie Sookie wypowiada do Erika. Bardzo poruszające i prawdziwe, nieco niepasujące do niej, ale szczere i zapadające w pamięć. Pozostaje mi czekać na kolejną część, na którą, mam nadzieję, że nie przyjdzie nam czekać długo.

Dziękujemy wydawnictwu  Mag   za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 

Tytuł: Martwy i nieobecny
Autor: Charlaine Harris
Wydawca: Mag
Liczba stron: 368
Cena: 35