Złodziej dusz – recenzja II

Złodziej duszZłodziej dusz” jest pierwszą powieścią rodzimej autorki Anety Jadowskiej, więc można liczyć na coś nowego i odświeżającego. Po za tym miło przeczytać coś “naszego” wśród nalewu importowanej literatury, będącego jednocześnie na czasie w nurcie urban fantasy.

Zaczyna się od zwłok, wielkiej fanki “jedynego słusznego radia” i moherowych wyrobów. Sprawę prowadzi Teodora Wilk, prywatnie wiedźma średniego szczebla. Swój wolny czas spędza w alternatywnym Toruniu, Thornie, konkretnie w barze “Szatański Pierwiosnek”. Sielanka kończy się, gdy zostaje porwana jej przyjaciółka, okazuje się, że jest jedną z piętnastu nadnaturalnych uprowadzonych przez nieznanego sprawcę. Starszyzna wyznacza do wytropienia kidnapera właśnie główną bohaterkę. Tak przy okazji i niezgodnie z regulaminem pomogą jej niesamowicie seksowny diabeł i w niczym mu nie ustępujący anioł.

Świat w książce został wyrazie rozdzielony pomiędzy nadnaturalnych, wilkołaki, wampiry i ludzi, którzy oczywiście nie mają bladego pojęcia o czymkolwiek. Nieludzkie nacje niezbyt sobie ufają, co powoduje bardzo kiepską komunikację, a to z kolei ułatwia mordercy zadanie.
Autorka ciekawie wkomponowała akcję w realia Torunia. Nawet nigdy nie będąc w mieście, można sobie łatwo wyobrazić jak wygląda i poczuć klimat w nim panujący. Również bardzo dobrze zostało wyjaśnione, dlaczego nieludzie łakną dotyku i jak wiedźmy ładują energię.

Pierwszym wielkim plusem powieści jest główna bohaterka, co po prawdzie nieczęsto się zdarza. Słów na wiatr nie rzuca i dotrzymuje złożonych obietnic w taki czy inny sposób. Zdecydowanie nie jest zwolenniczką monogamii, permanentnie ładuje się w kłopoty, które kończą się dla niej większymi lub mniejszymi obrażeniami ciała. Lecz dla takich kuracji, jakie stosuje wiedźma, nie jedna białogłowa dałaby zrobić sobie to samo.
Drugim wielkim plusem jest rozbrajające poczucie humoru. Tego w książce nie brakuje, do tego można się pośmiać z rzeczy bardzo nam dobrze znanych, jest to wręcz taki swojski polski klimat. Pełen ironii i autokrytki naszej pierwszoplanowej postaci – Teodory.

Będąc szczerą, nie spodziewałam się po “Złodzieju dusz” tak dobrej akcji, ciekawych postaci, jeszcze raz muszę to napisać, poczucia humoru. Od początku do końca coś ciągle się działo. Jest jednak mała rzecz która zaskoczyła mnie w zakończeniu, mianowicie jak Pani Jadowska poprowadziła sprawy Dory w świecie ludzi. Nie spodziewałam się takiego finału, co przyjęłam z pewnym żalem. Daje to jednak nowe możliwości choć do pewnego stopnia (może nie całkiem) zamyka na inne. Pozostaje czekać na kolejną część, aby przekonać się, co nowego spotka trójkę przyjaciół.

Dziękujemy wydawnictwu  Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Tytuł: Złodziej Dusz
Autor: Aneta Jadowska
Wydawca: Fabryka Słów
Liczba stron: 448
Cena: 34.90