Igrzyska śmierci – recenzja

Moda na ekranizacje młodzieżowych bestsellerów trwa w najlepsze. Szlaki przetarł Harry Potter, a Zmierzch dopełnił dzieła, grzebiąc moje nadzieje na porządne kino dla młodego widza. Ja rozumiem, że zakładana niedojrzałość docelowego odbiorcy sprawia, iż można sobie pofolgować. Zbyt ambitny scenariusz może go przerosnąć i zmęczyć, ale cofanie dzieciaków w rozwoju komercyjną papką jest tym, czemu mówię stanowcze nie.

Dlatego byłam tak pełna obaw, kiedy padła szumna zapowiedź ekranizacji książki Igrzyska Śmierci – pierwszej części trylogii autorstwa Suzanne Collins – którą osobiście bardzo cenię. Choć niewątpliwie jest to dla filmu o niebo lepsza baza wyjściowa niż wspomniany wcześniej Zmierzch Meyer, to jednak widząc, jak rusza cała machina promocyjna produktu – filmowych Igrzysk – czułam niechęć, niesmak i strach. Bałam się, że twórcy zarżną tę historię, pozbawią jej, tego, co najważniejsze – czyli przesłania – i wyprodukują kolejne miałkie ledwie-kino ledwie-akcji. Na szczęście wrodzona ciekawość nie pozwoliła mi zignorować produkcji, a trailery filmu przyniosły ze sobą nadzieję na coś lepszego niż opowieść o błyszczących w słońcu wampirach.

Akcja filmu rozgrywa się w przyszłości, gdzie nie ma już Stanów Zjednoczonych Ameryki, a na ich miejscu wyrosło państwo Panem ze stolicą w Kapitolu i dwunastoma podległymi jej dystryktami. Metropolia rządzi nimi twardą ręką, co w przeszłości spowodowało bunt wśród mieszkańców ciemiężonych stref. Na mocy Traktatu o Zdradzie rząd Panem zbiera daninę od swoich poddanych. Co roku dwójka dzieci z każdego z dwunastu dystryktów – chłopak i dziewczyna w wieku od dwunastu do osiemnastu lat – jest zmuszana do wzięcia udziału w Głodowych Igrzyskach. Ma być to symbol, przestroga i kara za minione Mroczne Dni, kiedy to lud zwrócił się przeciwko Kapitolowi. Dystrykty mają obowiązek oddawać swoje potomstwo na pewną śmierć, gdyż zwycięzcą brutalnych zawodów może zostać tylko jedno dziecko – jedyne, które przeżyje krwawą rywalizację ze swoimi rówieśnikami. W tej grze możesz tylko zabijać albo sam zostać zabity.

Jedną z mieszkanek dwunastego dystryktu jest szesnastoletnia Katiniss Everdeen, która, pomimo młodego wieku, dla swojej matki i siostry stała się głową rodziny. Jak co roku także i jej nazwisko znajduje się w puli tych, które mogą zostać wylosowane do Igrzysk, jednak, jak się okazuje, to nie jest najgorsze, co może ją spotkać. Zamiast na nią, ślepy los wskazuje młodszą siostrę – Prim – którą Katniss kocha nad życie. Chcąc ją chronić, bez chwili namysłu zgłasza się do Igrzysk dobrowolnie, zajmując miejsce Prim.

Muszę przyznać, że zostałam bardzo mile zaskoczona przez reżysera i scenarzystę. Już od pierwszych minut filmu widać, że czują temat i wiedzą, co robią. Świetnie oddali klimat miejsc i specyfikę zamieszkujących je ludzi. Dodatkowo niczego nie upiększali ani nie ubarwiali – opowiedzieli historię równie trudną i ponurą, co w książkowym pierwowzorze. Nie oglądali się na utarte hollywoodzkie schematy ani nie próbowali niczego poprawiać czy przedobrzać. Konsekwentnie podążali szlakiem przetartym przez Collins. Jedyną rzeczą, którą pozwoli sobie zmienić, to pokazanie niektórych scen z perspektywy innych bohaterów, co całej produkcji wyszło na dobre. Książka składała się w dużej mierze z przemyśleń i wniosków bohaterki – to trudne do pokazania na dużym ekranie, gdyż widz nie ma wglądu w myśli Katniss. Za to może podejrzeć co się dzieje w innych miejscach, jaki wpływ jej działania mają na resztę bohaterów. Dzięki temu zabiegowi dostajemy spójną i logiczną całość, zrozumiałą zarówno dla fana książkowej wersji Igrzysk, jak i całkiem nowego odbiorcy, który po raz pierwszy odwiedza Panem.

Jednak największym i najmocniejszym atutem tego filmu jest kreacja rewelacyjnej Jennifer Lawrence, która wciela się w rolę Katniss. Aktorka daje nam dojrzałą i niezwykle intrygująca postać. Inną od dotychczas kreowanych, cichą i pragmatyczną, nastawioną na zapewnienie przetrwania sobie i swojej rodzinie. Lawence świetnie oddaje istotę bohaterki, gra całą sobą, jej mimika, gesty, sposób poruszania się – to cała Katniss. Widz jej wierzy i wraz z nią rusza na niebezpieczną wyprawę, pewien, że zagwarantuje mu niezapomniane emocje.

I skoro już mówimy o gwarantowaniu emocji widzom. Same Igrzyska w Kapitolu są traktowane jak telewizyjne show, gdzie zawodnicy – trybuci wychodzący na arenę, aby się pozabijać – mają za zadanie przede wszystkim dostarczyć odbiorcom niezapomnianych przeżyć. Im ciekawszy trybut, im więcej kontrowersji wzbudza, tym jest bardziej pożądany. Jest w tym pewna ironia, aktorzy mają za zadanie wcielić się w ludzi, którzy muszą umieć sprzedać się na ekranie, gdyż od tego w dużej mierze zależy ich być albo nie być. Oglądamy w pewnym sensie film w filmie i odtwórcy roli trybutów mają trudne zadanie – grać na dwóch poziomach: kreują postać, która również musi odgrywać kogoś innego, aby przypodobać się oglądającym. Jednak obłudne uśmiechy znikają wraz z końcem odliczania, kiedy trybuci stawiają pierwsze kroki na arenie. Dziwaczne skrzyżowanie lansu rodem z Tańca z Gwiazdami i rzezi z Battle Royale. Ale tak na dobrą sprawę – czyż nie tym właśnie jest dzisiejszy show biznes?

Film zatem z jednej strony trzyma nas w napięciu, dostarcza akcji i związanych z nią emocji. Zawodnicy szukają się w nieprzyjaznym lesie, czają się, zastawiają pułapki i tropią słabszych. Tam nikt i nigdzie nie może czuć się bezpiecznie, bo nawet jeśli uda im się oddalić od wrogich trybutów, to organizatorzy Igrzysk nie pozwolą, aby się nudzili.

Z drugiej – ten obraz to nie tylko bezmyślna sieczka. Daje nam do myślenia. Zepsuty Kapitol niepokojąco przypomina obraz dzisiejszego społeczeństwa, owszem, nieco przejaskrawiony i przerysowany, ale zdaje się, że ludzie pokroju Lady Gagi odnaleźli by tam swoje miejsce na Ziemi. Medialny szum wokół dzieci, które lada dzień będą podrzynać sobie gardła, napawa niesmakiem i odrazą, ale czy współczesne media z równym powodzeniem nie żerują na tragediach i zbrodniach? Granica okazuje się być bardzo cienka, a w widzu zaczyna rosnąć bunt przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Sprzeciw obserwujemy także na ekranie, kiedy to pragmatyczna Katniss postanawia jednak zachować swoje człowieczeństwo i na oczach całego Panem oddaje hołd zamordowanej trybutce. Okazuje się to iskrą, która wznieci pożar. Już na tym etapie widzimy, że twórcy filmu porządnie przygotowali się do kontynuowania serii i żadna scena nie jest tam przypadkowo. Ja będę czekać niecierpliwie na ciąg dalszy.

Czas trwania: 2 godz. 22 min.
Gatunek: Thriller, Akcja, Sci-Fi
Premiera: 23 marca 2012 (Polska)
Produkcja: USA
Reżyseria: Gary Ross
Scenariusz: Gary Ross, Billy Ray

 

About Kometa

W sieci znana też jako Koralina Jones. Redaktor naczelna Gavran.pl, główny administrator Forum Gavran ( http://forum.fan-dom.pl ), administruje także Thornem - oficjalną stroną Anety Jadowskiej ( http://anetajadowska.fan-dom.pl ). Współzałożycielka Grupy Fan-dom.pl . W wolnych chwilach recenzentka i blogerka.

View all posts by Kometa