Królowa Attolii – recenzja

Ci, którzy czytali opowieść o złodzieju Eugenidesie, z pewnością ucieszą się na wieść, że wyszła już druga książka o jego przygodach – „Królowa Attolii”. Trzeba przyznać, że wydawnictwo Ars Machina tempo ma niezłe i dotrzymuje słowa – jak obiecało kontynuację, to ją dostaliśmy.

Książka z pewnością ucieszy Czytelników.

Zaczyna się dość prosto – Eugenides(dawniej Gen) wypełnia swoje złodziejskie obowiązki, w tym przypadku w pałacu królowej Attolii. Ona zaś jest na niego cięta – wszak nie tak dawno (zaledwie w poprzednim tomie) wystawił ją na pośmiewisko. Przecież żadna królowa nie może na to pozwolić. Cóż więc ma zrobić z zuchwalcem, jak się zemścić? Złapać go niełatwo. A królowa musi przecież jakoś odzyskać twarz. Najprościej zrobić to z czyjąś pomocą.

Czytałam o tym, czytałam i oczy otwierały mi się ze zdumienia, ponieważ już po kilku kartkach zadawałam pytanie – jak to? Co ta autorka znowu wymyśliła? W pewnym momencie byłam nawet tak wściekła (na autorkę i jej pomysły), że miałam ochotę rzucić czymś ciężkim. Bo jak można aż tak deprymować czytelnika, jak można tak zaskakująco postępować z Eugenidesem, skazywać go na takie przeżycia? Dobrze, że udało mi się opanować i skończyć książkę.

I właściwie na tym powinnam zakończyć rozważania na jej temat, gdyż zaczęłabym spoilerować, a bardzo mnie to korci. Tym bardziej, że akcja rozwija się ze strony na stronę, przenosząc Czytelnika wraz z bohaterami w różne miejsca, odsłaniając mu kulisy ich działania. Na dodatek autorka wprowadza nowe postacie, opisując ich miejsce w świecie, w którym nie brak zatargów, intryg, wojen. Czyli wcale nie jest różowo. Poza tym do świata tego coraz bardziej wtrącają się bogowie.

Jak na tym tle wyglądają bohaterowie? Autorka bardzo rozwinęła ich postacie. Więcej jest o ich przemyśleniach, uczuciach, nie są pustymi lalkami, tylko konkretnymi, realnymi wręcz osobami, z całą masa problemów, z targającymi nimi rozterkami. Czyli, tak jak to jest z każdym człowiekiem.

Sama akcja też jest bardziej poważna. Och, oczywiście, jest to dalej przygodowa fantasy, lecz tym razem bardziej rozwinięta, głębsza. To już nie jest tylko opowieść o losach Królewskiego Złodzieja, chociaż dalej gra on pierwsze skrzypce. Teraz to opowieść o pewnym świecie, na którym przyszło mu żyć. Żeby być bardziej ścisłym – to opowieść o losach ludzi ze świata naszego Eugenidesa.

I niczego to książce nie odbiera, wręcz przeciwnie – poprawia jej jakość.

Dodatkowo – Czytelnik może zostać zaskoczony, ponieważ autorka, Megan Whalen Turner, zmieniła sposób narracji. W pierwszym tomie była to narracja pierwszoosobowa, przedstawiana z punktu widzenia tytułowego Złodzieja. W drugim już ona nie występuje, a została zastąpiona narracją trzecioosobową. Czy ten zabieg wyszedł książce na dobre? Myślę, że tak, ponieważ z racji tego, że akcja dzieje się w różnych miejscach naraz, narracja pierwszoosobowa po prostu by się w tym przypadku nie sprawdziła.

Natomiast w obecnej formie książkę przeczytałam jednym tchem, bo czyta się ją łatwo, wręcz prześlizgując się po kartach, by nagle zadać pytanie: to już koniec?

Mam nadzieję, że nie – o przygodach Eugenidesa powstały podobno cztery tomy. Chciałabym poznać je wszystkie, ponieważ to naprawdę dobra seria. Liczę więc na Wydawnictwo Ars Machina.

tytuł: Królowa Attolii

cykl: Złodziej królowej

tom: 2

autor: Megan Whalen Turner

wydawnictwo: Ars Machina

 

 

Za egzemplarz do recenzji dziekuję wydawnictwu Ars Machina