Sztejer III: Dajcie mi głowę zdrajcy! – recenzja

Moja historia zapoznawania się z prozą Roberta Forysia jest długa, zagmatwana i pełna dramatycznych wyborów. Do osławionego Sztejera spod pióra tego autora przymierzałam się jakieś piętnaście razy od dnia premiery pierwszej części i zawsze jakaś podła przeciwność losu uniemożliwiała mi lekturę. Złą passę udało mi się przełamać ledwie przed dwoma tygodniami. Z pomocą mego wychudzonego, ale jeszcze dyspozycyjnego portfela, weszłam w posiadanie Sztejera pierwszego. To jednak nie położyło kresu problemom z czytaniem, bo jak na złość rozpruł mi się worek z egzemplarzami recenzenckimi od wydawców i wszystkie były do przeczytania “na już”, a niektóre nawet i “na wczoraj”. W całym tym recenzenckim ferworze trafił do mnie i przedpremierowy egzemplarz Sztejera trzeciego. Biorąc pod uwagę małą ilość czasu i górę książek do przeczytania, stanęłam przed trudnym wyborem co czytać najpierw. Jeśli Sztejera, to wypadałby znać poprzednie odsłony. Ale żeby przeczytać jedynkę znów muszę stracić na to trochę cennego czasu. Do dwójki, aż do wypłaty, dostęp miałam odcięty. A trójka domagała się recenzji. I to grubo przed moją wypłatą.

Domyślam się, że rozterki mało gospodarnej recenzentki niewiele was zajmują, jednak cały ten galimatias ma duży wpływ na dalszy przebieg poniższej oceny. Ze zgrzytem zębów i ze szkodą dla mojego poczucia obowiązku, byłam zmuszona pominąć lekturę dwójki, zadowolić się jedynką w charakterze materiału porównawczego i wreszcie dobić do trójki. Jako osoba dzieląca się z Wami swoimi wrażeniami, posiadam obraz niepełny i ten fakt nadweręża moje sumienie. No bo jakże mogę wystawić rzetelną opinię, nie znając całości?

To tyle tytułem przydługiego wstępu. Porzucając moje czytelnicze dylematy i przechodząc do sedna, to napisać muszę, że mimo ciężkiej zgryzoty jaką miałam z tym tytułem, jestem bardzo zadowolona. Tak naprawdę to historia jest dosyć wtórna, schemat znany, fabularnie też nie poraża, ale akurat w wypadku Sztejera to nie ma aż tak dużego znaczenia. Długo się zastanawiałam w czym tkwi sekret autora, jak on to robi, że opowiadając coś, co już było tyle razy opowiadane, potrafi mnie przykuć do tekstu kajdanami zafascynowania. I wreszcie mnie olśniło. Foryś bardzo sprytnie wybiera tylko to, co najlepsze, zgrabnie łącząc w nowe, zaskakujące kombinacje, okraszone świetną akcją i narracją.

  “Mówiono później, że nadszedłem do miasta od północy, prowadząc za uzdę siwą klacz, uzbrojony w dwa miecze skrzyżowane na plecach.
Jeden z moich ulubionych Ojców zwykł mówić o ludzkim gadaniu, że rzadko jest w nim prawda, częściej zaś półprawda i gówno prawda.
I z tą klaczą to akurat gówno prawda.”

Sztejer – Pioun, Robert Foryś 

 W pierwszej części cyklu poznajemy Vincenta Sztejera jako najemnika, który za srebro podejmie się każdej brudnej roboty. Zwykle zabija potwory czające się w obejściach, ale różnie to bywa, bo bohater nie ma w zwyczaju odmawiać, kiedy ktoś chce mu zapłacić. Przemierzamy więc wraz z nim świat wzdłuż i wszerz, szukając zadymy, w którą nasz drogi protagonista niemal zawsze pakuje się… przypadkiem. I niemal zawsze wychodzi niej cudem i to ledwo żywy. Nie wiem jak było w drugiej części, ale w trzeciej autor nie odchodzi od tego przebiegu zdarzeń. Nie odczułam też w ogóle tego, że pominęłam jedną książkę, przygody Sztejera są czytelnikowi podawane w formie zamkniętych opowiadań – najemnik rozpoczyna jakieś zadanie, a kiedy je kończy, to kończy je definitywnie. Zwykle pozostawiając na szlaku za sobą górę trupów.

Pod pewnymi względami to plus, ale w szerszej perspektywie pozostaje niedosyt. Opowiadania są wciągające, akcja jest wartka, bohater albo morduje, albo knuje, albo chędoży, lecz bezczynnością się nie hańbi. Jednak sen z powiek spędza mi fakt, że temu wszystkiemu brakuje celu. Jakiegoś motywu przewodniego, większej, szerszej intrygi. Akcją tych książek rządzi przypadek, to, gdzie ślepy los ciśnie bohaterem, gdzie go nogi poniosą. A przecież mamy do czynienia z postacią barwną, o bogatej i dramatycznej przeszłości, a nie mogę się oprzeć wrażeniu, że czytamy o najnudniejszym okresie jego życia. To nie tak, że uważam formę opowiadań za złą, czy że te konkretne opowiadania uważam za złe. Po prostu dobija mnie fakt, że przy tak krwistej i ciekawej postaci dostajemy TYLKO opowiadania. Sztejer ma tak wielki potencjał na coś większego, że grzechem jest go nie wykorzystywać.

Wracając jednak do trzeciej książki z serii. Od jedynki jest nieporównanie lepsza, autor kreśli akcję z większym rozmachem i zdecydowaniem, ale także jakby z lepszym planem. Sztejer już się nie włóczy bez sensu, a najmuje się do bardzo konkretnych zadań, których przebieg mnie pochłonął bez reszty. I znowu – na akcję nie można narzekać, trup ściele się gęsto, potworna zaraza zapędza naszego bohatera w kozi róg, stosy płoną, a na zakończenie dostajemy przyzwoitą jatkę. Krew się leje, grabią i gwałcą, a Sztejer siedzi w samym środku tego gówna. Oczywiście, gdy tylko się z niego wyplącze, ładuje się w następne, lecz tym razem w perspektywie ma coś więcej niż srebro. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, może uda mu się zdobyć zawieszenie wiszącego mu nad głową klasztornego wyroku. Jednak, jak zwykle, nic nie idzie dobrze. Chociaż znowu książka wyraźnie dzieli się na dwie części, powiązanie jedynie osobą głównego bohatera, to tym razem zakończenie jednej z nich pozwala nam sądzić, że w kolejnych odsłonach serii zacznie się dziać coś, co wreszcie sprawi, że fabuła zatoczy koło. Znaki na niebie i ziemi wskazują, że Sztejerowi przyjdzie w końcu uporządkować swoje zatargi z przeszłości. Niezależnie czy tego chce, czy nie.

Ta seria ma dwa bardzo mocne atuty, które sprawiają, że widzę w niej następcę takich sławnych cyklów jak inkwizytorski czy nawet wiedźmiński.

O pierwszym już wspominałam – to bohater, Vincent Sztejer. Jest właśnie jakby skrzyżowaniem Geralta i Mordimera, choć ci dwaj mogliby się od niego uczyć jak być prawdziwym sukinsynem. To co mnie najbardziej uderzyło, w tej postaci, to fakt, że to autentyczny, samotny wilk. Vincent nie ma przyjaciół, rodziny, ani ukochanej kobiety. W ogóle, wcale, nikogo. Ani jednej przyjaznej duszy. Owszem trafiają mu się sojusznicy i kochanki (te to nawet bardzo często), ale to wszystko są osoby towarzyszące mu przejściowo, przez chwilę i bohater szybko o nich zapomina. W ostatecznym rozrachunku zawsze jest sam. Co ciekawsze, mimo to nie ma on tendencji do użalania się nad sobą jaki jest samotny i jak to nie ma swojego miejsca na ziemi. O nie moi Drodzy, to nie jest typ co się ze sobą cacka, przeciwnie, jest z tego stanu rzeczy bardzo zadowolony i zdaje się naprawdę lubić swój tułaczy tryb życia. Nie jęczy o trudach egzystencji, otrzepuje prochowiec, wyciera miecz z krwi, ładuje obrzyna i rusza dalej. Facet jest nie do zdarcia i na dobrą sprawę nie ma nic do stracenia, jeśli nie liczyć srebra i życia, ale że o te potrafi zadbać, już nie raz pokazał. Co ciekawe – jest w tym wiarygodny i co jeszcze dziwniejsze – nie da się go nie lubić. Choć to egoista, szowinista i prawdziwy dupek. Ot, takie dziwo.

Drugim atutem, za sprawą którego wróżę serii sukcesy, to uniwersum. To znowu jest coś, co znamy, jednak naprawdę ciekawie pokazane. Postapokalipsę bardzo sobie cenię i zwyczajnie lubię, właściwie bez żadnego wyraźnego powodu. Świat wykreowany przez Forysia w Sztejerze, wedle przesłanek zawartych w tekście, to nasz świat przyszłości, którym musiała wstrząsnąć potężna wojna nuklearna. Zniszczenia i skażenie były tak duże, że ludzie w dużej mierze zdziczeli, wiele gatunków zmutowało, a ci, co ocaleli i postanowili zachować człowieczeństwo, cywilizacyjnie cofnęli się niemal do średniowiecza. Nowe religie i kulty wyrosły niczym grzyby po deszczu, jednak największym i najsilniejszym wciąż było chrześcijaństwo. Choć może właściwie powinnam napisać: neochrześcijaństwo, gdzie obowiązuje głównie kult Maryjny. Tak czy inaczej na Międzyrzeczu, ojczyźnie Sztejera, to kler ma najwięcej do powiedzenia, a porządek utrzymuje z pomocą Czarnej Gwardii Zaprzysiężonych Braci.
Świat po Zagładzie jest odkrywany przez ludzi na nowo i ma wiele białych plam. Głównie w postaci Wyklętych Miast, skażonych pozostałości po poprzedniej cywilizacji, które są siedliskiem mutantów i nikt przy zdrowych zmysłach się tam nie zapuszcza. Z resztą ci o niezdrowych też się nie kwapią do zwiedzania. Mnie to uniwersum bardzo przypadło do gustu i szczerze wierzę, że ma potencjał aby wycisnąć z niego więcej. Poza tym tak jak CD Projekt przerobił Wiedźmina na grę o wspaniałym uniwersum, tak świat Sztejera bardzo chętnie zobaczyłabym w takiej samej postaci. Oj grałabym w takiego RPGa, długo i namiętnie.

Podsumowując: mamy ciekawego i konkretnego bohatera, mocne, mroczne i niezgłębione jeszcze uniwersum, wartką oraz krwawą akcję i, jedyne czego mi tu brak, to fabularnego celu na miarę wspomnianych składników. Wierzę jednak, że autor nie zawiedzie moich oczekiwań i w kolejnych odsłonach Sztejera da Czytelnikom wreszcie intrygę nakreśloną z właściwym rozmachem. Ponadto na plus książki przemawia narracja i, pomimo że jest pierwszoosobowa, to jest niezwykle płynna i bardzo łatwo przychodzi nam poddać się opowieści Sztejera. Jednak nie polecam tytułu każdemu. Target tej książki jest bardzo jasno wskazany i jak znam moją własną płeć, to na tym padole znajdzie się niewiele kobiet, którym książka by się spodobała. To bardzo męska proza, bez romantyzmu, bez sentymentów. Jest ostro i brutalnie, a kobiety są tam sprowadzone do poziomu obiektów seksualnych. Także drogie panie – dajcie sobie na wstrzymanie, bo zamiast dobrej zabawy, książka może wam dostarczyć wiele świętego oburzenia. :)

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów.  

Tytuł: Sztejer III: Dajcie mi głowę zdrajcy!
Cykl: Sztejer
Tom: 3
Autor: Robert Foryś
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 13 lipca 2012
Oprawa: miękka
Wymiary: 125 x 195mm

 

About Kometa

W sieci znana też jako Koralina Jones. Redaktor naczelna Gavran.pl, główny administrator Forum Gavran ( http://forum.fan-dom.pl ), administruje także Thornem - oficjalną stroną Anety Jadowskiej ( http://anetajadowska.fan-dom.pl ). Współzałożycielka Grupy Fan-dom.pl . W wolnych chwilach recenzentka i blogerka.

View all posts by Kometa