Zmiennoskóra – recenzja

W mojej historii Czytelnika, urban fantasy pełni znaczącą rolę. Pewien cykl z tego gatunku przyczynił się do poznania przeze mnie wielu niesamowitych ludzi i przede wszystkim dostarczył mi niesamowitej rozrywki oraz przyjemności podczas lektury. Nic więc dziwnego, że na hasło urban fantasy, odnośnie nieznanej mi wcześniej książki, zrywam się na równe nogi i węszę, jakby tu ową powieść w łapki dostać.

Zaś od Zmiennoskórej autorstwa Faith Hunter czuć było tymże nurtem na kilometr. Obiecująca notka od wydawcy, młoda kobieta z miną zbliż się, to połamię ci nogi oraz, oczywiście, boski motocykl na okładce – wszystko to, skumulowawszy się, kazało oczekiwać mi czegoś naprawdę dobrego. Ale czy takowe było?

Jane Yellowrock zarabia na życie, wypełniając zlecenia. Te zazwyczaj dotyczą zabicia kogoś; a może czegoś? Na przykład, takiego szurniętego wampa-psychola trudno uznać za osobę. Ale nie ma czasu na moralne rozterki, kiedy sprawa idzie o pieniądze, no i życie – rzecz jasna. Zwłaszcza, że na horyzoncie pojawia się kolejny klient, gotowy wiele zapłacić za złapanie lub zabicie krwiopijcy-degenerata, swym szaleństwem burzącego spokój miasta. Jane co prawda trudno uwierzyć w cywilizowane wampiry, jakimi podobno są nieśmiertelni mieszkańcy Nowego Orleanu, ale woli pracować dla wiecznej burdelmamy niż nie mieć na paliwo do swojego ukochanego motocykla. Szczególnie, że robota wydaje się prosta – z umiejętnościami, jakie posiada, Jane nie powinna mieć problemu z wytropieniem delikwenta, ci zwykle są dość przewidywalni. Jednakże okazuje się, że sytuacja jest przeciwna – zwariowany wamp najwyraźniej zachował zdolność do trzeźwego myślenia i logicznego planowania, a coś mrocznego i dzikiego wewnątrz dziewczyny, jej brudny sekret, twierdzi, że to nie krwiopijca, a coś dużo, dużo gorszego.

A jak tu w obliczu takich kłopotów mieć jeszcze siłę dzwonić codziennie do wyjątkowo roztrzepanej czarownicy i przypominać jej, żeby wyłączyła żelazko?

Poznając Jane, trudno odmówić jej pewnego podobieństwa do bohaterek z kilku innych serii tego gatunku. Indianka nieznanego pochodzenia, zdecydowana z wszelką cenę nie ujawniać swej drugiej, dzikiej natury, której to obawiają się wampiry, choć nie potrafią rozgryźć, czym ta dziewczyna jest. Pyskata i inteligentna, świetna w walce i konwersacji, szybka i zabójcza, budzi obawę nie tylko w nieśmiertelnych, lecz nie jest idealną wojowniczką i tropicielką – znajdą się lepsi od niej, zaś z wytropieniem i ustaleniem tożsamości degenerata miała spore problemy. Poza tym na drodze stoi jej wspomniana druga natura – niezależna Bestia, kapryśna, obojętna na sprawy Jane, zawistna, mściwa i, choć nie można odmówić jej pewnego rodzaju opiekuńczości w stosunku do dziewczyny, rzadko kiedy chętnie pomagająca (co w obliczu późniejszych wyjaśnień jej pochodzenia nie jest niczym zaskakującym). Nic dziwnego, że natychmiast polubiłam je obie – kobietę za bycie twardą, niezależną babką, a bestię za jej… bestialską… osobowość.

Spodobała mi się również idea dwóch przeciwnych bytów dzielących jedno ciało, próbujących żyć w, cytuję, „niezdarnej harmonii”. Jedna nie pojmuje drugiej, obie chcą mieć całkowitą kontrolę i tylko rozsądek (?) powstrzymuje je przed walką (gdybym miała stawiać… Jane by przegrała). Już wcześniej spotykałam się w literaturze fantastycznej z występowaniem bestii w człowieku (w przypadku zmiennokształtnych i wszelakich łaków), ale ich cele i motywacje były raczej zbieżne, choć w przypadku zwierzęcej strony bardzo uproszczone. Natomiast Jane i Bestia się ze sobą ścierają, nie są jednością – przypominały mi raczej dwie koleżanki, niezbyt za sobą przepadające, które zmuszono do współpracy. Nie kłócą się tylko dlatego, że to zmniejszy ich efektywność i potencjalne szanse na zabłyśnięcie przed szefem dobrze wykonaną robotą. Ciekawe przedstawienie, inne od reszty. Zresztą, Faith Hunter potraktowała w podobny sposób nie tylko tę kwestię – większość opisanych spraw i wydarzeń zostało przedstawionych pod interesującym kątem, tak, jak lubię. Po prostu – inaczej, poprzez pryzmat myślenia Jane, a nie suche, choć barwne słowa.

Natomiast fabuła nie urzekła mnie jakoś specjalnie, aczkolwiek nie nużyła ani nie dłużyła się. Nie mamy do czynienia z zagadką kryminalną wszech czasów, w istocie odniosłam wrażenie, że istotniejszymi od śledztwa są pojawiające się fakty o pochodzeniu Jane – ona bowiem na ma pojęcia, kim, czym jest i w obliczu nowych wiadomości poświęca się raczej ich rozgryzieniu niż sprawy kłopotliwego wampa. Akcja raz pędzi na złamanie karku, innym razem dostojnie, spokojnie kroczy, by wreszcie niemal się zatrzymać, a potem znów zrywa się do biegu. Dzięki takiemu zabiegowi czułam, że Jane mimo wszystko jest zwyczajnym człowiekiem – po morderczej gonitwie w postaci przerażającego zwierzęcia następnego dnia idzie na zakupy i jak każda kobieta ślini się na widok pięknych ubrań. Jednakowoż, powracając do głównego tematu – zakończenie mnie zaskoczyło. Kryminały, jakie czytuję, przyzwyczaiły mnie tego, iż mordercą zwykle jest osoba, po której nikt się tego nie spodziewa – zatem może ona swobodnie kontaktować się z prowadzącym śledztwo – zaś w tej powieści degeneratem okazał się ktoś, kto pojawił się na scenie tylko raz, na bardzo krótki czas. Pojawił się i znikł, niemal natychmiast opuszczając moją pamięć i zostawiając mgliste pojęcie, że tak, tak, była taka postać. Tu autorce należy się zdecydowanie plus. Także dlatego, iż takie właśnie zakończenie (plus epilog) stwarza wiele możliwości i już drżę z niecierpliwości, co będzie dalej.

Mówiąc krócej, polecam tę książkę zarówno koneserom urban fantasy i tym, którzy dopiero oswajają się z tym gatunkiem. Zmiennoskóra to bardzo dobra powieść i mam przeczucie, że później będzie już tylko lepiej.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów.

Tytuł: Zmiennoskóra
Tom: 1
Autor: Faith Hunter
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 8 czerwca 2012
Liczba stron: 480
Oprawa: miękka
Wymiary: 125 x 205 mm
Cena: 39,90 zł

 

About destrakszyn

Entuzjastka psujostwa wszelakiego, namiętnie wczytująca się w fantastykę gatunku przeróżnego i obsesyjnie gromadząca nowe książki na półkach.

View all posts by destrakszyn