Piątkowe spowiedzi Gavrana cz. 2

Books-1-icon

Minął tydzień, tak więc przyszedł czas na drugie pytanie z cyklu “Piątkowych Spowiedzi Gavrana”. Choć nasi redaktorzy mieli sporo kłopotów przy wskazaniu ulubionej książki, to przy wytypowaniu powieści, która ich zdaniem jest totalnym dnem, nie mieli żadnych problemów!

Dziś przyszedł czas na “Książkę, którą lubisz najmniej”, tak więc strzeż się Czytelniku przed poniżej wymienionymi pozycjami! Unikaj ich jak owsianki i szparagów! (tudzież kaparów, ale zapewne rozumiecie intencję? :)) Drżyj na samą myśl o sięgnięciu po którąkolwiek z tych powieści, uciekaj do schronu, chowając się przed wypisanymi w nich literkami! Jeśli już przeczytasz jedną z tych książek, to wiedz, że na swoją własną odpowiedzialność, albowiem próbowaliśmy Cię przekonać!

Pytanie 2 – Książka, którą lubisz najmniej.

SOPHIE: Jest ich dość sporo i są to książki charakteryzujące się błahą, przewidywalną akcją lub przygłupimi bohaterami. Taką pozycją jest “Szeptem” Becci Fitzpatrick. Jest to połączenie najmniej oryginalnych motywów, a postacie są tu tak niewyobrażalnie, delikatnie mówiąc, nieinteligentne, naiwne i puste jak, zdaje się, jeszcze nigdy nie widziałam. Czytałam ją już jakiś czas temu, lecz dalej pamiętam silne uczucie irytacji towarzyszące mi przy lekturze niemal nieustannie. Cudem jest, iż dobrnęłam do ostatniej strony.

OKSA: Mam podobnie jak Sophie, ponieważ do tej pory przeczytałam mnóstwo gniotów i każdy z nich mógłby pretendować do miana tego najgorszego. Umówmy się jednak, że moim wyborem nie jest ta najgorsza (choć wskazanie powyższego “Szeptem” kusi :), ale najbardziej przeze mnie nielubiana – o to przecież chodzi, prawda? Zdecydowanie, bez skrupułów, wskazuję na “Dziewiątego maga” A. R. Reystone. Nie wiem, w jaki sposób autorce udało się zawrzeć w tej powieści wszystkie te elementy, przed którymi wzdragam się w powieściach, ale, o losie, udało się. Brak konsekwencji w kreacji bohaterów, kiepsko opisywany i równie kiepsko wykreowany świat, denne dialogi i antypatyczna, wszechmocna, wszechuzdolniona, pyskata “heroina”. Nie lubię tej książki najbardziej, ponieważ kupując ją byłam wręcz przekonana, że będzie przyzwoita i mi się spodoba. Zawiodła mnie najmocniej ze wszystkich, bo nie mogę jej nazwać nawet fajnie napisanym czytadłem na odprężenie.

KOMETA: “Martwy aż do Zmroku” pióra Charlaine Harris. I to nie dlatego, że to najgorsza książka, jaką czytałam (choć niewiele jej brakuje), ale to książka, która mnie najbardziej rozczarowała i za to jej wprost nienawidzę. Lubię Harris, jej serie o Harper Connelly, czy Lily Bard to moje ulubione czytadła, naprawdę bardzo je sobie cenię. Podobnych emocji oczekiwałam od Martwego. Tymczasem ta powieść okazała się być cholernie zła i przeboleć tego po dziś dzień nie mogę. Naprawdę ubodło mnie to i zdruzgotało, bo byłam poważnie napalona na ten tytuł. Bolało jeszcze bardziej, bo wiem, że autorka potrafi napisać dobrą i trzymającą się kupy historię. Boli do dzisiaj, bo seria o Sookie jest najpopularniejszą ze wszystkich tworów tej autorki, podczas gdy w ogóle na to nie zasługuje – ta kobieta ma na koncie tyle O NIEBO lepszych tytułów. Dlaczego to? Charlaine why?
– FOR MONEY!

BLAIR: Oj korci mnie, korci, żeby odpowiedzieć jak przedmówczyni, ale nie! Znalazłam gorszą powieść. Jest to książka pt. “Mrok” autorstwa Lisy Jane Smith. Właśnie ta pozycja tak mnie “zachwyciła”, iż postanowiłam, że więcej po jakąkolwiek książkę tej pani nie sięgnę, a moja przygoda z “Pamiętnikami wampirów”, w wersji papierowej, na tej części się zakończy. Autorka ta dosłownie leje na głowę czytelnika wiadro absurdalnych wątków i wydarzeń, cały czas, w nieskończoność, odkładając moment, w którym wreszcie odpowie czytelnikowi na tak absorbujące i iście interesujące pytanie: Z kim Elena w końcu będzie? Serce mi się kraje, kiedy słyszę, że ktoś wychwala takie książki pod niebiosa. Są to powieści płytkie i denne. Nie tylko nie niosą za sobą żadnych przesłanek, ale jeszcze obniżają poziom innym, całkiem wartościowym pozycjom. Druga strona medalu, że serial na podstawie tego cyklu oglądam i naprawdę mi się podoba. Uważam, że zarówno reżyser, jak i scenarzysta są geniuszami!

DESTRAKSZYN: W tym temacie mogłabym wytypować kilka pozycji, ale spośród tej gromady szmir, jakie – o ja nieszczęsna! – miałam okazję czytać, jest jedna jedyna, której szczerze nie znoszę. Książka o tytule nazywającej zachód słońca jednym słowem. Tak, chodzi o „Zmierzch” Staphanie Meyer. Dlaczego? Przede wszystkim za to, że parę dobrych lat temu cały cykl radośnie kupiłam, zafascynowana tą historią i postaciami, a po późniejszym powrocie doń okazało się, że ta seria… Cóż… Powieści (ha!) nielogiczne, pozbawione sensu, denne, sztuczne, płytkie, zupełnie nierealne, w mej osobistej skali oscylujące na poziomie z wieloma cyframi i pięknym minusem przedeń. Rozczarowanie niemal mnie zabiło.

KARA663: Bądźmy ze sobą szczerzy, da się odpowiedzieć na takie pytanie? O ile możemy stwierdzić, którą książkę najlepiej wspominamy, jak wytypować najgorszą? Przecież co jak co, ale w narzekaniu jesteśmy mistrzami ;-) Żeby się nie powtarzać, wytypuję “Ever” Alyson Noel. Nic mnie nie urzekło w tej książce. Akcja była przewidywalna, a bohaterowie tak prości i nierealni, że wzbudzali we mnie tylko irytację. Sam pomysł by wykorzystać postać, która może wszystkiego dokonać tylko jedną myślą, jest śmieszna. To zaledwie kropla w morzu, jednak pierwsza, która przyszła mi na myśl.

CZAROWNICA: To jest naprawdę trudne pytanie. Ciężko się zdecydować, tym bardziej, że większość książek, które czytam, lubię. Ale ostatnio najbardziej nie podoba mi się “Akademia wampirów” Richelle Mead. Nie przemawia do mnie, uważam, że jest to po prostu nie do czytania. A zazwyczaj nawet to, co inni uważają za chłam – ja czytam i nie narzekam.

WEREWOLF: Książką, którą lubię najmniej, i która zraziła mnie do autora jest “Wampir z M-3” Andrzeja Pilipuka. O ile po przeczytaniu wcześniejszych jego pozycji, mimo zgrzytów, dawałam temu autorowi jeszcze szansę, tak po lekturze “Wampira” poszedł w odstawkę. Jest to słabiuteńki zbiorek niedopracowanych opowiadanek, które nie śmieszą, a raczej żenują. I nie chodzi tu o epokę w jakiej są osadzone, ta mi nie przeszkadza, gdyż, prócz przyjścia na świat w tych czasach, jestem zwierz wychowany na komediach Stanisława Barei. Najzwyczajniej w świecie “Wampir” nie wywołał we mnie żadnych pozytywnych emocji, żadnego uśmiechu, nie pozostawił po sobie nic prócz myśli, iż czas przeznaczony na przeczytanie mogłam spożytkować na coś znacznie ciekawszego.

ILIR: Tym, co napiszę, mógłbym wywołać falę dyskusji wszystkich fanów – no, prawie wszystkich, autora powieści o Kłamcy, Jakuba Ćwieka. A rozczarowałem się bardzo ostatnim tomem, “Kłamcą 4. Kill’em all”. Wszystko w tej części było nie tak jak w poprzednich, a największą porażką jest Loki. Zupełnie inna postać, inne dialogi i dziwne zachowanie, nie wspominając o okropnym zakończeniu, które zupełnie nie wniosło nic w powieść. Można by rzec, że się wściekłem po przeczytaniu Kłamcy.

WIEDŹMA Z BAGNA: Nie mam pojęcia. Zazwyczaj moje emocje są dość żywiołowe, ale na szczęście (również dla osobników zmuszonych ze mną koegzystować) te negatywne szybko się wypalają. Przeczytałam w życiu całą masę chłamu – niestety, ale żeby coś mnie szczególnie zmierziło… “Zmierzch” – zdecydowanie by tu pasował, za brak logiki i poprawności językowej oraz okrutną nieporadność warsztatu, ale to już destrakszyn omówiła. Albo nie, mam inny typ – “Wampir z przypadku” Ksenii Basztowej – jak dla mnie napisany faktycznie z przypadku.

Wystarczająco ostrzeżeni?

Zapraszamy do lektury piątkowych wynurzeń w następnym tygodniu ;-)