Piątkowe spowiedzi Gavrana cz. 3

Books-1-icon

Dziś jest piątek, więc czas na spowiedź! Zdziwieni? Nasi redaktorzy w ogóle. Pomimo tego, że tym razem za zadanie mieli wymienić tytuły książek, które kompletnie ich zaskoczyły. Przy ogromnym wysiłku umysłowym, specjalnie dla Was, szukali w swoich mentalnych biblioteczkach pozycji szokująco dołujących, zaskakująco wciągających, albo też będących przyjemną niespodzianką.

Chociaż odpowiedzi zawierają porządną dawkę argumentów, to i tak czytać możecie spokojnie – unikamy wszelkich spoilerów. Niektórzy w swych opiniach książki polecają, inni stanowczo odradzają. Jedno jest pewne – każda pozycja należycie i kompletnie zaskakuje.

To lecimy;-)

Pytanie 3 – Książka, która Cię kompletnie zaskoczyła.

OKSA: Pożyczyłam kiedyś koleżance “Wyspę skazańców” Dennisa Lehana, a ona po kilku dniach napisała do mnie późnym wieczorem smsa z podziękowaniami za wspaniałą przygodę. I skąd to zdziwienie? Przecież mówiłam jej, że jest niesamowita :) Ma być o zaskoczeniu, więc pominę bardzo sugestywnie wytworzoną przez autora duszną atmosferę na wyspie z wariatkowem oraz świetną fabułę. Końcowe wydarzenia zaskoczyły mnie, wybałuszyły mi gały na wierzch, zmusiły do wzięcia głębokiego oddechu i zrobienia sobie przerwy przed kolejną lekturą.

KOMETA: Może to zabrzmi dziwnie, ale “Harry Potter i Zakon Feniksa”. Na Harry’ego Pottera nawróciłam się dosyć późno, kiedy wychodziła szósta książka z serii. Puszczali wtedy film – Komnata Tajemnic – spodobał mi się, więc szybko zaczęłam nadrabiać zaległości z wersji papierowej, aby do szóstej części zasiąść już otrzaskana z uniwersum. Czytałam je jednym ciągiem, z większymi lub mniejszymi emocjami, ale to Zakon Feniksa wyrył mi się w pamięci, bo to była pierwsza książka w moim życiu, nad którą płakałam w głos i nie mogłam się uspokoić. Sama byłam zaszokowana swoim zachowaniem, ale przysięgam Wam, że niczego nie koloryzuję. Zaskoczenie było tym większe, bo tak na dobrą sprawę wcale nie lubiłam postaci, która wyzionęła ducha. Że nie wspomnę o tym, że mnie naprawdę ciężko doprowadzić do łez. Także byłam kompletnie zdezorientowana i faktycznie muszę tu przyznać, że ta książka mnie zaskoczyła. Myślę, że dostałam takiej histerii dlatego, że autorka mnie podeszła, nie spodziewałam się tej śmierci. Wszystko miało być dobrze, Harry miał być szczęśliwy, a tu ciach! Guzik z pętelką! Szok, po prostu szok. Kto robi takie rzeczy w książce dla dzieciaków? To było naprawdę wredne. Co ciekawe w kolejnych tomach, kolejne śmierci już mnie w ogóle nie ruszały. Choć teoretycznie ginęły postacie dużo istotniejsze i sympatyczniejsze, ba! Zginęła jedna z moich ulubionych. I nic. Zero reakcji. Także Zakon Feniksa – to była ta książka, która mnie zaskoczyła – na wiele różnych sposobów.

DESTRAKSZYN: Zaskoczyła, oj, zaskoczyła – niestety, negatywnie. Tą pozycją była „Złota orchidea” Amandy Quick. Jako młode i niewinne jeszcze dziewczę, szperając po bibliotecznych półkach, przypadkiem trafiłam do działu „dla dorosłych” i czytając opisy z tylnych okładek znalazłam coś, co mnie zaciekawiło – adept czarnej magii, specjalne zdolności? Fajnie! Tak, tak… Okazało się, że książka niewiele ma wspólnego z opisem od wydawcy, magii nie było, czarnej tym bardziej, ino kretyńskie sztuczki i szalone umysły, okraszone umizgami pary głównych bohaterów. Powieść nudna i wtórna, co naprawdę bardzo mnie zdziwiło – opis był przecież taki obiecujący… Od tamtego czasu nie ufam temu, co wydawcy wypisują z tyłu, tfu, zgiń, przepadnij, siło nieczysta!

KARA663: “Wielki Mistrz” Trudi Canavan. Cała trylogia zaskakiwała mnie na każdym kroku, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Cały czas odkrywałam coś nowego o bohaterach, którzy zostali znakomicie skonstruowani. Zachwyciła mnie również świetnie rozbudowana fabuła, akcja, przy której nie dało się nudzić oraz przedstawienie stosunków między ludźmi z różnych warstw społecznych. Mimo wszystko największym szokiem było dla mnie zakończenie powieści. Kto czytał, ten na pewno wie, o co mi chodzi. Nie mam nic przeciwko nieszczęśliwym zakończeniom, jednak sądzę, że tu autorka zdecydowanie przesadziła. Zraziła mnie tym do siebie (i na pewno nie tylko mnie) do tego stopnia, że nie tykam żadnej książki z jej nazwiskiem na okładce, nieważne, jak bardzo są polecane.

SOPHIE: Kara, nie tylko Ciebie zaskoczyła wiadoma sytuacja z Trylogii Czarnego Maga – pamiętam, że byłam dość znacznie zszokowana, ponieważ zwyczajnie się tego nie spodziewałam. Wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczyły, że wszystko będzie dobrze. A tu, o, klops. Nie wybiorę jednak tej właśnie książki, ponieważ jest inna, która jeszcze bardziej mnie zaskoczyła. Było to „Shadowfever” Karen Marie Moning. Jestem osobą, która chcąc nie chcąc w czasie czytania obmyśla możliwe scenariusze i niestety dość często ma rację. Jednak ostatnia część serii Fever była dla mnie całkowicie nieprzewidywalna. Nie potrafiłam prawidłowo odgadnąć kolejnych wydarzeń, co i rusz spotykało mnie jakieś zaskoczenie, nagły zwrot akcji lub jakieś zaskakujące fakty.

BLAIR: Kompletnie zaskoczyła? Cóż… w moim wypadku będą to “Igrzyska śmierci”. Powieść pani Collins nieraz wprawiła mnie w zdumienie i bynajmniej nie mam na myśli tylko różnorakich zwrotów akcji. Na tę książkę wpadłam całkowicie przypadkowo, a to, że ją wypożyczyłam, było chyba zrządzeniem losu. Nie wiedziałam o czym jest, nie miałam pojęcia, czego się po niej spodziewać. “Igrzyska śmierci” zaskoczyły mnie emocjami, które we mnie budziły. Autorka bardzo sugestywnie przedstawiała różne wydarzenia i zachowania bohaterów. Biorąc tę powieść do ręki, sądziłam, że będzie to tylko młodzieżówka na dość niskim poziomie. Dostałam coś zupełnie odmiennego.

CZAROWNICA: Chyba każda książka zaskakuje. Przynajmniej mnie się tak wydaje. Ale takie kompletne zaskoczenie przeżyłam przy cyklu Elizabeth Moon “Czyny Paksenarion”. Spodziewałam się zwykłej książki fantasy, a dostałam coś niespodziewanego, coś, co mnie wciągnęło, zaskoczyło i skłoniło do przemyśleń. Myślałam – ot, nowa pospolita opowieść z cyklu “magia i miecz” – a to nic bardziej mylnego. Może dlatego co jakiś czas ponownie sięgam po te książki. A z całego cyklu najbardziej zaskakujący jest ostatni tom “Przysięga złota”.

AISA: Hmmm … Ja może trochę z innej beczki, niekoniecznie tej z książkami gatunku fantasy… Totalnym zaskoczeniem była dla mnie książka pt. “Wszystko, co mężczyźni wiedzą o kobietach” – Francis Alan. Nawet nasunęła mi kilka myśli na temat płci przeciwnej… I doszłam do wniosku, że żadna wiedza mężczyzn na temat kobiet mnie już nie zdziwi ;). Ale co tam nie będę spojlerować… ;)

OKSA: Sprezentowałyśmy kiedyś, na Dzień Chłopaka, naszym kolegom tę jakże mądrą i prawdziwie życiową książkę ;)

WEREWOLF: Książka, która mnie zaskoczyła to “Mroczne szaleństwo” K. M. Moning. Po tym chyba jak dziewczyny na forum się nią zachwycały, postanowiłam sprawdzić osobiście, jak sprawa wygląda. I wstyd się przyznać, ale sięgnęłam po lekturę z nastawieniem na “nie”. Patrząc na opis głównej bohaterki spodziewałam się kolejnej bzdurnej opowiastki o blond piękności z ilorazem inteligencji polnego kamienia, walczącej z potworami dniem i nocą. A do zestawu on – tajemniczy przystojniak. No po prostu zestaw jak z taniego romansu. Na szczęście książka, jak i jej kontynuacja, okazała się miłym zaskoczeniem. Główna bohaterka nie razi, jest akcja, humor oraz nieprzewidywalność i choć J.B. to kawał rasowego macho, “Mroczne szaleństwo” to miła lektura.

ILIR: Czemu miałbym skupić się na tytułach, które są dziś na topie? Tutaj chciałbym wspomnieć o czymś niszowym, kompletnie nie pasującym do dzisiejszego świata. Jest to Saga o Ludziach Lodu, autorstwa Margit Sandemo. Cały cykl ukazał się jeszcze przed moimi narodzinami, wiec powieść jest dużo starsza ode mnie. Pierwszy tom dorwałem kilka lat temu, gdy książki dla mnie stanowiły część paradoksu jakim było dla mnie czytanie. Dla wielu okaże się to dość dziwne i w pewnym sensie głupie, bo powinienem sięgnąć do klasyki, jeśli chodzi o fantastykę ale zrobiłem zupełnie co innego. Przeczytałem pierwszy tom sagi, zatytułowany Zauroczenie. I można tak rzec- książka mnie zauroczyła już od pierwszych stron. Opisy otoczenia, szczegółowość akcji oraz przedstawienie postaci to coś co spowodowało, że przeczytałem kilka razy czterdzieści siedem tomów tejże powieści.

WIEDŹMA Z BAGNA: Cykl o Sookie Stackhouse. Przeczytałam dwie części po tym jak słyszałam zachwyty nad serialem (osobiście sporadycznie oglądam TV). No i poczułam się zaskoczona – negatywnie, bardzo negatywnie. Toż to dno totalne. Na temat serialu się nie wypowiadam – nie widziałam, ale książka… bleeee… A przy tym Charlaine Harris potrafi nieźle pisać, weźmy chociażby cykl o Lily Bard czy nawet Harper Connelly. Co poszło nie tak, nie wiem. Czemu ten cykl zdobył taką popularność – nie wiem tym bardziej.

Zaskoczeni? Oburzeni? A może… zaciekawieni?

Za tydzień porcja tytułów rodem z powiedzonka “home sweet home” ;-)