Piątkowe spowiedzi Gavrana cz. 6

Books-1-icon

Książka to coś, co pozwala oderwać się od rzeczywistości i przeżyć niezapomniane przygody. Potrafi szokować zwrotami akcji, zadziwiać niespodziewanymi wydarzeniami lub – zdarza się i tak, niestety – po prostu zawodzić. Przy powyższej liście czasowników, powiedzenie, że książki wywołują emocje, to rażący w oczy eufemizm. Czasami nasze uczucia (a tu prawie same kobiety zresztą…) są gwałtowne i zadziwiająco ogromne. Wtedy przychodzi czas na niekontrolowany śmiech szaleńca, gardłowy chichot, cwany uśmieszek albo na łzy.

Poznacie dzisiaj powieści, przy których nasza redakcja zachowywała pełną ostrożność, a do kolejnych rozdziałów wracała przygotowana w odpowiednią broń – to jest chusteczki higieniczne i krople do oczu. Bo jak to tak innym człowiekom, powagi sytuacji nie rozumiejącym, z czerwonym nosem i oczkami króliczymi się pokazywać, no jak?!

Pytanie 6 – Książka, przy której płaczesz.

WEREWOLF: Tytuł książki, przy której płaczę, może kogoś zaskoczyć. Gdyż pierwsze, co nasuwa się na myśl przy takim pytaniu, to łzy smutku. A ja wybrałam powieść, która wyciska łzy śmiechu. Jest to “Wszystko czerwone” Joanny Chmielewskiej. Pełna humoru i zabawnych sytuacji historia detektywistyczna. Kto zna tę autorkę, wie, że gdy do akcji wkraczają Alicja z Joanną, nie może być nudno ani smutno.

KOMETA: O tym wspominałam wcześniej, przy okazji pytania o książkę, która mnie najbardziej zaskoczyła. Otóż, moi Drodzy, wyłam jak głupia przy lekturze Harry’ego Pottera i Zakonu Feniksa. Przy czym te łzy były w dużej mierze wywołane elementem zaskoczenia właśnie. Kiedy po pewnym czasie powróciłam do scen, które doprowadziły mnie do płaczu, nie byłam już tak skłonna do wzruszeń. Szczerze, to w ogóle nie byłam do nich skłonna. Wszystko przez to, że nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, sądziłam, że wszystko jak zawsze skończy się dobrze. Poza tym rzadko płaczę nad książkami, podzielam zdanie WereWolf, że jak już płakać, to jednak lepiej ze śmiechu. I też zgodzę się, że Chmielewska zasługuje na pierwsze miejsce na podium, jeśli chodzi o łzy radości.

OKSA: Skandal! Were zabrała mi mój koncept! A za taką cwaną się miałam… Otóż wytypowałam dwie książki w tej kategorii, ponieważ obydwie wywołują we mnie łzy, tylko że totalnie odmiennego rodzaju. :) I tak Olga Gromyko ze swoją “Wiedźmą Opiekunką” wyrywała ze mnie nieeleganckie parsknięcia, ni to będące śmiechem, ni to odgłosem wyrażającym wesołość, ogólnie jakieś takie zapowietrzenia dziwne… Nieważne. Idziemy dalej. Książka, którą czytałam raz, ale później film na jej podstawie oglądałam wielokrotnie, wycisnęła ze mnie taką ilość łez, że zeszło całe opakowanie chusteczek higienicznych. Nigdy więcej nie czytałam innej książki autorstwa Nicolasa Sparksa, bo mimo wszystko nie zostałam jakąś jego wielką fanką, ale “Jesienną miłość” oraz moje odczucia przy jej czytaniu pamiętam do dziś. “Szkoły uczuć” nigdy nie dałam rady skończyć oglądać bez obowiązkowego czerwonego nochala od płaczu. Ale nie dziwcie się, mnie łatwo rozczulić. :)

DESTRAKSZYN: Jak wcześniej dziewczęta zauważyły, są dwa rodzaje łez, zatem napiszę o dwóch książkach, przy lekturze których płakałam. Z rozpaczy – tu przede wszystkim przychodzi mi na myśl „Harry Potter i Książę Półkrwi”, ponieważ jest to pierwsza pozycja, przy której ze smutku krwawiło mi serce. Chyba dlatego, że zginęła pewna istotna postać, a ja do tamtej pory nawet nie wiedziałam, że ją lubię – poczułam, że już jest za późno. Do dziś boję się wrócić do czytania „Księcia”. Ze śmiechu zaś płakałam podczas czytania pierwszego tomu cyklu o Artemisie Fowlu spod pióra Eoina Colfera – humor tak niebanalny, niepowtarzalny i zarazem nienachalny, że brak łez byłby obrazą.

KARA663: Zazwyczaj bardzo emocjonalnie podchodzę do książek. Im są lepsze, tym mocniej przywiązuję się do nich oraz do bohaterów, dlatego też łatwo ze mnie wycisnąć łzy przy czytaniu. Książką, która wpędziła mnie w największy smutek, był “Wielki mistrz” Trudi Canavan, wspomniany przeze mnie w innym pytaniu. Podczas czytania dość mocno przywiązałam się do kilku postaci, niestety, najwyraźniej autorka nie podzielała mojej sympatii do nich. Jeśli chodzi zaś o łzy ze śmiechu, to mogę śmiało odpowiedzieć, że pierwszą książką, która mi przychodzi na myśl są “Prawa i powinności” Kariny Pjankowej. Chyba żadna książka nie rozbawiła mnie do tego stopnia, nie potrafię nawet mówić o niej bez szerokiego uśmiechu na twarzy.

CZAROWNICA: Ze śmiechu to ja płakałam przy wielu książkach. Przy wspomnianych wcześniej powieściach Chmielewskiej, przy książkach Doncowej itp.,itd. Ale ostatnio wszystko przebija jeden z moich ulubionych cykli, czyli “Kroniki żelaznego druida” autorstwa Kevina Hearna]. Kocham ten cykl miłością niezmienną i mam nadzieję na jego kontynuację. A ze smutku i wzruszenia – też szlocham przy wielu książkach, najbardziej chyba przy klasyce, czyli “Love story”. Słowa “Co można powiedzieć o dwudziestopięcioletniej dziewczynie, która umarła?” wywołują u mnie płacz – jak u każdej przeciętnej kobiety. Po prostu klasyka.

AISA: O, ale że tylko jedna? Ja musiałabym tu całą listę wstawić. I podobnie jak u Was, większość z tych powieści to raczej łzy przez śmiech. Ale pierwsza książka, przy której się wzruszyłam, to chyba „Krzyżacy” H. Sienkiewicza.

WIEDŹMA Z BAGNA: Ja bym mogła podpisać się pod wypowiedzią Were. “Wszystko czerwone” J. Chmielewskiej to dla mnie mistrzostwo świata. Jedyna książka, która każdorazowo doprowadza mnie do płaczu (ze śmiechu oczywiście). Niestety nie mogę sobie przypomnieć lektury, która wywołałaby u mnie łzy wzruszenia, ale ja ogólnie wredna jestem. :-P

BLAIR: Może będę troszkę bardziej oryginalna, ale tylko troszkę. :-) Książka, która działa lepiej niż cebula i nie jeden rozweselacz, to w moim przypadku “PS Kocham Cię” autorstwa Cecelii Ahern. Tak, wiem, nie wszystkim ta powieść potrafi przypaść do gustu, a ekranizacja to jedna, wielka beznadzieja. Nie jestem beksą, ale przy wielu książkach płakałam – śmiejąc się, zgrzytając zębami czy zawodząc nad losem bohaterów. Jednak “PS Kocham Cię” to jedyna powieść, która potrafiła raz rozśmieszyć mnie do łez, a kiedy indziej zmusić do głębokiego współczucia czy wzruszenia. Po niej przeczytałam jeszcze wiele powieści tejże autorki, ale tylko “PS Kocham Cię” zadziałało na mnie lepiej niż wielowarstwowe warzywo.

W przyszły piątek dowiecie się, jakie książki sprawiły redakcji trudność.

 

About destrakszyn

Entuzjastka psujostwa wszelakiego, namiętnie wczytująca się w fantastykę gatunku przeróżnego i obsesyjnie gromadząca nowe książki na półkach.

View all posts by destrakszyn