Ludwig Kakumei (Ludwig Revolution) – recenzja

 Ach, kto jeszcze pamięta o tym, że kiedyś dziewczęta nie wzdychały do wampirów czy wilkołaków, a grzecznie czekały na swego księcia z bajki? Ja co prawda zawsze miałam pewną awersję do monarszych potomków, z upodobaniem kibicując czarnym charakterom, ale moje rówieśniczki z uporem maniaka usiłowały mnie przekonać, że księciu żaden oprych do pięt nie dorasta. I któż by zgadł, że na stare lata przyjdzie mi się nawrócić?

 Disney wykreował dawno temu pewien wizerunek księcia, kodując niewieściej części populacji w głowach, że to młodzian klasycznie przystojny, uczciwy i szlachetny, dla swej księżniczki gotów siedem gór oraz osiem lasów przebyć i smoka zaszlachtować. Dla mnie jednak ten stereotyp stanowił wcielenie nudy doskonałej, a słowa “potem żyli długo i szczęśliwie” brzmiały jak wyrok śmierci. Nic zatem dziwnego, że ratunku postanowiłam szukać tam, gdzie krzywe zwierciadło dostarczy mi jakiejś rozrywki ze znanej i oklepanej już historii. I tak właśnie zaczęła się moja przygoda z mangą Ludwig Kakumei.

Za rzeczonymi wcześniej górami i lasami, był sobie kraj (o bliżej nieokreślonej nazwie oraz statusie politycznym, ale kogo to w ogóle obchodzi?), w którym panujący król ( o bliżej nie znanym imieniu, ale ponownie – who cares?) nie mógł już dłużej znieść wybryków swego jedynego potomka – księcia Ludwiga. Chcąc zawrócić młodzieńca z drogi zepsucia, monarcha przykazał Ludwigowi wyruszyć w podróż w poszukiwaniu żony. Zastrzegł również, że bez wybranki nie ma po co do królestwa wracać i może zapomnieć o koronie. Zatem książę wraz ze swym wiernym sługą – Wilhelmem – wyruszył w świat szukać przyszłej królowej i pani swego serca.

I wszystko potoczyłoby się dosyć banalnie i klasycznie, gdyby nie drobny szczegół – autorką tej mangi jest Kaori Yuki. Zatem zapomnijcie o “banalnie” i “klasycznie”.

Baśniowy obraz, jaki nam się rysuje na podstawie powyższego opisu, z miejsca ulega wykrzywieniu. Książę Ludwig jest, owszem, młody i urodziwy, ale to tylko tyle łączy go ze znanymi nam bohaterami baśni. To właściwie anty-bohater i nic dziwnego, że król-ojciec postanowił go wykopać poza bramy królestwa, mając kłopotliwego potomka po dziurki w nosie. I gdybyż to chociaż była kwestia młodzieńczego buntu – znacie to: pyskowanie, balangowanie, fochy, używki – to sądzę, że król byłby w stanie to jeszcze przeboleć. Ale nic z tych rzeczy. To by było zbyt proste.

Określenie księcia mianem “ekscentryczny” byłoby tu dużym niedopowiedzeniem. Już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że nie pasuje on do królewskiego dworu, a swą aparycją przywodzi na myśl bardziej transseksualną gwiazdę J-popu. Jedyną banalną słabością Ludwiga są kobiety (i to te o dużych biustach), ale to znowu byłoby zbyt oczywiste. Albowiem monarszy potomek ponad żywe panie przedkłada te martwe i posiada już całkiem pokaźną kolekcję ładnie zabalsamowanych ciał niewieścich. Nie da się ukryć, że nie jest to normalne hobby, które przystoi następcy tronu.

W miarę rozwoju historii poznajemy Ludwiga coraz lepiej i stopniowo zaczyna opadać jego maska niefrasobliwego dziwaka i niepoprawnego podrywacza. Okazuje się, że mamy do czynienia z osobą bystrą i wnikliwą (niemniej jednak rozwydrzoną), która potrafi przejrzeć człowieka na wskroś. I choć na początku swej podróży łapie pierwszą lepszą pannę, byleby ojciec dał mu spokój, to jednak dojrzewa do tego, by przyznać przed samym sobą, że jest przeraźliwie samotną osobą i nieważne jak wiele nowych, pięknych ciał zasili jego kolekcję – to wciąż będą tylko przedmioty, które go otaczają. Nagle przykaz ojca zmienia się dla księcia w jego własną misję i choć czasem potrafi zapomnieć, czego tak naprawdę szuka w swej wybrance (zwłaszcza jeśli potencjalna kandydatka ma obfity biust), to jednak uparcie dąży to odszukania tej, której nie będzie musiał już zamykać w szklanej trumnie.

Same poszukiwania jawią się barwnie, ale początkowo zdają się być to historie powiązane ze sobą jedynie przez osobę Ludwiga. Książę na swej drodze spotyka Śnieżkę, Czerwonego Kapturka, Śpiącą Królewnę (oraz perwersyjną czarownicę-masochistkę – Dorotheę), a nawet demonicznego Sinobrodego. Nie zabraknie także Roszpunki czy Kopciuszka, po fabule będzie się plątać słynne rodzeństwo, czyli Jaś i Małgosia. Stopniowo jednak zacznie się zacieśniać intryga, gdyż okaże się, że, pod nieobecność księcia, ktoś będzie próbował zająć jego miejsce jako następcy tronu i pozbyć się niewygodnego sukcesora. Sam pomysł, prowadzenia czytelnika przez kolejne, znane mu z dzieciństwa bajki i opowiadania ich na nowo, bardzo mi się spodobał. To, co kiedyś składało się na nudne morały i powielanie stereotypów, nagle zmienia się w fascynujące opowieści grozy. Bo choć to parodia, książę swoimi wybrykami dostarcza nam niemałej rozrywki, a znane królewny i inne heroiny zostają wypaczone przez krzywe zwierciadło (najbardziej chyba oberwało się Śnieżce i Kopciuszkowi jeśli chodzi o zdziwaczenie i dewiacje), to jednak trup ściele się tam gęsto i krwawo. Nie wszystkie księżniczki, jakie Ludwig spotyka na swej drodze, są dobre i szlachetne (w doskonałej większości pomylone), nie wszyscy książęta-rywale przystojni i przebojowi, a nie wszystkie wiedźmy złe (choć cokolwiek mocno zakręcone, lubiące niegrzeczne zabawy).

Tym wszystkim barwnym historiom oczywiście towarzyszy cudowna kreska Kaori Yuki. Nie warto ze mną zaczynać tego tematu, bo, jak zwykle, jestem oczarowana tymi rysunkami. Każda postać jest po prostu piękna, pełna szczegółów i dopracowana, a wymyślne kreacje Ludwiga rzucają o glebę (nawet jeśli są to fraczki w panterkę). Wszystko jest tam staranne i dopracowane, i stanowi swoistą ucztę dla oczu. Jedyne, co mogę zrobić, to polecić ten tytuł osobom, chcącym na nowo odkryć magię znanych baśni.

 

About Kometa

W sieci znana też jako Koralina Jones. Redaktor naczelna Gavran.pl, główny administrator Forum Gavran ( http://forum.fan-dom.pl ), administruje także Thornem - oficjalną stroną Anety Jadowskiej ( http://anetajadowska.fan-dom.pl ). Współzałożycielka Grupy Fan-dom.pl . W wolnych chwilach recenzentka i blogerka.

View all posts by Kometa