Piątkowe spowiedzi Gavrana cz. 7

Books-1-icon

No to trochę sobie żeśmy w ubiegłym tygodniu popłakały, dziś więc czas na otarcie łez, wyprostowanie kręgosłupa i szczere przyznanie się – któraż to książka wywołuje w naszej redakcji niepohamowany opór w czytaniu, uczucie konsternacji, zrezygnowane westchnięcia, a nawet odruch… ok, nie idźmy w stronę tego rodzaju zachowań fizjologicznych ;)

Czas się przyznać, drogie Panie! (Pan-rodzynek jest wyjątkowo nieobecny ;-))

Tym razem zadaniem naszych redaktorów było podanie tytułów książek, przez które nie mogli oni przebrnąć. W dzisiejszych “Piątkowych spowiedziach Gavrana” przekonacie się, że przeznaczenie istnieje, a także dowiecie się, kto musiał umykać do schronu po udzieleniu odpowiedzi na dzisiejsze pytanie…

Pytanie 7 – Książka, przez którą trudno przebrnąć.

SOPHIE: Nie licząc lektur szkolnych, będą to „Kuzynki” Andrzeja Pilipiuka, absolutnie. Przeczytałam kilkadziesiąt stron i dalej zwyczajnie nie mogłam. Ostatecznie jednak doczytałam ją, po łebkach i tylko jednym okiem, ale udało się. A stało się tak tylko dlatego, że musiałam oddać ją do biblioteki, a nie lubię oddawać nieprzeczytanych książek. Pilipiuk źle na mnie działa.

BLAIR: Tak, ja także miałam niemały problem z “Kuzynkami”, jednakże to była akurat książka, którą jeszcze przeczytałam. Powieść, która mnie pokonała to “Toy wars” autorstwa pana Ziemiańskiego. Po walecznej bitwie z pięćdziesięcioma stronami oświadczyłam, że tak być nie może i ją oddałam. Najdziwniejsze jest to, że wcześniej czytałam całą trylogię “Achai”, co sprawiło mi niemałą przyjemność. Jestem absolutnie pewna, że gdybym czytała te książki w odwrotnej kolejności, to dzisiaj historia o odważnej księżniczce nie byłaby mi znana. Przeznaczenie? ;-)

CZAROWNICA: Ja z tymi książkami nie miałam problemu, co więcej – lubię je. Natomiast miałam duże trudności z przebrnięciem przez “Stan wstrzymania” Charlesa Strossa. To książka po prostu nie dla mnie, pewnie dobra, ale do mnie kompletnie nie przemawiała. Nie mogłam się w niej odnaleźć i jej nie rozumiałam, dlatego nie mogę napisać na jej temat nic więcej.

KOMETA: Aj tam, Blair, co ty gadasz – “Toy Wars” jest fajne! To owszem dosyć… hym… prymitywna literatura, ale chyba taka właśnie miała być. Tylko dla rozrywki. Mnie się czytało dobrze, miejscami nawet za dobrze – odrobinkę się wstydzę tego, że aż tak mi się podobało, bo są tam fragmenty reprezentujące naprawdę żenująco niski poziom. Ale i tak fajne! :D Co do tych, przez które trudno przebrnąć, to zgodzę się z Zofią, że Pilipiuk wiedzie prym, choć “Kuzynek” nie czytałam, a osławione “Oko Jelenia”, pierwszy tom. Nie doczytałam – nie dałam rady. Z “Operacją Dzień Wskrzeszenia” też się męczyłam długo. Ale powiem Wam, że Pilipiuk to pikuś przy Robercie J. Szmidtcie. Kocham okładkę “Kronik Jednorożca: Polowanie”, ale nie dałam rady zmęczyć tej książki. Zmasakrowała mnie i zanudziła niemal na śmierć. Tej powieści oddaje podium jeśli idzie o niemożność przebicia się.

OKSA: Jest to książka, którą bardzo chciałabym przeczytać, ale ogranicza mnie poważnie moja kiepska znajomość zagadnień z dziedziny metafizyki oraz innych, pokrewnych jej nauk. Czuję, że “Ślepowidzenie” Petera Wattsa, to jest naprawdę kawał porządnej fantastyki, jednocześnie jednak reprezentuje dość twarde sci-fi, no i ja niestety wymiękam przy tej całej naukowej papce… A naprawdę chciałabym się przekonać, jak autor przedstawił swoją wizję Pierwszego Kontaktu z obcą cywilizacją, która to podobno jest naprawdę oryginalna oraz zmusza do pewnych przemyśleń.

AISA: Oho… coś czuję, że się narażę kilku osobom… Ale mam niestety dwie takie pozycje… Pierwszą z nich bez wątpienia są „Kuzynki” Pilipiuka. Jakieś pół roku temu utknęłam dosłownie gdzieś w okolicach 40 strony i niestety do dziś nie mogę się zmusić do tego, by wznowić czytanie tej pozycji. Miałam już dwie próby w tym kierunku, ale jakoś nie mogę się przełamać (ale jak to mówią do trzech razy sztuka)… Nie wiem, czym to jest spowodowane, chyba specyficznym stylem pisania albo może zbyt wysokimi oczekiwaniami, które miałam wobec tej książki. Druga pozycja <zmyka do schronu, ukrytego w zapomnianym przez Boga i ludzi miejscu> to „Imię wiatru” Patricka Rothfussa… I tu po raz kolejny nie mam pojęcia, co się stało, że pozycja, którą bez wątpienia wiele osób się zachwyca, wywołuje u mnie emocje zgoła odmienne od zachwytu. Zdecydowanie coś mi tutaj wieje, ale to nie wiatr, lecz nuda… No może z nudą trochę przesadziłam… Bo koniec końców, losy głównego bohatera mnie zaciekawiły, ale akcja książki wlecze się jak przysłowiowe flaki z olejem… Ale podejrzewam, że pozycje te, prędzej czy później, zostaną przeze mnie przeczytane… Wiecie, ta kobieca ciekawość ;)

WEREWOLF: No ja nie wiem co Wy macie do tych “Kuzynek”. Jak na Pilipuka to wyszły mu całkiem, całkiem.
A wracając do tematu, dla mnie była to “Moja żona wiedźma” Bielanina. Była to pierwsza książka wypożyczona z biblioteki, którą porzuciłam nawet nie w połowie czytania. Najzwyczajniej w świecie mnie męczyła i nie czułam ochoty, by poznać dalszą część. Główny bohater przynudzał co niemiara. Może kiedyś dam powieści drugą szansę. Jak już nie będę miała nic innego do czytania :-P

DESTRAKSZYN: Lata temu kupiłam w ciemno „Taniec czarownic” Jessiki Gregson i – co tu dużo mówić – potwornie żałowałam tego zakupu. Spodziewałam się bowiem lektury fantastycznej, a nie powieści obyczajowej umiejscowionej w kraju, który mnie nie interesował, w czasach, które mnie nudziły. Może kiedyś uda mi się przemóc i przeczytać całość z odpowiednim nastawieniem, co sprawi, że docenię starania autorki, ale jak na razie – pamiętam tę książkę jako koszmar, który przetrwałam cudem, przywiązując powieki do włosów, by nie opadały.

WIEDŹMA Z BAGNA: “Chłopi” W. Reymonta. Ta książka mnie pokonała. Chyba jedyna lektura szkolna, której nie przeczytałam w całości. Mierziła mnie niemożebnie, do dziś, na samą myśl, wstrząsa mną dreszcz odrazy. Kilka podejść miałam do tego dzieła, każde kolejne kończyło się fiaskiem szybciej niż poprzednie. Nawet nie zamierzam próbować raz jeszcze.

Zostańcie z nami, bo za tydzień nasi redaktorzy będą udawać, że są na tyle wyjątkowi,
by móc rozsądzać o losie książek :-P