Piątkowe spowiedzi Gavrana cz. 9

Books-1-icon

Tydzień temu niemal siłą trzeba było wyciągać z naszej szacownej redakcji odpowiedzi, a dziś? Ledwo można było się od wpisów opędzić ;) Jedyny problem nastręczała konieczność dokonania wyboru spośród rzesza pozycji lub serii zaczytywanych prawie że do zniszczenia obwolut oraz z zaznaczaniem ulubionych fagmentów. Bez bazgrania długopisem po książkach oczywiście! To grzech, bluźnierstwo i świętokradztwo!

A wracając do tematu… przeczytacie dziś, któż to obawiał się wyśmiania swoich preferencji czytaniowych, kto odbiegł od innych gatunkowo dość znacznie w swojej odpowiedzi, a także do którego tomu serii Kate Daniels autorstwa Ilony Andrews zdecydowanie warto dotrzeć i powrócić ponownie. Zapraszamy!

Pytanie 9 – Wielokrotnie czytana przez Ciebie książka.

DESTRAKSZYN: Mam wiele takich – między innymi dzieła Eugeniusza Dębskiego, Eoina Colfera, Ilony Andrews, twory tych ludzi przyciągają mnie do siebie z niezmienną siłą. Jednakże wybór konkretu spośród takiego tłumu jest niemal niemożliwy, nie mam pojęcia, do której z tych i wielu innych pozycji wracam najczęściej, czuję się zatem zmuszona zaskoczyć was – i może nieco siebie – niecodzienną decyzją. Mianowicie – najczęściej w moich rękach ląduje książka „Praktyczny słownik wyrazów bliskoznacznych” Witolda Cienkowskiego. 8-)

OKSA: Naprawdę nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała tu gdzieś o cyklu, który wzbudził we mnie najwięcej emocji. Całe Kroniki Mac O’Connor autorstwa Karen Marie Moning przeczytałam… nie wiem, ile razy. Na pewno dużo. I wciąż wracam do ulubionych scen oraz dialogów, wciąż z przyjemnością odkrywam, że nie wszystko wiem. Niech ta Mac będzie sobie różowa, a Barrons socjopatą. Zżyłam się z bohaterami tej serii tak bardzo, że łaknę kolejnych informacji o kontynuacji ich losów. Które na pewno przeczytam. Wielokrotnie.

SOPHIE: Zgodzę się z Oksą, całkowicie. Również wielokrotnie wracałam do ulubionych scen z Fever. Ale! Są książki, do których powracałam częściej – a należą one do cyklu o Kate Daniels autorstwa Ilony Andrews. Nie tylko wracałam do ulubionych fragmentów, ale czytałam książki w całości po parę razy, sama już nie wiem ile dokładnie.

BLAIR: Nie będę więc zbyt oryginalna. Wychodzi na to, że mamy podobne gusta 8-) Chociaż słownik języka polskiego, czy też wyrazów bliskoznacznych, jest mi bardzo znany, to w moich łapkach częściej lądują książki pani Moning, Rowling, Briggs czy też państwa Anderws. To nie jest jedna książka lecz całe cykle! Nic w tym dziwnego, skoro większość pozycji wydawniczych, które teraz święcą triumfy, nie są dla mnie zbyt wartościowe. Gdybym miała wybrać taką jedną, jedyną książkę, byłaby to zapewne “Magia Uderza”, trzeci tom przygód Kate Daniels, nakreślonych przez duet pisarski Ilony Andrews.

OKSA: No patrz, “Magia uderza” to też jest według mnie najlepsza część – jak dotąd – z całego cyklu ;-)

SOPHIE: Moim zdaniem również. Niewiele jest w stanie przebić Północne Rozgrywki. :-D

KOMETA: Do serii urban fantasy takich jak Mercedes Thompson czy Kate Daniels bardzo lubię wracać, jednak to nie są te książki, które czytam najczęściej. Do moich ulubionych pozycji Orsona Scotta Carda też lubię bardzo wracać, ale to ponownie nie one wiodą prym, jeśli chodzi o moje zaczytywanie książek na śmierć. W tej materii podium należny do Joanny Chmielewskiej. Każdą z jej starych powieści przeczytałam co najmniej dwa razy. Chyba najczęściej czytałam “Wszyscy jesteśmy podejrzani”, “Krokodyl z Kraju Karoliny” i “Całe zdanie nieboszczyka”. Ale “Podejrzanych” jednak najczęściej – pamiętam 5 razy, a pewnie jakiś raz po drodze zapomniałam. A! I jeszcze “Wszystko czerwone”.

AISA:
Tylko błagam, nie śmiejcie się :D Otóż ta książka to Harry Potterr. Przy pierwszym tomie pobiłam chyba rekord, bo było to jedyne 7 razy (na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że było to dawno i że byłam wtedy młodsza (trochę ;)), piątą część przeczytałam chyba ze 3 razy, ale całość serii tylko raz… ufff

BLAIR: I z czego tu się śmiać? Też dużo razy wracałam do Harrego, ostatnio nawet w ubiegłym miesiącu. Cały cykl przeszedł już do historii! ;-)

CZAROWNICA: Nie będę oryginalna i też się przyznam, że są książki do których wracam – i to nie jeden raz. Cykl “Koło czasu”, opowieść o Kate Daniels, przygody Mercedes Thompson, książki Elizabeth Moon, Davida Webera o Honor Harrington – dużo tego jest, nie dam rady ich tu wymienić. A zawsze do nich wracam z przyjemnością. A gdyby wybierać pojedynczą książkę – to chyba “Straż, straż” Terry’ego Pratchetta.

WEREWOLF: Taką, którą czytałam chyba najwięcej razy był… Harry Potter :mrgreen: I tak, wiem, trochę to oklepane i takie tam, ale trudno. Snape rulez!

KARA663: „Zawód: Wiedźma” Olgi Gromyko :mrgreen: Jak już wspomniałam, kocham cały cykl o wiedźmie, ale to ta pierwsza część sprawia mi najwięcej radości, mogłabym ją czytać w nieskończoność i nigdy się nie znudzić.

WIEDŹMA Z BAGNA: Ja, podobnie jak Kometa, najczęściej wracam do Chmielewskiej, no cóż zrobić – kocham Ją. Mój mąż po tylu latach nadal nie pojmuje, czego Jego najukochańsza, najmądrzejsza i najpiękniejsza małżonka kwiczy nieprzystojnie, czytając po raz kolejny te same książki. Nie znaczy to, że i do innych pozycji nie wracam. Chmielewska jednak – to jest to.

W następnym odcinku – kolejny wpis z cyklu “powrót do zamierzchłej przeszłości” XD