Piątkowe spowiedzi Gavrana cz. 12

Books-1-icon

W dzisiejszej odsłonie Piątkowych spowiedzi skłonimy się ku zdecydowanie bardziej poważnym tematom, by nie powiedzieć smutnym. Myślę, że każdy bibliofil przyzna to bez wahania – porzucić czytanie wciągającej książki mogą spowodować jedynie bardzo skrajne i nieprzyjemne emocje. Moi mili, tytułem wstępu dzisiaj krótko – zapraszamy do zapoznania się z wyborami naszych redaktorów ze wspomnianego wcześniej typu pozycji.

Pytanie 12 – Książka, która tak wycieńczyła Cię emocjonalnie, że musiałaś/eś przerwać jej czytanie lub odłożyć na jakiś czas.

KOMETA: Tak podziałała na mnie jedna z książek Chucka Palahniuka. Uwielbiam tego autora, ale zwykle po wieczorze z jego książką mam ochotę zaszyć się w ciemnym kącie i umrzeć z głodu, albo spakować tylko szczotkę do zębów i jedne spodnie na zmianę, rzucić wszystko i bez słowa opuścić kraj autostopem. To są moje zwykłe nastroje po książkach tego autora. Ale przy “Opętanych” wymiękłam kompletnie. Nie dałam rady jej doczytać i to nawet nie tyle kwestia emocji… a obrzydzenia. Czytając “Opętanych” miałam ochotę wymiotować. Ta książka przekracza wszelkie granice obrzydliwości i choć czytam wszystko Palahnika, to tego jednego tytułu nie dałam rady doczytać.

OKSA: Nauczona doświadczeniem chyba nigdy już nie sięgnę po żadną pozycję opisującą ciężkie przeżycia dzieci. Przeczytałam “Skrzywdzoną” napisaną przez Cathy Glass, pracownicę opieki społecznej, pod której opiekę trafia mała Jodie. Nawet w tym momencie, gdy sobie o tym przypominam, to przechodzi mnie dreszcz przerażenia, że taka mała istotka mogła przejść przez takie piekło na ziemi. Nie da się tego przeczytać ciągiem. Człowiek chodzi zdołowany i co chwilę łapie się na tym, że znowu w oczach stają mu łzy. Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać. Nie mam słów, żeby opisać to psychiczne i fizyczne okrucieństwo.

BLAIR: Książką, na której myśl staje mi gula w gardle jest powieść, z którą zapoznałam się całkiem niedawno. Mowa o “Kwiatach na poddaszu” autorstwa Virgini C. Anderws. Ta powieść łapie za serce – dosłownie. Jest przesycona mrokiem, smutkiem i brakiem zrozumienia. Ze stron tej książki wylewają się niespełnione marzenia i wiele, wiele cierpienia. Po przeczytaniu jej, przez jakiś czas nie sięgnęłam po żadną inną powieść. Zrobiłam to dopiero, gdy opadły emocje. Nie potrafiłam inaczej przegonić z głowy myśli, które właśnie jej się tyczyły.

DESTRAKSZYN: Odpowiedź nadeszła natychmiast. Są to „My, dzieci z dworca ZOO” Christiane F. Opowieść nastoletniej narkomanki z Berlina o jej nałogu, o jej życiu. Jest to dość cienka książka, napisana prostym językiem, ale czytanie jej szło mi bardzo, bardzo powoli, niepodobnie do mnie. Przyczyna leżała właśnie w tym, że co mniej-więcej pięćdziesiąt stron odkładałam ją na bok, próbowałam zająć czymś innym myśli. Odpychałam od siebie przerażenie wobec tego, co czynią z ludźmi narkotyki i vice versa, bezsilność wobec tylu zmarnowanych istnień, świadomość, że obecnie jest jeszcze gorzej, niż trzydzieści lat temu. Nie udawało się.

KARA663: Będąc szczerą, było dość sporo takich książek, ale pierwszą, jaka przychodzi mi na myśl, jest „Shadowfever” Karen Marie Moning. Już poprzednie części dość mocno nadszarpnęły mi nerwy, jednak to właśnie na tym tomie się załamałam. Musiałam go odstawić na wiele tygodni, zanim znów, niechętnie, zaczęłam go czytać. Pewnie zapytacie czemu to zrobiłam, skoro tak mnie irytowała ta seria? Cóż, co jak co, ale muszę przyznać, że pani Moning ma talent do pisania i nie mogłam się powstrzymać przed tym by poznać dalsze losy Mac oraz zakończenie :-)

CZAROWNICA: Chyba będzie to “Kwiat pustyni” Waris. Ta książka mną wstrząsnęła. Wiem, że takie rzeczy, o których ona traktuje, są na porządku dziennym, bo czyta się o tym w prasie i internecie. Jednak osobista relacja autorki o losie kobiet w Afryce jest czymś bardziej wstrząsającym.

 

Zostańcie z nami, bo za tydzień wracamy ponownie do miłych, nostalgicznych i książkowych wspomnień :)