Piątkowe spowiedzi Gavrana cz. 13

Niemal wszystkie gavrany zgodnie przyznają, że cofanie się do czasów dzieciństwa i wyciąganie z zakurzonej pamięci tytułów pierwszych czy też najukochańszych pozycji, należy do kategorii pytań trudniejszych w naszej zabawie. Ja przyznaję to na pewno. Nie to, co wskazanie książki, którą się uważa za szmirę, prawda? :-P Wszyscy możemy jednak odetchnąć z ulgą i zamknąć te biedne, zakurzone szufladki w głowie, oto bowiem Piątkowe spowiedzi po raz ostatni wymagają od nas cofania się do czasów niekiedy, ekhm, zamierzchłych. Miłej lektury, moi drodzy ;-)

Pytanie 13 – Najukochańsza książka z dzieciństwa.

OKSA: Była to pierwsza nowa książka, o której pamiętam, jaką dostałam na własność. Nie liczę wcześniejszych bajeczek czy zbiorów wierszyków, bo umknęły mi z pamięci, a “Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren mam w głowie do tej pory. Przeczytałam ją dziesiątki razy, tak że wydanie w końcu zrobiło się wymiętolone do granic możliwości. Nawet pokolorowałam obrazki :) Mogłabym napisać o “Ani z Zielonego Wzgórza”, która wywarła na mnie wtedy ogromne wrażenie, lecz kiedy widzę połączenie słów “najukochańsza książka” i “dzieciństwo”, to mam przed oczami właśnie tę swoją nieszczęsną, wyniszczoną, niebieską okładkę z dzieciakami z Bullerbyn na froncie. Do takich lektur lubię być przymuszana ;)

CZAROWNICA: Ja jednak nie będę oryginalna i do “Ani z Zielonego wzgórza” się przyznam. Zaczytywałam się tą książką i do dzisiaj ją lubię.

DESTRAKSZYN: No i szlag! Kolejne pytanie, na które nie wiem, jak odpowiedzieć. Wiele książek mi się podobało, niektóre nawet zostawały w mojej pamięci na długo, ale wskazać tę ukochaną…? Nie miałam takiej. Szalenie podobała mi się „Karolcia” Marii Krüger, bardzo pobudzała moją wyobraźnię i zapał do czytania w ogóle, do tej pory mam sentyment i pewne prześwity odnośnie fabuły, więc chyba na niej właśnie poprzestanę.

OKSA: <a pisałam, że co poniektórzy są nieco… poirytowani takimi pytaniami XD>

KARA663: Jeśli chodzi o książkę z dzieciństwa, mogę natychmiast wytypować “Baśnie czeskich dzieci” Boženy Němcová. Jako mały szkrab wszędzie woziłam ze sobą te baśnie. Na początku męczyłam starszych, by mi ją czytali, a potem sama to robiłam, gdy tylko się tego nauczyłam. Ta książka praktycznie służyła mi jako miś do zasypiania :-D

BLAIR: Zbiór baśni Jana Christiana Andersena. Gdy byłam mała, uwielbiałam, gdy ktoś mi je czytał. Nie pamiętam dokładnego tytułu, ponieważ już dawno nie odkurzałam tej książki, jednak jestem całkowicie pewna co do autora. Do dzisiaj mam największy sentyment do historii tegoż pisarza, gdy idzie o baśnie. ;-)

Niech odmęty zakurzonej pamięci spoczywają w pokoju.