Zły anioł – recenzja

“Zły Anioł” jest czwartym i ostatnim tomem Wielkiej wojny diabłów autorstwa duńskiego pisarza, Kennetha Andersena. Przygoda Filipa Engella zaczęła się w “Uczniu Diabła”, kiedy to, omyłkowo, sam Lucyfer mianował go na swego następcę. W “Kostce śmierci” główny bohater ma zadanie odnalezienia artefaktu odliczającego długość ludzkiego życia. Ponowne pojawienie się anielskiego chłopca w piekle następuje w trzeciej części pod tytułem “Śmierć w pigułce”. W towarzystwie ukochanej podróżuje po krainach śmierci, aby odnaleźć Sorena – idealnego ucznia Diabła – który niespodziewanie umiera, choć nie powinien.

Po ciągu zstąpień do piekła i powrotów do świata ludzi dla Filipa i piekielnej zgrai nadszedł czas ostatecznej bitwy z wrogiem równie przebiegłym, co okrutnym. Nie zabraknie w niej fortelów godnych najlepszych strategów, jak i niespodziewanego wsparcia sojuszników.

Książka zaczyna się w momencie kryzysu życiowego Filipa Engella (nie pokuszę się o liczenie, który to już raz). Wybranka serca zostaje uprowadzona przez największego wroga – trzeba jak najszybciej wysnuć plan odbicia jej z niegodnych diablich racic. Do tego dochodzą dylematy natury duchowej, bo jak tu być dobrym, kiedy narobiło się tyle złych rzeczy, a w piekle ukryć się tego nie da, gdyż sam wygląd zdradza delikwenta.

Plusami książki są innowacyjne metody stosowane zarówno w trakcie walki, jak i dążenia do celu. Mało, że nie brak tu diabelskich podstępów, to aż mnogo od boskich. Aziel, dla własnych celów, w bajeczny wręcz sposób wykorzystuje boskie patenty na walkę z niegodnym ludem i poddanymi. Robi też wypady na tereny obcych bogów po akurat brakujące mu dewocjonalia. To właśnie Aziel jest takim uosobieniem prawdziwie złego diabła. W jego przypadku nie ma miejsca na odruchy dobroci, nawet wobec ukochanej Satiny; są to raczej bóle fantomowe szaleńca aniżeli prawdziwe uczucie. Jeszcze jedną, wręcz zabawną, sprawą jest biurokracja – i to zarówno tam na górze, jak i na dole. Gdy tylko dzieje się coś niezgodnie z planem, wracają czasy kolejek i nawet na karę trzeba sobie poczekać grzecznie w szeregu.

Minusem jest zdecydowanie chwiejne sumienie samego Filipa, nie bardzo potrafi on zdecydować: czy ma być zły, czy też dobry. Kiedy więc szala przechyla się na stronę grzechu, ma wyrzuty sumienia i skrupuły. Jest to nieco irytujące, bo, choć pod wpływem zła zmienia się w rogatego diabła ze skrzydłami, w środku jest ciągle dobry.
Ostatnia część serii o Wielkiej wojnie diabłów niesie przesłanie: w piekle można odkryć dobro, wszędzie są jakieś granice zła i tak naprawdę nawet Lucyfer tęskni za tym, co stracił. Choć czasem sposób rządzenia, jak i uosobienie władzy może zdawać się nieodpowiednie, to jednak zmiany nie zawsze wychodzą na dobre. Ogromnie spodobał mi się motyw Boga pomagającego swemu upadłemu aniołowi. Jego łaska jest bezgraniczna i nawet dla piekielników ją znajduje i śpieszy z pomocą.

Książka skierowana jest do młodzieży, to taka optymistyczna wersja kaźni, choć w tym przypadku akurat Kenneth B. Andersen bardziej skupił się na rogatych mieszkańcach szatańskiego świata, niż duszach doń trafiających. Jest to powieść z morałem, dobra właściwie dla wszystkich na spokojne wieczory. Historia o dobrym chłopcu, trafiającym do piekła, o tym, jak przez cztery tomy walczą w nim o lepsze dobro i zło, które są w każdym. “Zły Anioł” jest godnym finałem i rozstaniem z bohaterami.

Dziękujemy wydawnictwu JAGUAR za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Tytuł: Zły anioł
Autor: Kenneth B. Andersen
Seria: Wielka wojna diabłów
Data wydania: luty 2012
Liczba stron: 340
Wydawnictwo: Jaguar