Szaleństwo elfów – recenzja

 Z każdą kolejną częścią staję się coraz większą fanką serii Kronik Mac O’Connor autorstwa Karen Marie Moning. Trzecia odsłona cyklu pod tytułem “Szaleństwo elfów” była przeze mnie wyczekiwana z niecierpliwością. Z obawą zaglądałam do zapowiedzi wydawnictwa MAG, by sprawdzić czy aby data wydania nie została przesunięta. Wreszcie się doczekałam i niestety (dla siebie)zbyt zachłannie podeszłam do lektury, przeczytałam za szybko, co oznacza, że będę czekać na kolejny tom z całą pewnością za długo. Każdy termin w tym wypadku to “za długo”. 

W tej części wyczuwa się pewien impas. Mac, nie mogąc nikomu zaufać (bo też nikt nie daje jej do tego powodów), zawiera układ nie tylko z niezmiennie tajemniczym Jericho Barronsem, ale też z policją i księciem elfów. To jednak nie koniec interesantów, którzy chcą skorzystać z umiejętności dziewczyny. Grupa widzących Sidhe chce, aby oddała im jedyną broń, jaką posiada, zdolną zabijać elfy. Jej członkinie są przy tym wyjątkowo zajadłe i agresywne. Dodatkowo bohaterka trafia również na członka klanu druidów, który od pokoleń strzeże muru miedzy światami.

MacKayla Lane jest zagubiona, utknęła w takim punkcie swojego życia, w którym nie bardzo wie, na jakie postępowanie ma się zdecydować. Oczywiście chce sprawiedliwości dla swojej zamordowanej siostry Aliny, ale nie jest to sprawa prosta i potrzebna jej pomoc. Lawiruje pomiędzy V’lanem a Barronsem – i jednemu, i drugiemu zależy, aby znalazła Sinsar Dubh, a każdy z nich pragnie księgi dla siebie. Brak współpracy z jej strony może skończyć się dla niej źle, więc wszystkie jej ostatnie poczynania, to mydlenie oczu swoim “wspólnikom” lub udzielanie im niepełnych informacji. Jest mi jej nawet szkoda. Niemalże czuć jej pragnienie zaufania komuś w takim stopniu, aby mogła powiedzieć, że może liczyć na pomoc nie tylko z powodu swojego talentu do wykrywania artefaktów.

Mac utknęła w martwym punkcie, a wraz z nią stanęła akcja. Pomyślałam nawet, że autorka będzie ciągnąc ten impas dalej, nie tylko do końca książki, ale również przez kolejne części. Taka stagnacja okazuje się jednak ciszą przed burzą z piorunami. Akcja nabiera nieoczekiwanego rozmachu i zmierza w zaskakującym kierunku. Sposób, w jaki pisarka kończy trzecią część, nasuwa mi myśl, że gorzej już być nie może. Razem z Mac odczuwałam rozpacz i całkowitą bezradność. Rozmiar katastrofy jest nie do opisania, to jak świat w trakcie armagedonu. Dziewczyna zostaje sama i znikąd pomocy.

Tak jak w dwóch poprzednich częściach, Barrons jest, obok tajemniczej księgi, największą zagadką. Cała jego postać jest owiana tajemnicą, zarówno to, kim jest, jak i to, do czego zmierza i jaki konkretnie ma powód do szukania elfich artefaktów mocy, nie licząc kolekcjonowania ich – nie jest to z całą pewnością jedyna przyczyna jego zainteresowania tymi rzeczami. Boją się go Cienie, a sama Mac przyłapuje go w szalenie kontrowersyjnym momencie. Jericho jest postacią, która przykuwa uwagę czytelnika. Całą swą osobowością i aurą tajemnicy wręcz zmusza do podejmowania prób rozszyfrowania go. Niestety, “Szaleństwo elfów” w żaden sposób nie przybliża do odpowiedzi na pytanie, które nurtuje nie tylko pannę Lane, ale i fanów serii: Kim jest właściciel księgarni i szef Mac w jednym?

Minusem książki jest zastój w przebiegu akcji. Teoretycznie dzieje się dużo, ale do głównego wątku nie wnosi to za wiele. Zatem, przed niezwykle emocjonującym zakończeniem, które rekompensuje trzy czwarte wlekącej się akcji, mamy miotającą się dziewczynę i masę ludzi, próbujących wykorzystać ją do własnych celów. Oraz za mało Barronsa, wyjątkowo mi go brakowało.
Plusem jest na pewno sama księga Sinsar Dubh, która nie jest dokładnie tym, czym się wydaje i na pewno dla wielu osób stanie się kolejną zagadką (oprócz tożsamości Barronsa) do rozwiązania i dogłębnego poznania. Kolejną taką perełką, wpływającą na mą sympatię do cyklu, jest główna bohaterka – osoba, której świat z dnia na dzień wywrócił się do góry nogami. Co dla mnie było zaskoczeniem, ona, w tym wszystkim co robi, wydaje się być bardzo autentyczna i właśnie w “Szaleństwie elfów” widać to bardzo wyraźnie.

Podsumowując tę recenzję, napiszę, że w “Szaleństwie elfów” główna bohaterka staje naprzeciw sytuacji paranormalnej, która ją przerasta, mimo tego, że sama Mac jest pod tym względem uzdolniona bardziej niż istoty jej podobne. W dodatku jest całkowicie sama pośród wielu ludzi, którzy ją otaczają. Czy ktoś jej pomoże? Czy ktoś udzieli jej wsparcia? Czy znajdzie się ktoś, komu zależy na Mac, a nie na wykrywaczu artefaktów?

 Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu MAG.

 Tytuł: Szaleństwo elfów (Faefever)
Cykl: Kroniki Mac O’Connor
Tom: 3
Autor: Karen Marie Moning
Wydawca: MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 27 lipca 2012
Liczba stron: 440
Cena: 35 zł