Paskuda & Co. – recenzja II

 Gdy wieczór zapada, a małe dzieci kładą się spać, słyszy się historie o pięknych księżniczkach, strasznych potworach i mężnych rycerzach. Chyba każdy z nas je kiedyś poznał. Dziewczynki wyglądają swojego księcia na białym rumaku, a chłopcy polują na smoki. Ale kiedy czas upływa, odkrywamy, że świat nie może być tak wspaniały. Jakiż obmierzły gad pilnowałby grzecznie księżniczki, nie próbując chociaż „spróbować” apetycznej dziewicy? Jaka kobieta wytrzymałaby tak długo w wieży, nie próbując uciekać? I jaki idiota chciałby podpaść smokowi, dla ożenku z nieznajomą? Magdalena Kozak przedstawia nam bajkę, która zmienia nieco obraz naszych dziecięcych wspomnień.

Za górami, za lasami, na totalnym zadupiu stoi wieża, gdzie „jak dobry obyczaj nakazuje” córka króla czekać ma na godnego męża, pod strażą straszliwego smoka i groźnego Strażnika. Tak to przynajmniej wygląda w teorii. W rzeczywistości królewna – zwana Księżniczką – gra w statki ze Strażnikiem, w międzyczasie wypatrując przyszłego obiadu dla smoka.

Księżniczka jest kobietą pyskatą, o problemach bardzo przyziemnych jak na swoją rangę społeczną. W wieży są straszne przeciągi (a nie można przecież powitać swego rycerza, będąc opatuloną kocem i w grubych barchanach), twarz zaś doświadcza koszmaru prawie każdej nastolatki, a latka lecą… Do tego trzeba upilnować, by byle wieśniak nie dostał ręki córki króla i by kochanemu zwierzątku nie stała się krzywda. Ciężki jest los królewny, zwłaszcza gdy w pobliżu brak porządnych rycerzy, ale, jak to w bajce, przecież każda dziewoja znajdzie swego adoratora. W rolę tego ostatniego wciela się strażnik następczyni tronu, powszechnie zwany Strażnikiem. Niestety, mimo wielu pozytywnych cech, posiada on jedną poważną wadę – nie jest rycerzem.

Jak na bajkę przystało, fabuła tego opowiadania jest prosta, mimo to świetnie przemyślana i przedstawiona. Całość składa się z kilkunastu rozdziałów o różnych przygodach naszych bohaterów, które są ze sobą luźno powiązane i subtelnie prowadzą ku finałowi. Na akcję również nie ma co narzekać, gdyż ciągle coś się dzieje i zagraża spokojnemu życiu w wieży, jak chociażby bard, którego głos pragnęłaby mieć w arsenale niejedna armia na świecie, czy urzędnik z piekła rodem. Kolejnym zdecydowanym plusem tej historii jest jej humor. Każdy rozdział aż nim ocieka i niemożebnym wręcz jest czytanie tej książki w strefie publicznej i zachowanie opinii osoby zdrowej umysłowo. No i zostaje jeszcze Pasia – jeden z najlepszych smoczych bohaterów, o jakich miałam okazję czytać.

Tym, co mnie rozczarowało, było niestety zakończenie. Niby wiadomo, że bajka musi się dobrze skończyć, kochankowie będę już razem szczęśliwi i ogólnie cud, miód i maliny. Ale jednak jakoś trzeba do tego zakończenia dojść. O ile przedostatni rozdział aż kipiał akcją i wywoływał wiele emocji, o tyle ten ostatni sprawiał na mnie wrażenie, jakby autorka napisała go naprędce, na kolanie, tuż przed wydaniem. Wszystkie przeszkody, które tarasowały głównym bohaterom drogę do szczęścia przez CAŁĄ książkę, nagle, w ciągu kilku stron, zostały usunięte. Jak na mój gust – zmarnowany potencjał.

Mam bardzo duży sentyment do książek, których celem jest rozbawienie czytelnika. Wysoko cenię sobie poczucie humoru, dlatego też, mimo zakończenia, zostałam fanką Magdaleny Kozak oraz „Paskudy & Co.” i szczerze polecam przeczytanie tego dzieła każdemu, bez względu na upodobania gatunkowe, gdyż jest to historia, która łączy nasze dziecięce fantazje i dorosłą rzeczywistość.

Tytuł: Paskuda & Co.
Autor: Magdalena Kozak
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 17.10.2012r.
Liczba stron: 304

Dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji.