Podzieleni – recenzja

  „Podzieleni” zaintrygowali mnie już w momencie, kiedy pół roku temu, przeglądając zapowiedzi wydawnictwa, zapoznałam się z opisem tego tytułu. Chociaż trochę czasu minęło, zanim dane mi było sięgnąć po własny egzemplarz, to ciekawość wywołana w lipcu, nie opuściła mnie ani na moment. Czym prędzej rozpoczęłam swoją przygodę w antyutopijnym świecie. Czytałam, czytałam, czytałam… I choć pozornie wszystko było okej, wszystko jakoś ze sobą współgrało, nie mogłam pozbyć się przeświadczenia, że pewne rzeczy do siebie nie pasują, zgrzytają… Aż, po blisko pięćdziesięciu stronach lektury, dostałam olśnienia – fabuła książki jest po prostu bezsensowna.

Autor opowiada historię trójki dzieciaków: Connora, Risy i Leviego. Bohaterom przyszło żyć w czasach po Drugiej Wojnie Domowej, która toczyła się o prawa reprodukcyjne. Ludzkość bowiem, w ramach kompromisu, uchwaliła ustawę, doprowadzającą do pojednania obydwu stron konfliktu – osób opowiadających się za wolnym wyborem i tych przeciw aborcji. Według ustanowionej Karty Życia, ludzka egzystencja miała być bezcenna, jednakże pomiędzy 13. a 18. rokiem życia dziecka, rodzice mogliby zdecydować się na jego podzielenie, które nie byłoby uważane za śmierć, a „życie” w kilku częściach.

Po przeczytaniu opisu powieści, miałam nadzieję, że sama historia będzie chociaż w przybliżeniu tak samo fascynująca. Niestety się zawiodłam. Trudno znaleźć cokolwiek dobrego w książce, gdzie najważniejszy fundament fabuły, pozornie interesujący i genialnie zaprezentowany, to nielichy wymysł, który w realnym świecie zostałby potraktowany jak zwykła abstrakcja. Nie zrozumcie mnie źle – cały czas pamiętam, że jest to tylko fabularyzowana historia, wymyślona przez autora, ale moim zdaniem każda książka, o tematyce fantastycznej czy nie, powinna posiadać jakieś logiczne podstawy.

„Podzieleni” to kolos na glinianych nogach. W trakcie czytania lektury wyraźnie widać, że pisarz pragnął poruszyć temat aborcji, jej przyczyn, konsekwencji i decyzji, które podejmowane dzisiaj, w późniejszym czasie mogą przynieść tragiczne skutki. Szkoda tylko, że pozornie dobrze zapowiadająca się historia, stała się bezsensowną paplaniną. Autor stworzył świat, w którym rodzice mogą oddać dziecko na podzielenie, ponieważ ono, będąc młodym gniewnym, nie rokuje zbyt dobrze, przez co w przyszłości nie będzie potrzebne społeczeństwu. Zacznijmy więc od tego, co mnie w „Podzielonych” najbardziej dotknęło. Pisarz (nie wszystkich lecz większość) dorosłych bohaterów, przedstawił jako obojętne i bezuczuciowe maszyny, które potrafią od tak pstryknąć palcami i wyzbyć się miłości do własnych dzieci. Być może to moje spojrzenie na świat jest spaczone, ale głęboko wierzę, że, jeśli rodzic potrafił przez 13. lat kochać dziecko tylko dlatego, iż było jego dzieckiem, to nie obudzi się jakiegoś dnia i nie podpisze papierów skazujących daną pociechę na śmierć.

Widzicie, sytuacja, w której społeczeństwo już od kilku pokoleń żyje w takim, a nie innym świecie, gdzie oddawanie własnych dzieci na rzecz „dobra ogółu” to norma, jest chora, ale dopuszczalna – w antyutopijnej rzeczywistości takie zachowania mają prawo istnieć. Co innego, kiedy autor prezentuje takowe okoliczności w momencie, gdy dopiero co zatwierdzono ustawy i prawa, dzięki którym podobne rzeczy są legalne. Wtedy takowa sytuacja jest chora i surrealistyczna. Autor w swojej książce nie wspomniał nic na temat jakichkolwiek sprzeciwów czy buntów – społeczeństwo po prostu się do wszystkiego przystosowało. Nie mówię o działaniach kilku osób, które można policzyć na placach jednej ręki. Jeśli nie rozumiecie, przypomnijcie sobie, co się działo, kiedy wypłynęła sprawa z ACTA i zamiast niej podstawcie na to miejsce nagle zatwierdzone prawo do aborcji. Myślicie, że wszystko spłynęłoby po ludziach jak woda po kaczce? Śmiem wątpić.

W „Podzielonych” można znaleźć wiele sprzeczności, potknięć i niedociągnięć. Widzicie, Karta Życia,traktująca o podzieleniu, wskazywała, że na zabieg mogą być skazywani tylko zdrowi, bez skaz na ciele, nastolatki. Dlaczego? Podzielenia jako takiego nie uważało się za śmierć, a za życie w kilku częściach, gdzie 98% ciała miało być przeszczepione komuś innemu. Więc kto? Osieroceni, nieprzydatni, niewychowani, młodzi gniewni…
Z tym, że jest jeszcze taki jeden, mały szczegół… Definicja „życia”, wraz z funkcjonowaniem i poprawnym przeprowadzaniem procesów różnych organów, obejmuje także podejmowanie własnych decyzji. Tak mnie w podstawówce uczyli, nie wiem, może już się co nieco, pozmieniało.

Dając już spokój marnym początkom, reszta powieści jest mocno przeciętna. To opowieść o trójce nastolatków, którzy, mając odmienne spojrzenie na zabieg, uciekają i próbują poradzić sobie w nowej sytuacji. Jeżeli miałabym wskazać tutaj jakąkolwiek mocną stronę „Podzielonych”, byliby to bohaterowie. Nastolatki, momentami mocno irytujący moją osobę, a także posiadający skłonności do komplikowania nawet najprostszych sytuacji, byli także elementem dynamizującym fabułę. Narracja w każdym z rozdziałów przypadała na różne postaci, nie tylko główne, ale też poboczne, dzięki czemu miałam większy wgląd w sytuację opisywaną w danym momencie. Dzięki przedstawieniu opinii dzieciaków przeznaczonych na podzielenie, ich przemyśleń i rozważań, pisarz w pewien sposób nakłaniał mnie do wyrobienia sobie własnego zdania. Opowiedzenia się po jednej ze stron.

Sama historia przedstawiona w książce nie jest wciągająca. Czy odłożyłam powieść po przeczytaniu jednej strony, czy po pięćdziesięciu, do kolejnych i tak wracałam z taką samą umiarkowaną obojętnością. Sądzę, że równie dobrze mogłabym ją rzucić w kąt i nie poznać jej zakończenia. Akcja niby była dynamiczna, niby cały czas coś się działo, ale żadne wydarzenie nie wbijało w fotel, chociaż kilka, a szczególnie tych finałowych, powinno.

Po przeczytaniu „Podzielonych” wiem, że jest to książka, która miała szansę na zainteresowanie grupy docelowej, czyli młodzieży, tematem aborcji. Prawda jest taka, że to właśnie oni już niedługo będą decydować o moralności czy etyce, dokonywać wyborów i żyć razem z nimi. Książka pana Neala mogła być wartościową, wstrząsającą lekturą, która kazałaby choć przez chwilę się zastanowić, pomyśleć. Niestety nią nie jest. Choć pewnie znajdą się osoby, którym powieść przypadnie do gustu i nimi wstrząśnie, to spostrzegawczy czytelnik najpierw znajdzie luki w rozumowaniu autora, a dopiero później, jeśli w ogóle, poświęci kilka chwil na refleksję.

 Za możliwość poznania przygód  Connora, Risy i Leviego dziękuję wydawnictwu Papierowy księżyc.

tłumaczenie: Łukasz Dunajski
tytuł oryginału: Unwind
wydawnictwo: Papierowy Księżyc
data wydania: październik 2012
ISBN: 978-83-61386-18-6
język: polski
typ: papier

 

About Blair

Pełnoetatowa książkoholiczka i filmomaniaczka. Recenzentka - amatorka, szpanująca swoim talentem pisarskim i nie rozumiejąca, dlaczego nikt nie chce podziwiać blasku jej intelektu, który przecież razi wszystkich po oczach. Czasami o skłonnościach masochistycznych, wiecznie niewyspana. Niepoprawna romantyczka, marząca o naprawianiu świata. Ponoć mówią, że nocą staje się Nocnym Cieniem i szuka nowych, szeleszcząco - papierowych ofiar...

View all posts by Blair