Zmiennoskóra – recenzja II

 Czy wiecie, co cechuje dobrą książkę? Pytanie, wbrew pozorom, do łatwych nie należy, gdyż każdy z nas ma nieco odmienny gust, i spróbuj tu człowieku stworzyć dobrą definicję, która zadowoli wszystkich… Do słownika pewnie to nie wejdzie, jednak dla mnie książka zasługuje na miano „świetnej”, gdy niespodziewanie kończą mi się kartki do przewracania i muszę się zastanowić, dlaczego nocą na niebie świeci słońce. Właśnie takim dziełem była dla mnie „Zmiennoskóra” Faith Hunter.

Tym, co mnie najbardziej zaintrygowało w tej powieści, był opis. Wampiry, czarownice, zabójczyni i Bestia, a wszystko to w alternatywnym świecie, gdzie ludzie łatwo mogą zostać zwierzyną łowną. Całość zaś w pięknej i klimatycznej okładce, któż by się oparł takiemu połączeniu? Książka jednak okazała się o wiele lepsza, niż śmiałam myśleć.

Jane Yellowrock jest zabójczynią z prawdziwego zdarzenia. Skóra, motocykl, tona żelastwa do zabijania, cięty dowcip – no jak się nie zakochać? Dodatkowo w zestawie dostajemy Bestię. Dzielą jedno ciało, a ich koegzystencja jest bardzo trudna – obie posiadają niezwykle silne charaktery, inaczej postrzegają świat i stosują się do innych praw – a jednak muszą współpracować, aby przeżyć. Jane, choć nie pamięta swojej przeszłości z powodu amnezji, ani jak skończyła związana z Bestią, nie kuli się w kącie, narzekając na swój los, nie ma w ich relacjach miejsca na słabość i ckliwość, jest tylko przetrwanie. Kolejnym bohaterem godnym wspomnienia jest Leo – podły, nikczemny, podstępny, bezduszny, manipulacyjny, potężny, niebłyszczący i bojący się krzyży wampir. Aż ma się ochotę zakrzyczeć ze szczęścia, nosz w końcu normalny potwór!

Na nudę nie pozwala nam również akcja, która zaczyna się rozkręcać już po pierwszych stronach, a w miarę upływu czasu coraz bardziej przyspiesza. Plusem także jest jej nieprzewidywalność, w wielu momentach byłam kompletnie zaskoczona i nie potrafiłam określić jakie skutki wynikną z decyzji bohaterów. Smaczku dodaje też wiele tajemnic, które odkrywamy w miarę czytania, oraz poznawana, w tak zwanym międzyczasie, historia Jane. Zarówno ten wątek, jak i główny, zostały całkiem nieźle połączone – tak, aby nie zapomnieć o najistotniejszym temacie, co zdarza się w niewielu książkach, choć, jak na mój gust, autorka niepotrzebnie wyjaśniła wszystkie tajemnice naszej zabójczyni już w pierwszym tomie. Pozostaje mieć nadzieję, że to jednak nie jest „wszystko” i pomysłów jej jeszcze na długo nie zabraknie.

Niejednokrotnie słyszałam opinię, iż „Zmiennoskóra” przypomina bardzo serię o Kate Daniels czy Mercedes Thompson. Czy słusznie? Z pewnością można znaleźć wspólne wątki, jak na przykład to, że Mercy i Jane są rodowitymi Amerykankami i zmieniają postać, czy podobny charakter Kate i Jane. Jednak moim skromnym zdaniem, mimo iż obie te serie są naprawdę wspaniałe (a może właśnie dlatego), to zabranie się za „Zmiennoskórą” z takim nastawieniem jest mocno krzywdzące, gdyż dzieło pani F. Hunter posiada swój własny, bardzo duży potencjał, który może zostać łatwo niedostrzeżony, gdy po głowie będzie nam się plątać twórczość państwa Andrews czy pani Briggs. Książkę szczerze wszystkim polecam i z niecierpliwością wypatruję następnego tomu.

Tytuł: Zmiennoskóra (Skinwalker)
Autor: Faith Hunter
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 08.06.2012r.
Liczba stron: 480

Dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji.