Chodząc nędznymi ulicami – recenzja

 Naprawdę nie lubię antologii. Nieważne czy to jednego autora czy różnych, czy to polska produkcja, czy zagraniczna, zwyczajnie ta forma publikacji mi “nie leży”. Może mieć to swoje źródło w tym, że zwyczajnie nie lubię opowiadań, gdyż po nich zwykle zostaje mi niedosyt, który potrafi być uciążliwszy od kaca. Krótkie formy, nawet jeśli są dobre (a może nawet zwłaszcza wtedy), podnoszą moją irytację o kilka oczek do góry, bo nim wszystko się na dobre zacznie, już się kończy. Musicie to zrozumieć zanim przejdę do rzeczy – ja pragnę akcji z wielkim rozmachem, lecz budowanej małymi kroczkami, wraz z którą rosną napięcie i ciekawość. Pożądanie tekstu, zachłanne przerzucanie kartek ze zniecierpliwieniem, to jedne z niewielu przyjemności w moim życiu. Opowiadania tego nie mają. Nie na taką skalę jakiej potrzebuję, chadzają na skróty, pomijając wiele dla mnie ważnych elementów, aby zmieścić się na jak najmniejszej liczbie stron. Ciężki szlag mnie na to trafia.

I tak oto, jako antologiczny sceptyk (jak delikatnie powiedziane), podjęłam się przeczytania i zrecenzowania “Chodząc nędznymi ulicami” – zbioru opowiadań wydanego pod szyldem Rebisu. Słodka Logiko oraz Zdrowy Rozsądku, gdzie jesteście, kiedy was potrzebuję?

Wpływ na decyzję o wtrąceniu Słodkiej i Zdrowego do karceru miały dwa czynniki. Pierwszy: jedno z nazwisk na okładce – Patricia Briggs, której książki naprawdę lubię. Drugi fakt: tomik tytułuje się jako antologię urban fantasy. Biorąc pod uwagę te dwie rzeczy nie mogłam się oprzeć temu tytułowi.

Bezczelnie owijając w bawełnę dalej – czy ktoś z was kiedykolwiek czytuje wstępy? Nieważne, jaką książkę macie w ręku, czy kiedy na początku widzicie słowo “wstęp” (choć w tej antologii ono nie padło, ale umiem rozpoznać wstęp, kiedy go widzę. Taka bystra już jestem) czytacie to, co po nim następuje? Nie? No właśnie, ja też nie. Kto normalny to robi? Normalny zdaje się, że nikt, ale Jadowska owszem. Zobrazujcie to sobie: jeden z waszych ulubionych pisarzy zaczyna całkiem na serio ubolewać nad faktem, że nie miał tego tekstu, kiedy szykował się do prelekcji o urban fantasy. Co robicie jako wierni wyznawcy zarówno gatunku jak i rzeczonego pisarza? Zawracacie i czytacie cholerny wstęp. W trybie pilnym. Dwa razy.

O Słodka Logiko i Zdrowy Rozsądku, gdzie… a z resztą, do diabła z wami.

Wstęp jest przydługi, jak to zwykle ze wstępami bywa, ale ku mojemu zaskoczeniu jak najbardziej sensowny. Cóż, hańbą by było gdyby takim nie był, w końcu odpowiada za niego George R.R. Martin. Jadowska rzekła, a ja potwierdzam (w końcu moje potwierdzenie ma tu kluczowe znaczenie!), że na chwilę obecną jest to najbardziej spójny i oddający to, czym jest urban fantasy, tekst w języku polskim. Martin bardzo trafnie wskazuje elementy charakterystyczne dla rasowego urban, jednocześnie podkreślając, że ten gatunek ma zasady tylko po to, aby je łamać. W dużym skrócie urban fantasy to owoc płomiennego romansu horroru z kryminałem noir. I taka właśnie jest ta antologia. “Chodząc nędznymi ulicami” to świetne opowieści detektywistyczne z niemałym dreszczykiem, a to jest coś co lubię. Choć i tak brała mnie ciężka cholera, że opowieści są tak krótkie, to jednak miłość do gatunku wygrała.

Oczywiście zdarzają się i opowiadania słabsze, antologia liczy sobie aż 16 historii, i nie ma siły, żeby wszystko było super. Nie było. Ale to cały czas coś nowego, coś innego. Ma ten klimat, znany magnetyzm, budzi we mnie czytelniczy głód.

Jeśli chodzi o moje typy i wskazanie najlepszych tekstów, to wykażę się skrajnym subiektywizmem. Oczywiście w “Czerwieni i w perłach” Patricii Briggs. Jestem fanatyczna i nic na to nie poradzę, to głównie przez to nazwisko na okładce zapragnęłam posiadać tę książkę. I nie zawiodłam się, bo to naprawdę dobre opowiadanie. Oczywiście z punktu widzenia fanatyka. Cały czas bierzecie na to poprawkę, prawda?

Co do największej gwiazdy tej antologii, czyli Charlaine Harris to wciąż mam gigantyczny problem z tą autorką. Czytałam jej książki bardzo dobre i bardzo, bardzo złe. Na zmianę mnie zachwyca i doprowadza do ciężkiej kur… zgagi. “Śmierć z ręki Dalii” jest pierwszym jej tekstem, który plasuje się po środku tej skali pełnej skrajności. Jest niezły, ma tę iskrę, ale zabrakło zapłonu.

Po raz pierwszy zetknęłam się tutaj z twórczością Simona R. Greena i jestem niezwykle zadowolona z tego spotkania, choć troszkę martwił mnie fakt, że opowiadanie jest częścią serii, której nie znam. Bardzo podobne odczucia pojawiły się przy lekturze “Strzeż się Węża” Johna Robertsa. Ale po prawdzie – dziś niemal wszystko co jest wydawane, jest częścią jakiegoś cyklu. Cóż poradzić, nie można mieć wszystkiego.

Całość oceniam na czwórkę z plusem. To świetna lektura na leniwy wieczór. I naprawdę pięknie wydana. Twarda oprawa, obwoluta, przyjemna okładka, dobry papier. Gdybyż to cholerstwo przy tym swoim cudnym wyglądzie nie było tak nieporęczne i ciężkie, to już bym wcale nie marudziła. A tak, niestety, wskakują punkty ujemne za niemożność zabrania tej cegiełki ze sobą w podróż. Choć i tak zabierałam przy okazji poruszania się komunikacją miejską.

Za egzemplarz do recenzji dziękuje wydawnictwu Rebis.

Tytuł: Chodząc nędznymi ulicami (Down These Strange Streets)
Autor (pod redakcją): George R.R. Martin, Gardner Dozois
Tłumaczenie: Marta Dziurosz
Wydawca: Rebis
Data wydania: 13 listopada 2012
Liczba stron: 672
Oprawa: twarda
Wymiary: 150×225 mm
Cena: 59,90 zł

 

About Kometa

W sieci znana też jako Koralina Jones. Redaktor naczelna Gavran.pl, główny administrator Forum Gavran ( http://forum.fan-dom.pl ), administruje także Thornem - oficjalną stroną Anety Jadowskiej ( http://anetajadowska.fan-dom.pl ). Współzałożycielka Grupy Fan-dom.pl . W wolnych chwilach recenzentka i blogerka.

View all posts by Kometa