“Ciemnorodni” Alison Sinclair – recenzja

Czasem zasiadam do czytania książki i zastanawiam się, skąd autorzy czerpią pomysły. Bo przecież nie jest to wcale takie proste, wymyślić coś nowego, oryginalnego, odmiennego. Niewątpliwie ta sztuka udała się Alison Sinclair w powieści „Ciemnorodni”.

Wizja świata podzielonego na właśnie Ciemnorodnych – czyli ludzi którzy mogą żyć tylko w ciemności – i Światłorodnych – czyli tych, dla których jest ona zabójcza to właśnie nowum. Na mieszkańców mroku światło słoneczne działa tak jak na wampiry – spala ich, podobnie działa ciemność nocy na żyjących za dnia. Światłorodni są obdarzeni normalnym wzrokiem, natomiast Ciemnorodni są ślepi i posługują się tylko sonem, czymś jakby radarem czy echosondą. Nie jest to naturalny stan rzeczy. Dzieje się tak z powodu klątwy, rzuconej dawno temu przez potężną czarodziejkę Imogenę przy pomocy grupy dwudziestu czterech magów. Klątwy tak potężnej, że do tej pory nie została zdjęta. Ludziom tego świata udaje się jakoś żyć koło siebie, bez spotykania się osobiście. Ale ich społeczeństwa są odmienne. Dla żyjących w blasku dnia magia jest czymś naturalnym, natomiast dla tych, którzy nie widzą, jest sprawą wstydliwą, czymś, z czym najlepiej się nie zdradzać, żeby nie narazić się na ostracyzm.

Obie te rasy (bo tak ich chyba można nazwać) mają wspólnego wroga – siły zła z Krainy Cienia, a walka z nimi trwa już od dawna. Najlepiej zaś wychodzi czarodziejom. Ich w książce nie brakuje, choć nie wszyscy przyznają się do posiadanych zdolności. Wywołuje to zresztą spore zamieszanie i nawet powoduje pewne konflikty w życiu osobistym głównych bohaterów, bo, jak pisałam wcześniej, wśród Ciemnorodnych magia uchodzi za coś zdrożnego, a to właśnie wśród nich dzieje się pierwszy tom trylogii.

Ich społeczność została opisana dość dokładnie, choć nieco monotonnie. Co, kto, kiedy, z kim – często nawet z wyjaśnieniem dlaczego. Opis funkcjonowania społeczeństwa, koligacji między rodami, małżeństw, romansów jest naprawdę obszerny. Z drugiej strony lubię też wiedzieć, co się z czym je, więc tak strasznie mi to nie przeszkadzało, tylko momentami trochę nużyło.

Za to bardzo przypadło mi do gustu przedstawienie bohaterów, ich przemyśleń, charakterów, zachowań – nie nakładali mi się jeden na drugiego, każdy miał swoją wyrazistą osobowość, często ukształtowaną warunkami, w jakich przyszło im żyć. Jednym słowem – byli ciekawi. Interesujące okazały się również ich przygody. Autorka ani im, ani nam nie daje im się nudzić już od pierwszych stron, przyspieszając akcję coraz bardziej i bardziej. Dodatkowo jest to historia o miłości, nienawiści, walce i poświęceniu. I oczywiście magii, bez której żadna książka fantasy nie mogłaby się obejść.

Nie jest to może arcydzieło, ale powieść, którą po prostu spokojnie można przeczytać. Napisana językiem przystępnym, zrozumiałym dla każdego, bez używania całej masy skomplikowanych słów (co niestety w wielu innych dziełach się zdarza, a co potrafi zepsuć przyjemność czytania). Wciągająca w opisywane przygody. Takich książek także nam potrzeba, kiedy więc ukażą się następne tomy, na pewno po nie sięgnę – choćby po to, żeby poznać zakończenie.

Autor: Alison Sinclair

Tytuł: Ciemnorodni

Wydawca: Bellona