KONKURS – DORA WILK ZAPRASZA NA IMPREZĘ – WYNIKI

Bez tytułu

Witajcie!

Dziś Dora Wilk obchodzi urodziny, trzeba więc szykować się na imprezę, ale zanim pójdziemy w tany, ogłosimy, czyje prezenty najbardziej przypadły do gustu Anecie Jadowskiej i z których to Dora najbardziej by się cieszyła. Wybór był trudny. Trudny do tego stopnia, że nagrodzone zostaną więcej niż dwie osoby. :-)

Pierwszy zestaw książek otrzymuje: Monika Dawidowicz.

Aneta tak uzasadniła swój wybór:  Dowcipny, trafny i poparty wiedzą zarówno o świecie Dory jak i o kwestiach technicznych prezent zasługuje na uznanie, a co za tym idzie: główną nagrodę. Takie rozwiązanie na pewno przysporzyłoby Dorze sporo zabawy, przygód i nowych znajomości i byłby fabularną skarbnicą, na co najmniej kilka tomów. :-) W ostatnim czasie moi znajomi whowianiści (czyli dla niewtajemniczonych – fani Dr Who) żyli tym, kim będzie po reinkarnacji nowy doktor. Były nawet sugestie, że to powinna być kobieta. Ostatecznie nowy Doktor kobietą nie jest, ale powiem wam – jego strata, bo Dora byłaby totalnie wymiatającym rzeczywistości Time Lordem. :-) Duży plus za sposób, w jaki darczyńca opisał cały projekt, parsknęłam śmiechem w co najmniej 2 miejscach. :-)

Drugi komplet powędruje do: Pauliny Gajdanowicz.

A tak Aneta uargumentowała tę decyzję: Jako wielka fanka Jamesa Bonda życzyłabym Dorze, by miała swojego Q z gadżetami, które przydają się w odpowiednim momencie i pozwalają wyjść cało z opresji. Doraton jest całkiem niezłym gadżetem dostosowanym do potrzeb naszej wiedźmy.

Obie laureatki otrzymają zestawy składające się ze wszystkich wydanych dotychczas części Heksalogii, czyli “Złodzieja dusz”, “Bogowie muszą być szaleni” oraz “Zwycięzca bierze wszystko”.

Ale że, jak wspomniałam, wybór nie był łatwy i wpłynęło wiele świetnych prac, Aneta wyłoniła jeszcze dwa wyróżnienia – autorki zgłoszeń otrzymają drobne niespodzianki. Listonosza mogą wyglądać: Eliza Karwowska i Marta Jaworska.

Taki oto prezent dla Dory wymyśliła Monika:

Usiadłam zdeterminowana do działania – prawda, jak niedorzecznie to brzmi? Ale właśnie w ten sposób aktywizuję swoje szare komórki: siadając przed niezapisaną tablicą i uporczywie się w nią gapiąc. Przez moment zatańczyły mi przed oczami ciemne plamki, które odgoniłam potrząśnięciem głowy. Myśl! Myśl, co uszczęśliwi tę złośliwą wiedźmę? Niestety, bogata dyskografia oplatająca jej mieszkanie pozbawiła mnie złudzeń – nigdy nie trafię na krążek, którego nie ma ona lub jej piekielnie anielska świta. Życzyłabym im codziennie pełnego majestatu lub dobrego ognia za pozbawienie mnie najbanalniejszego pomysłu! Może by tak żółtą łódź podwodną? (Po przejrzeniu zawartości portfela zaniechałam pomysłu – zresztą… nie pod morskimi falami Dora czuje się jak ryba w wodzie.)

Pukanie. Rytmiczne pukanie głową o blat i dzwonienie w uszach – sięgnąwszy po komórkę stwierdziłam, że minął mój czas. Cholera! CZAS! Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?! Wystrzeliłam w stronę swojego zorganizowanego chaosu – zawsze potrafię się w nim odnaleźć, mitologia grecka zresztą całkiem słusznie posądza Chaos o prapoczątek, prapierwiastek i prawszystko… nieważne. Moje myśli w końcu zaczęły pracować z prędkością fotonów a ja wygrzebałam z niepozornej sterty śmieci stary rozkład jazdy, tfu, Wszechświata. Gdzie ten przeklęty most? Einsten-Rosen, Einstein-Rosen… pamiętam, że zabazgrałam go w najeżone jęzorami róże, za co dość długo musiałam przepraszać szaloną duszę Einsteina (uznał moje dzieło za profanację), natomiast duch Rosena zwyczajnie się nie pojawił (wypiął się na moją pseudosztukę). Jest! Prezent idealny dla kogoś nieustannie popadającego w niełaskę szczęścia a będącego stałym bywalcem karcerów rzeczywistości magicznej! Aby było idealnie w stylu Jady, poproszę Katarzynę o pomoc w przekuciu klucza do tunelu czasoprzestrzennego w piekącą… tzn. piękną (gdzieżbym śmiała chcieć dopiec solenizantce!) runę. Najlepiej na tyłku, żeby goniące ją kłopoty mogły ją cmoknąć.

Co za beztalencie ze mnie było… te jęzory przypominają… okay, zaraz będzie czytelny. Voila! (ten okrzyk i propozycja pójścia do łóżka są jedynymi zwrotami francuskimi, jakie znam – i przynajmniej jednego staram się nie nadużywać, bo nie czerpię energii w sposób dostępny dla wiedźmy płodności – a ta łączy przyjemne z pożytecznym, szczęściara…) Zwykli niemagiczni twierdzą, że Wormhole to tylko hipotetyczny skrót między Wsechświatami. Błąd wynikający z braku danych pozwalających obliczyć statystyczne prawdopodobieństwo wystąpienia zjawiska. Światy są pełne absurdów a pewniki wzajemnie sobie zaprzeczają – jak inaczej wyjaśnić nieskończoność Wszechświata oraz teorię, że wciąż się on rozszerza? Skoro właściwie mamy Multiwersum, to dlaczego nie miałaby z niego skorzystać Dora Wilk? Dzięki runie umożliwiającej jej podróże w czasie i przestrzeni, mogłaby skopać z gracją tyłek Cezarowi za liczne grzeszki czy ludziom odpowiedzialnym za wstrzymanie produkcji Firefly’a…

PODANIE…. blablabla… kilka formułek grzecznościowych i dlaczego ubiegam się o runę Wormhole dla niezrównoważonej… ten ustęp wykreślę…ale dodam, że Trójprzymierze zyska nieco świętego, błogosławionego spokoju (ten, kto jest naiwny, ten uwierzy – aniołowie, nieładnie jest wątpić!), Dora będzie podążać ścieżką prawości (coś jak Highway to hell), zyska nowych przyjaciół (z jej nieposkromionym apetytem jest szansa, że namiesza, gwiazdy się ustawią w kombinację dzwonu a Kapłan Przedwiecznych Cthulhu ruszy swe dupsko z dna Pacyfiku), utemperuje kilka charakterów (swój pozostawiając bez skazy) i przeniesie imprezę w zupełnie nowy wymiar! Wszystkiego naj… Jado!

PS Tylko proszę, niech ta runa nie będzie w kształcie śladu buta, bo znów będę słuchać, że dostała od Losu niezłego kopa!

A Paulina postanowiła obdarować Dorę takim oto podarunkiem:

„DORATON”
No dobrze, a wiec przenieśmy się do równoległego wszechświata, teleportujmy do fabryki, w której znajdziemy wszystko. Hm…Niekończąca się czekolada, plecak bez dna, okulary zabierające czyjąś duszę – nie, nie, nie, to nie jest to. Idziemy dalej alejkami wielkiego magazynu szukając dla Panny Wilk idealnego prezentu, aż w końcu to spostrzegamy! Leży niepozornie na półce wyglądając całkowicie niewinnie… Zupełnie jak Dora (gdy śpi). Podchodzimy do owego przedmiotu, oglądamy go z każdej strony. Niewielki prostokąt mieszczący się do kieszeni o grubości mniej więcej dwóch palców, z kilkoma przyciskami. Naciskamy pierwszy przycisk-pokrętełko i na całą halę rozbrzmiewa „Highway to Hell”! W momencie przekręcania dalej, da się słyszeć głos Bona Scotta wyśpiewujący wszystkie piosenki z albumu o nazwie takiej jak pierwsza piosenka. Idziemy dalej. Tym razem nieco podłużny przycisk i w momencie naciśnięcia go wysuwa się mała szufladka z mini – dziesięcio-mililitorwą wersją wody utlenionej, paroma plastrami i bandażem. O tak, to też jest rzecz dla Dory idealna. Kolejny przycisk sprawia, że na środku pudełeczka wyskakuje szufladka z malutkim ekranem z nawigacją, (niby, żeby sama Dora się nie zgubiła, ale w rzeczywistości jest tam również urządzenie nawigacyjne, gdyby Joshua czy Miron naglę gdzieś naszą wiedźmę zapodziali. Ale o tym ma ona nie wiedzieć). Na wierzchu również jest mały ekranik aktywowany przyciskiem z boku, a tam… naturalnie, gdyby naszą wiedźmę gdzieś zakopano, uwięziono i by się nudziła – naturalnie, zgrane wszystkie sezony Castle’a, Czystej krwi, Kości czy Supernatural! Kto to by myślał przez jakichś tam… jeźdźców apokalipsy, czy jak im tam, mieć zaległości z odcinkami! No i na koniec mamy jeszcze kamerę z aparatem (który ma opcję dzięki której można zobaczyć co dana osoba skrywa pod ubraniami, ale ani słowa Mironowi czy Joshule) oraz dyktafon zmieniający głosy, gdyby wiedźma musiała kogoś wykiwać.
A całe urządzonko oczywiście stylowo jest w kolorowe kwiatuszki! Prezent dla Dory idealny!
PS: Oczywiście Doraton jest w rzeczywistości o wiele ładniejszy niż w załączniku, jednak jego autorka nie posiada za grosz zdolności artystycznych :(
Załącznik: klik.

Gratulujemy!

 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie