Wurt – recenzja

Rocznica wydania jakiejś książki to bardzo dobry czas, aby przypomnieć czytelnikom o jej istnieniu, a ludziom, którzy jeszcze jej nie znają, dać sposobność na zapoznanie się z nią. Dodanie do nowego wydania czegoś, co w starszym się nie znalazło sprawia, że zakup nie będzie aż tak bolał, jeżeli ma się już tę książkę na półce. To tak samo dobry pomysł dla osób, które powieści nigdy nie czytały, a chciałyby. Dwudziestolecie wydaje się idealnym czasem – ukształtowało się nowe pokolenie, które z chęcią sięgnie po kultową powieść. Wydawnictwo MAG świetnie więc wcisnęło się w ten okres z wydaniem książki Wurt Jeffa Noona, pozwalając mi na zapoznanie się z tą świetną historią.

Fabuła Wurta prawdopodobnie dzieje się w przyszłości w Manchesterze. Grupa ćpunów i narkomanów stara się za wszelką cenę zdobyć nowe dawki narkotyku, od którego są uzależnieni. Afrodyzjakiem przyszłości zaś są piórka. Małe, delikatne, pobierane od różnych istot bądź wytwarzane syntetycznie, dają różnorakie efekty po doustnym zaaplikowaniu. Są zwariowaną przygodą bez ładu, wizją szaleńca, mokrym snem nastolatka, realistyczną wizją, która odzwierciedla nasze marzenia – coś przypominającego grę komputerową, a każde przenosi ćpunom ten sam cudowny efekt.

Ale Wurt to coś więcej. To grupa bohaterów, jakże różnorakich, w których każdy ma swój cel, a najważniejszy z nich to odzyskanie ukochanej głównego bohatera powieści, która utknęła w jednej z rzeczywistości po narkotycznym wyskoku. Jeff Noon powoli przedstawia nam, nie zawsze chronologicznie i nie zawsze dosłownie, co zdarzyło się w dzień, w którym zniknęła miłość Skryby, a dzięki temu opisuje kolorowy, acz mroczny świat Wurta.

Powieść ta to również melanż gatunkowy. Dostaniemy tutaj historię o poszukiwaniu miłości, o odkrywaniu siebie; w tle majaczy brudna, upadająca metropolia niczym z połączenia postapokaliptystycznych wizji z cyberpunkiem. Grupa, do której należy Skryba, przypomina tę z filmu Trainspotting: szaloną, niezrównoważoną, ponad prawem, w której kontakty między ludźmi są tak samo dziwne jak obrazy widziane po zaaplikowaniu piórka, a najważniejsza jest kolejna działka, kolejny odlot. Z każdym rozdziałem wizje nasilają się, są coraz bardziej niejasne i zagmatwane. Zaburza się już i tak niejasna chronologia wydarzeń, styl autora również ewoluuje. Wszystko to prowadzi do niezwykle emocjonującego końca, które przysporzy czytelnika o ból głowy i nie pozwoli mu zapomnieć o książce przez mnogość interpretacji, jakim będzie musiał poddać ostatnie strony Wurta.

Do tego specjalnego, jubileuszowego wydania książki dodano trzy opowiadania, mające miejsce w świecie Wurta. Każda pozwala inaczej spojrzeć na przedstawiony świat i zasady nim rządzące, ale są one zamkniętymi historiami. Miły dodatek.

Wydawnictwo MAG wpadło na naprawdę świetny pomysł, wznowiając tę pozycję. Jeff Noon ukazał w niej oryginalną, ponadczasową, momentami dość zwariowaną wizję, ale przez wątek obyczajowy chwytającą za serce. Szczerze mogę polecić każdemu, kto myśli raczej irracjonalnie i nietypowo, bo tej powieści po prostu trzeba się poddać i zacząć myśleć jej prawami. Kolejna genialna pozycja w serii Uczta Wyobraźni.

Tytuł: Wurt
Autor: Jeff Noon
Seria: Uczta Wyobraźni
ISBN: 978-83-7480-363-2
Tłumaczenie: Jacek Manicki i Wojciech szypuła
Oprawa: twarda
Format: 135×202
Liczba stron: 360
Rok wydania: 14 czerwca 2013
Cena detaliczna: 39,00 zł