Wilczy trop – recenzja

Magia i nadnaturalność umieszczone w zwykłym świecie zawsze mnie pociągały – jako dzieciak marzyłam, by wokół mnie działo się coś niezwykłego. Nie musiałam nawet uczestniczyć w tych wydarzeniach, wystarczyłaby mi sama możliwość przyglądania się. Nic dziwnego, że gdy podrosłam i odkryłam urban fantasy, zakochałam się na zabój w tym gatunku. A nie da się go kochać bez zapoznania się z książkami Patricii Briggs. W tym wypadku pod lupę dostał się Wilczy trop, pierwsza cześć cyklu Alfa i Omega.

Ostatnio miałam czytelniczy zastój, którego za nic nie mogłam pokonać. Męczyłam się nad każdym tekstem, jaki wpadł mi w ręce, nie chciało mi się czytać, ba!, nawet od dłuższego czasu nie było mnie w księgarni, gdzie zwykle przychodzę, by zapłakać nad tymi wszystkimi wspaniałościami i pomodlić się do bogów portfela o zastrzyk gotówki. (Jeszcze nie zdarzyło im się mnie wysłuchać). Ale kiedy wzięłam w ręce Wilczy trop i popatrzyłam na niego, on popatrzył na mnie. I zanim zdążyłam mrugnąć, byłam już za połową.

Intryga nie była dla mnie specjalnie porywająca czy zaskakująca, ale prawdopodobnie to wina narracji trzecioosobowej, przedstawiającej kilka punktów widzenia – informacje zebrane od bohaterów pozwoliły mi szybko domyślić się, kto pełni funkcję tego złego i jakie ma zamiary, ale przyjemnie było obserwować, jak postaci po omacku błąkają się we mgle. Wyglądało to bardzo naturalnie, gdyż cała wina leżała po stronie braku porozumienia i personalnych uprzedzeń, które utrudniały kontakt. Nie zniesmaczyło mnie, że tyle czasu zajęło im domyślenie się, o co chodzi, jak to nierzadko bywa. Po prostu nie istniała możliwość zorientowania, co jest nie tak.

Według mnie o wiele bardziej interesującym aspektem tej powieści są protagoniści.

Główna bohaterka jest kobietą, którą wbrew jej woli zamieniono w wilkołaka. Przyczyna była prosta – wszystko wskazywało na to, że Anna Latham jest Omegą, czyli wilkiem wymykającym się wszelkim regułom stada i zarazem spajającym wszystko razem. Jednak jej alfa nie chce, by wiedziała o swojej mocy, o niezależności wobec wszelkich rozkazów, więc pozwala na dręczenie jej przez brutalnego członka sfory. Stłamszoną Annę odnajduje Charles Cornick i po wyrwaniu jej z rąk stada na wzór rycerza na białym koniu, pokazuje jej, co znaczy bycie Omegą. Od tej chwili Czytelnik ma okazję obserwować przemianę tej postaci – która jest absolutnie niesamowita! I postać, i przemiana. Poznałam Annę jako zamkniętą w sobie, strachliwą kobietę, a pożegnałam osobę, która na moich oczach zaczęła odzyskiwać dawną wiarę w swoje możliwości. Autorka bardzo zręcznie przedstawiła ten proces – żadnej gwałtowności czy pośpiechu, bohaterka powoli, żmudnie, z ogromnym wysiłkiem odbudowuje swoje dawne ja; nierzadko się cofa, zmuszona do tego strachem, który ma uzasadnienie tylko w jej głowie.

I teraz pomyślcie o Charlesie Cornicku – po Marroku to prawdopodobnie najbardziej dominujący wilkołak w Stanach, bezwzględny egzekutor, specjalista od mokrej roboty, oszczędny w słowach i działaniach, śmiercionośna broń jego ojca. Alfa, który poczuł… niepowstrzymany pociąg do Omegi. O ile Charles miejscami mnie irytował, to związek między tą dwójką okazał się intrygujący, głównie ze względu na fakt, że tak bardzo wydają się do siebie nie pasować. Chociaż ich wilki już się zaakceptowały, to ludzie muszą jeszcze wiele się nauczyć o sobie nawzajem – metodą prób, błędów, milczenia, domysłów i często nieumyślnego ranienia tej drugiej strony.

Wilczy trop to świetny początek serii, który nie dość, że przełamał mój czytelniczy marazm, to narobił mi smaku na kolejne części. Chyba już teraz sięgnę po oryginały, by ugasić to pragnienie…

Tytuł: Wilczy trop
Autor: Patricia Briggs
Wydawnictwo Fabryka Słów

 

About destrakszyn

Entuzjastka psujostwa wszelakiego, namiętnie wczytująca się w fantastykę gatunku przeróżnego i obsesyjnie gromadząca nowe książki na półkach.

View all posts by destrakszyn