Amerykańscy bogowie – recenzja

Neil Gaiman to angielski scenarzysta, redaktor i pisarz. Spod jego pióra wyszło wiele dzieł – powieści, opowiadań i komiksów ze świata fantastyki i grozy. Jest uznawany za jednego z najwybitniejszych żyjących twórców fantasy. Filmy powstałe na podstawie jego twórczości możemy także oglądać na wielkim ekranie. Po „Amerykańskich bogów” sięgnęłam właśnie ze względu na ekranizację jednej z jego książek, a mianowicie „Gwiezdnego pyłu”. Książki niestety nie czytałam, a oglądając film nie byłam świadoma, że dzieło, które bardzo przypadło mi do gustu, powstało w oparciu o powieści tego pisarza. Gdy tylko odkryłam ten fakt, stwierdziłam, że muszę sprawdzić pisarski geniusz Gaimana i z wielkim zaciekawieniem sięgnęłam po pierwszą książkę, która wpadła mi w ręce – „Amerykańskich bogów”.

“Amerykańscy bogowie” opowiadają o Cieniu, wielkim jak szafa facecie, który, w momencie gdy go poznajemy, odsiaduje wyrok w więzieniu. Jest właściwie na „wylocie”, po 3 latach spędzonych w więziennej celi już odlicza miesiące, dni i minuty do wyjścia. Niestety, radość, która rodzi się na samą myśl o wolności, zakłóca niespodziewana informacja – jego ukochana żona i najlepszy przyjaciel giną w wypadku samochodowym. Cały świat Cienia nagle legł w gruzach. Zamiast wrócić do przytulnego gniazdka, musi jechać na pogrzeb. W czasie podróży do domu spotyka Pana Wednesdaya, tajemniczego gościa, od którego ciężko mu się uwolnić. W tym momencie zaczyna się nowe życie byłego więźnia i podróż w poszukiwaniu „duszy Ameryki”.

Jeśli chodzi o Cienia jako bohatera, to ciężko coś o nim napisać nie zdradzając części fabuły, jest jak jego imię – obszar, do którego nie dociera światło. Jest cieniem bogów. Gaiman czerpie inspiracje z wielu kultur, a panteon, który przedstawił jest różnorodny. W książce można znaleźć odniesienia do mitologii nordyckiej, słowiańskiej, postaci z wierzeń indiańskich i afrykańskich, także indyjskich i wielu innych. To jednak nie wszystko, oprócz całego wachlarza „starych bogów”, znanych właściwie wszystkim, autor sięga także do nowoczesnej kultury i „nowych”, zrodzonych w pośpiechu i zgiełku życia, ich reprezentantką jest np. bogini imieniem Media. Z takim zestawem różnorakich bytów nie może być stagnacji, a takie nagromadzenie istot nadprzyrodzonych jednoznacznie wskazuje na „nadejście burzy”. Odniosłam jednak wrażenie, że wszystkie postaci występujące w powieści, są po to, aby zwrócić uwagę czytelnika na coś większego, ważniejszego, na pierwszy rzut oka nieuchwytnego.

Zanim jednak do takich wniosków doszłam, musiałam zmierzyć się z geniuszem pisarza, choć początkowo nie było łatwo, a owego geniuszu mogłabym szukać z lupą między wierszami. Może sprawił to prosty styl pisania i mała ilość dialogów, a może po prostu za dużo było rozmyślań głównego bohatera odnośnie tego, co będzie robił po wyjściu z więzienia. Chyba ten początek zraził mnie trochę do dalszego czytania. Muszę jednak przyznać, że cieszę się, że nie odłożyłam książki na bok przy pierwszej okazji. Byłaby to wielka strata. Dalej było już tylko lepiej, a akcja rozkręcała się z każdą przewracaną kartką. Spodobał mi się pomysł z przeplataniem akcji właściwej z opowieściami z dawnych dziejów – historii ludzi, którzy przywieźli bogów wraz ze sobą na ziemie Ameryki (choć początkowo nieco mnie ten sposób pisania irytował) oraz graficzne (dosłownie) przedstawienie niektórych scen. Neil Gaiman w barwny i ciekawy sposób przedstawia swoją wizję, często posługując się grą słów i symbolami. Moim zdaniem powieść straciła trochę na przekładzie, co niestety odkryłam, czytając końcowe wyjaśnienia od tłumacza. Ale na zawiłości językowe i trudności z tłumaczeniem nic nie poradzimy. Moją uwagę zwróciły też liczne literówki – korekta się nie popisała. Poza tym czytelnik otrzymuje sporą dawkę mocnych wrażeń, ciekawej akcji i powtórkę z dawnych wierzeń, a także dozę specyficznego humoru (który mnie osobiście bardzo przypadł do gustu). Początek był trudny, zakończenie było jednak prawdziwym objawieniem, do tego stopnia, że pod koniec nie zauważałam już żadnych literowych potknięć.

Książka niesie także uniwersalny przekaz dla każdego człowieka, przestrzega przed tym, żeby w dzisiejszych „szybkich” czasach, pełnych komercji i konsumpcyjnego stylu życia, nie stracić tego, co najważniejsze. Wszystko to razem wzięte tworzy niesamowity klimat i świadczy o niezwykłych umiejętnościach Neila Gaimana, który przenosi człowieka w świat dawnych wierzeń i przemyśleń . Lektura godna polecenia.