Grudzień z Mileną Wójtowicz – Wrota

Grudzień – zawieje, śnieg, mróz, Ksawery, chłód, wiatr, szybko robi się ciemno – nijak się człowiek dosłonecznić nie może. Buro i ponuro. Mikołaj się opatrzył, bo od listopada po sklepach go pełno. Zatem, żeby ochronić Was przed przygnębieniem, polecam przeczytać Wrota Mileny Wójtowicz, jak ktoś nie czytał – niech wie, co stracił.
Czytając tę książkę (pierwszy tom) w pociągu, wzbudzałam niezdrowe zainteresowanie pasażerów, chichocząc iście szatańsko. Obawiam się, że część z nich miała pewne wątpliwości, co do poczytalności mojej osoby, a część podejrzewała o odurzenie jakimiś środkami, tudzież przypadłość zwaną pomrocznością jasną.

Balsam dla duszy nie książka. Powinni ją przepisywać zamiast antydepresantów. I ja też chcem takiego faworyta!!!!! Mózgojadka też mogiem mieć. Kocham go. Głównie za zestawienie kolorystyki paskuda (zielony z różowym jest) ze sposobem żywienia (wysysa mózgi), przepity głos i wygłaszane komentarze. Poważnie rozważam hodowlę, jednakowoż martwią mnie ewentualne problemy żywieniowe, boję się, coby stwory nie głodowały…

Bohaterką jest królewna Salianka – dziewczę młode i, do chwili rozpoczęcia książki, w zasadzie bezrozumne. Świadomość królewna zyskuje po śmierci ojca, kiedy, jako jego następczyni, zostaje kolejną strażniczką Wrót (a Wrota prowadzą do piekieł). Co prawda, Salianka początkowo skupia się głównie na napawaniu się pozyskaną osobowością, kontemplowaniu świata i ukrywaniu się przed piorunami – takie tam hobby, jednak niedługo. Jej “ambitne” plany przerywa bohaterska akcja księcia Gawarka, młodzieńca spragnionego chwały i podziwu. I robi się ciekawie… I wesoło.

Zwłaszcza gdy do akcji wkraczają Wrota. Bezczelne wierzeje niejednokrotnie przejmują inicjatywę spragnione nowych doświadczeń i ekscytujących przeżyć. Zapewniają królewnie niezapomniane doznania, jak chociażby spędzanie czasu w roli garkotłuka, a raczej zamkowej pomywaczki. Te przeżycia zostawiają trwały ślad w psychice Salianki, co odbija się rykoszetem na jej poddanych i nie tylko. Ale Wrotom zawdzięczamy również obecność demonów różnorakich, kręcących się w liczbie niemałej po stronicach powieści. Niektórych nie lubimy, bo są ble i nie wycierają odnóży przed wstąpieniem w człowieka, inne zaś wzbudzają zgoła odmienne emocje (patrz: Virwen, Ulk, mózgojadek). Różnorodność postaci sprawia, że nie można się nudzić. Brak tu czarno-białych charakterów, jednoznacznych sytuacji i prostych rozwiązań. A perypetie samej królewny prowadzą niejednokrotnie do bolesnego skurczu mięśni brzusznych, co jest bezduszne i okrutne, albowiem Salianka lekko w życiu nie ma. Na dodatek, w części drugiej zamiast być lepiej, robi się jeszcze bardziej interesująco. Bohaterka zostaje uprowadzona w siną dal i sama (no, prawie sama) musi się mierzyć z kolejnymi wyzwaniami, np. ze smokami…

Język powieści jest żywy i plastyczny, przesiąknięty specyficznym poczuciem humoru (które mi bardzo sprzyja). Rozrywka i łamanie schematów, to główne zalety tej powieści. Z pewnością można by się do różnych rzeczy przyczepić, np. do nieścisłości, owego poczucia humoru właśnie – że nie górnolotne, czy innych elementów. Tylko po co? Te książki, to idealny umilacz czasu i rozwiewacz chmur wszelakich. Nie pozostawia skutków ubocznych (prawie, bo jednak trochę ryje mózg, ale w pozytywnym sensie).
Chcę trzeci tom!!!!