Nieświęte duchy – recenzja

„Nieświęte duchy” są pierwszym tomem serii autorstwa Stacii Kane. Dotychczas nie miałam okazji poznać nic innego tej autorki, więc nie wiedziałam tym samym, czego dokładnie się spodziewać. I niestety, oczekiwałam zbyt wiele, a w efekcie bardzo się zawiodłam.

Główna bohaterka jest czarownicą na usługach Kościoła, ale nie takiego, jaki znamy my, a nowego tworu, w którym modlitwa jest wręcz zakazana, a cały kult opiera się na śmierci i duszach. Tak czy inaczej, Chess Putnam odsyła zbłąkane dusze z ziemskiego padołu, a w tak zwanym międzyczasie ćpa na potęgę. Kupuje takie ilości narkotyków, że zadłuża się u swego dilera, który oferuje jej anulowanie owego – ogromnego, dodam – długu w zamian za oczyszczenie z duchów jego nowej nieruchomości, starego lotniska. Tyle że nie jest to tak łatwe i bezpieczne, jak bohaterka by się spodziewała.

Szukacie czegoś ciekawego, co nie pozwoli Wam się nudzić? Źle trafiliście – ta książka do takich nie należy. Po przeczytaniu około siedemdziesięciu stron (w żółwim tempie, dodam), odłożyłam ją, mając wiele dużo ciekawszych pozycji, które żądały mojej uwagi, ale gdy już je wszystkie przeczytałam, sięgnęłam ponownie po powieść Stacii Kane – dokończyłam ją chyba tylko z czystego uporu oraz faktu, że nie godzi się porzucić dwóch książek z rzędu (ostatnio starałam się przeczytać „Arcymaga” Rudazowa, ale padłam po kilkudziesięciu stronach). „Nieświęte duchy” są tak strasznie nudne… Niby bohaterka coś robi, niby ma jakieś tam problemy, ale jest to tak nieciekawie opisane, tak monotonne, a w dodatku Chess tak strasznie się miota – robi to, robi tamto, ale nic z tego nie wynika, nie ma to sensu ani nie przykuwa uwagi.

Poszukujecie interesujących, barwnych, wyrazistych i złożonych postaci? Tu ich nie znajdziecie. Wszyscy są dość płytcy, papierowi i bez życia. Napędzają ich jedynie narkotyki – oni w większości są ćpunami, a główna bohaterka zwłaszcza. Nie lubię takich postaci, nie lubię czytać o ludziach uzależnionych od tego typu używek, gdyż za ich sprawą postacie te mają odwrócone priorytety, a także wychodzą na idiotów, zachowując się nieracjonalnie. Ale nawet pomijając ciągoty bohaterki, i tak bym jej nie polubiła. Jest zbyt pusta i bez życia – przeciętna do bólu – ani nieszczególnie odważna, ani nieszczególnie tchórzliwa, ani zbyt pewna siebie, ani też zbyt nieśmiała. Pozostałe postacie również giną – różnią się jedynie imionami, nie wyróżniają się. O złożoności charakterów nawet nie ma co wspominać, bo takowej nie ma.

Szukacie czegoś zabawnego? Próżno szukać tu humoru – „Nieświęte duchy” są raczej przygnębiające, a przy okazji odbierają siły. Już nie mówiąc o tym, że często towarzyszyła mi przy czytaniu irytacja, aczkolwiek i tak mogło być w tym względzie gorzej, gdyż, krótko mówiąc, bohaterów miałam gdzieś – chciałam jedynie jak najszybciej skończyć tę przeklętą książkę i zacząć czytać coś dobrego.

Niestety w „Nieświętych duchach” nie ma nic, co przykułoby moją uwagę na dłużej, nic, co zachęciłoby mnie do powtórki, nic, co wciągnęłoby mnie choć trochę albo chociaż zainteresowało. Trudno mi znaleźć jakąkolwiek zaletę, poza tym że już mam tę pozycję za sobą. Myślę, że nie ma sensu sięgać po tę powieść, chyba że nie ma się już nic innego do czytania.

Tytuł: Nieświęte duchy
Autor: Stacia Kane
Tytuł oryginału: Unholy Ghosts
Liczba stron: 368
Format: 130 x 205
Data wydania: 2010-05-27
ISBN: 9788324136766
Cena detaliczna: 34.80 zł
Tłumaczenie: Anna Cichowicz
Wydawnictwo: Amber

 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie