Insomnia – recenzja

 

Nie ma jednoznacznej definicji wariata. Dla jednego będzie to osoba, której głosy szepczą w głowie, dla innego ten, co gania z siekierą. Nana nie jest żadną z tych osób. Pochodzi z arystokratycznego rodu i mieszka w zrujnowanym mieszkaniu zabytkowej kamienicy. Cierpi na insomnię, czyli bezsenność. Nie śpi od małego dziecka, a jej kartoteka lekarska ma objętość większą niż encyklopedia Britannica. Podstawą jej w miarę normalnej egzystencji są leki. Stosy leków, które musi przyjmować w określonych dawkach i w określonym terminie, powodując u Nany wizje. Aż do pewnego zimnego dnia, kiedy to najpierw na przejściu dla pieszych, a później w swoim salonie napotyka mężczyznę, który wygląda, jakby urwał się z imprezy techno. Mężczyzny, którego nikt oprócz niej nie widzi…

 

A w ślad za nim pojawia się reszta ekipy: Kakras, Rotar, Umeki, Isnar i Leo. No i jest jeszcze psi pomagier – Tampon. Oznajmiają zszokowanej Nanie, że przybyli z równoległego wymiaru i potrzebują jej pomocy w ratowaniu ich Ziemi. Muszą zamknąć tunel, nazywany przez nich Przejściem, który łączy Ziemię Nany z ich Ziemią. Stanowi on zagrożenie dla ich pobratymców, którzy nie są odporni na nasze bakterie i wirusy. W zamian obiecują jej to, czego pragnie najbardziej.

Mimo, iż opis brzmi jak sci-fi, to „Insomnia” jest rasowym urban fantasy. Czy raczej: urban sci-fi fantasy. Mamy polskie miasto, mamy futurystyczną technologię, która pozwala przewidzieć każdą możliwą wersję wybranego zdarzenia oraz mamy tzw. Przejście. Agnieszka Tomaszewska po raz kolejny łączy po mistrzowsku różne gatunki, tworząc wybuchową mieszankę barwnych postaci oraz ciągi zdarzeń nie pozwalające czytelnikowi oderwać się od lektury. Poznamy najlepszych przyjaciół Nany: Oskara i Sam, którzy usiłują się nią opiekować; Samuela, który ma hopla na punkcie ekologii, a jednocześnie jest znaną osobą w półświatku, czy tajemniczego handlarza narkotykami, który pamięta główną bohaterkę ze szkoły. Mamy wybuchy, strzelaniny oraz szalony wyścig samochodowy przez środek zatłoczonego miasta w godzinach szczytu. Mamy ekskluzywny klub erotyczny dla najbogatszych oraz miejsce spotkań fanów szeroko pojętego industrialu. Dialogi są napisane żywym językiem, a całość okraszona jest ciętymi ripostami głównej bohaterki. Powieść podzielona jest na opowiadania, ale nie czuje się wyraźnej przerwy pomiędzy nimi.

Książka jest ciut słabsza od debiutu autorki czyli „Invocato”, lecz nadal warta zapoznania się z nią. Zapraszam Was do lektury – dajcie się porwać Nanie oraz reszcie ekipy i sprawdźcie, czy uda im się uratować Ziemię.

 

About Nes

Nerd i mól książkowy w jednym. Zafiksowana na punkcie Doctora Who. Nieopanowana gaduła i optymistka z czasowymi skłonnościami do pesymizmu. Osobniczka aspirująca do bycia Tą-co-ładne-zdjęcia-robi. Ma alergię na głupotę i chamstwo, które usilnie zwalcza sarkazmem. Miłośniczka psów i kotów, chętnie wytrząsająca sobie cztery litery w siodle końskim. A w wolnych chwilach administratorka i założycielka Rhapsody Polska (http://rhapsody-polska.pl).

View all posts by Nes